Nigdy nie spocznij.
Ludzie dają za
wygraną, gdyż boją się, że nic lepszego już nie nadejdzie. Boją się, że ich na
więcej nie stać. Ale stać cię dokładnie na to, czego chcesz w życiu, tylko
musisz w to uwierzyć, bo inaczej nie przyciągniesz czegoś lepszego – czytałam
jeden z artykułów, który zamieszczono w gazecie. Dotyczył on
niedowartościowanych nastolatek i różnych innych psychologicznych spraw.
Próbowałam sobie uświadomić, co właśnie przeczytałam, ale nic do mnie nie
docierało.
Pomimo
wielu próśb ze strony rodziny, przyjaciół nie mogę uśmiechać się i mówić, że
wszystko jest w porządku. Kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, nic już nie
jest dla mnie kolorowe. W jednej sekundzie straciło blask i poszarzało.
Planowałam, myślałam. Chciałam dla siebie i dla innych jak najlepiej… Ale los
zawsze musi rzucać nam kłody pod nogi. I w tych trudnych dla mnie momentach,
spieprzyło się wszystko i gorzej już być nie może. Prawda?
- Nie, proszę. Nic mu na
razie nie mów – błagałam – Jakoś się z nim umówię i.. zobaczę, co uda mi się powiedzieć.
- Masz mu wszystko powiedzieć, Violetta! – krzyknęła oburzona – On Cię kocha,
chce być z Tobą szczery, a ty co, hm?
- Może najpierw zastanów się, co byś zrobiła gdybyś była na moim miejscu, a nie
rozkazujesz mi, co mam robić. To moje życie – powiedziałam wyraźnie z naciskiem
na ‘moje’ i odeszłam w stronę domu.
Jęknęłam
głośno wprost w jego usta. Nie wierzyłam w to, co robiłam. Nigdy nawet nie
przypuszczałam, że to się stanie…
Kiedy zaczął pieścić ponownie moje usta wygięłam swoje ciało czując
przeszywające mnie podniecenie. Pragnęłam więcej, więcej i więcej. Już nie
czułam bólu, tylko zachłanność. Sięgnęłam po lampkę czerwonego wina i upiłam
dużego łyka. Po chwili urwał mi się film.
Może teraz opowiem,
jak do tego doszło.
Dochodziła dziewiętnasta.
Szykowałam się na wyjście z Leonem. Nie wiem, gdzie chce mnie zabrać, ale wiem
na pewno, że muszę mu powiedzieć o mojej chorobie. Postanowiłam jednak
posłuchać Ludmiły.
Poprawiałam właśnie czarną kredką kontur mojego oka, gdy usłyszałam dzwonek.
Odłożyłam przedmiot na toaletkę i zbiegłam na dół nie mogąc doczekać się,
aby go zobaczyć.
- Cześć – uśmiechnęłam się szeroko (jednak umiem się uśmiechać), a moje serce zabiło szybciej – Już możemy
iść, tylko zabiorę torebkę.
- Okey – skwitował krótko. Boże, jak ja kocham jego zmysłowy głos.
Violetta, uspokój się!
Zabrałam wspomniany wcześniej przedmiot z salonu i wróciłam do przedpokoju.
Zamknęłam drzwi i złapałam rękę Verdasa, który prowadził mnie do samochodu.
- Ostatnio jesteś bardzo spięta, więc zabieram Cię do klubu. Dziewczyny także
dotrzymają Ci towarzystwa.
Na moją twarz wprowadził się grymas, który próbowałam ukryć sztucznym
uśmiechem. Nie wiem czy w moim stanie imprezowanie jest wskazane, ale przecież
nie powiem mu o wszystkim w tym momencie. On też ma prawo dzisiaj się dobrze
bawić.
- Super – skłamałam.
Głośna
muzyka, mnóstwo ludzi i alkohol. Czego jeszcze mogłam się spodziewać? Ah, no
tak. Dobrej zabawy...
Postanowiłam zapomnieć na jakiś moment o problemach, więc
piłam już piątego drinka. Siedziałam z dziewczynami w loży VIP-owskiej i
szukałam zmęczonym wzrokiem Leona. Gdzieś wyparował. Pewnie podrywa jakieś
gorące laski.
- Violetta.
- Violetta! – machała mi ręką przed oczami Camila – Francesca coś do Ciebie
mówiła.
- Yy.. tak?
- Leon czeka na Ciebie przy barku – oznajmiła.
- A, dzięki – odparłam chwiejąc się lekko przy wstawaniu. Ruszyłam w
wyznaczonym kierunku. Przepychałam się pomiędzy tańczącymi ludźmi próbując nie
upaść. Niestety musiałam się potknąć, ale nie wylądowałam na podłodze. Tylko w
czyichś rękach. Ujrzałam dwa szmaragdy wpatrujące się we mnie.
- Chyba już trochę wypiłaś – zaśmiał się i postawił mnie na nogi.
- Tylko trochę – bełkotałam – Chodźmy po coś mocnego.
- Dwa razy Rocket Fuel – powiedział Leon do barmana i rzucił pieniądze na blat.
Po chwili moczyłam usta w strasznie mocnym alkoholu. Uszczypnęłam się w rękę
sprawdzając czy jeszcze żyję. Chyba trochę przesadziłam z tym imprezowaniem.
- Zatańczysz ze mną?
- Pewnie – rzuciłam biorąc wielkiego łyka z mojej szklanki nie panując
kompletnie nad sobą. Podążyłam za chłopakiem na środek parkietu. Zarzuciłam
ręce na jego szyję i przyparłam się do umięśnionego ciała. Jego dłonie błądziły
po moich pośladkach.
Kiedy poczułam wzrastającą erekcję wbijającą się w moje udo, wpiłam się w jego usta. Nie musiałam
długo czekać, aby poczuć na podniebieniu język Verdasa. Nie zważając na to, że
przyszliśmy tu z dziewczynami wyszliśmy z klubu. Następnie samochodem udaliśmy
się do domu Leona.
Niezły scenariusz do
filmu.
Obudziłam
się o szóstej rano z niezłym kacem. Poszłam do kuchni mojego… kochanka?
Mniejsza. Szukałam tabletek na ból głowy, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
Wypiłam więc dużą ilość wody niegazowanej, która stała na blacie. Leon chyba
się nie obrazi.
Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem naga i strzeliłam wielkiego facepalm’a.
Wróciłam się do sypialni i ubrałam swoją bieliznę i sukienkę. Nie miałam ochoty
na noszenie szpilek, więc chwyciłam je w rękę. Chciałam napisać jeszcze
karteczkę, ale nie miałam przy sobie długopisu ani kartki! Nie wiem gdzie on trzyma
takie rzeczy. Nie będę mu grzebać po pokoju…
Muszę chyba dokładnie pozwiedzać kiedyś jego dom. Wracając… Wyciągnęłam ze
swojej torby czerwoną szminkę, a następnie napisałam krótką informacje na
lustrze w łazience i opuściłam dom Verdasa.
12:04 – od: Leon ♥
‘Vilu, musimy się spotkać’
12:05 – do: Leon ♥
‘Jasne, kiedy?’
12:07 – od: Leon ♥
’Za pół godziny, w parku. Wiesz gdzie dokładnie’
Nasza ławka.
Dotarłam
na miejsce lekko zestresowana. Nie mam pojęcia, o co może mnie zapytać. A nie,
jednak wiem. Podobało Ci się to?
Chciałabyś to powtórzyć? Nie żałujesz, że to właśnie ze mną straciłaś
dziewictwo? Odpowiedzi na te pytania są banalne proste: Tak, tak, nie. Ale
niestety nie mogę tego powiedzieć. Leon zasługuję na zdrową i lepszą ode mnie
dziewczynę. Na pewno znajdzie niedługo swój ideał.
Łzy zebrały mi się do oczu. Gdy usłyszałam swoje imię, odwróciłam głowę.
Właściciel tego wspaniałego głosu po chwili znalazł się przy mnie. Kiedy
zobaczył łzę spływającą po moim policzku otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale
miałam przeczucie, że się bał. Ciekawe czego?
- Violetta, przepraszam, że zaciągnąłem Cię do łóżka. Ale byłem pijany, ja naprawdę
nie wiedziałem, co robię – drapał się w kark – Lecz nie ukrywam, że mi się to
podobało.
- Nie przepraszaj mnie, to nie Twoja wina.. Ja..
- Uważam, że powinniśmy spróbować – złapał moją rękę. Widząc moją pytającą
minę, dodał – Być razem.
- Leon, my nie możemy – odpowiedziałam ścierając łzy – Zapomnij o
mnie – szepnęłam i uciekłam.
***
Nareszcie!
Nie wiecie, jak się cieszę, że wreszcie mogłam napisać rozdział.
Przypływ weny i sprawny laptop, o tak! :))
Rozdział zawiera 1 031 słów oraz ma 2 i pół strony.
Mam nadzieję, że uda mi się pisać trochę dłuższe rozdziały, tak jak ten.
Niestety jestem załamana pod jednym względem. Zbliża się koniec roku, mam bardzo dobre oceny i boję się, żeby ich nie pogorszyć, a nauczyciele szaleją z testami i kartkówkami.
Myślę, że kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Od poniedziałku do piątku w mojej szkole trwają przygotowania do festynu, a we wtorek mam klasówkę i prawdopodobnie kartkówkę.
Łał.. ale się rozpisałam ;D
Już nie zajmuję Wam czasu.
Do następnego! ♥
~ Aleks