środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 19 - Szczerze nienawidzisz



Dedykuję ten rozdział wszystkim, którzy dzielnie na niego wyczekiwali. Dziękuje.~*~





2 miesiące później
                Nareszcie mogę wrócić do mojego ukochanego Buenos Aires!  Za kilka godzin będę w  „domu” i uściskam Ludmi, zobaczę się z Jess, Francescą… I mam nadzieję, że też z Leonem. Ostatnio nie potraktowałam go za dobrze i źle się z tym czuję. Ferro dzwoniła do mnie, kiedy byłam w szpitalu i mówiła, że Leon pozałatwiał wszystkie sprawy związane z Cassie i Fran specjalnie dla mnie, bo chce walczyć o nasz związek.
                Pobyt w szpitalu nie był dla mnie miłym momentem życia. Ale cieszę się, że operacja się udała i mogę jednak wrócić do Leona przyjaciół. I to wszystko za sprawą Priscilli. Uświadomiła mi, że mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia na tym świecie i nie mogę tak łatwo sobie odpuścić. Zamieniaj ból w siłę – mówiła.

                Kiedy pojawiłyśmy się na lotnisku przywitała nas Ludmiła i Francesca. Miło, że o mnie pamiętały.
- Jak się czujesz? – zapytała blondynka podczas gdy tkwiłam w szczelnym uścisku dziewczyn.
- W porządku – uśmiechnęłam się lekko – Ymm.. Jest z wami Leon? – spytałam niepewnie rozglądając się w około.
- Nie widziałam go od zakończenia semestru w Studio – odpowiedziała Włoszka – Chyba jest zajęty w firmie. Pracuje u swojego ojca.
- A może, ty Lu…? -
- Nie, ja też nic nie wiem. Przykro mi, ale jakby zapadł się pod ziemię. Myślę, że gdy wyjechałaś mógł się załamać. W Studio krążyły plotki, że zostaniesz już na zawsze w Stanach.
- Ale kto mógł rozgadać coś o moim wyjeździe?
- Może Jessenia – odpowiedziała zamyślona.
- Nie mogłaby…
                Ludmiła podwiozła mnie pod dom mojego ojca. Niepewnie zapukałam do drzwi. Po chwili otworzyła mi Miguela.
- Dzień dobry Violetto – uśmiechnęła się sztucznie – Wejdź.
- Dziękuje – bąknęłam – Jest Jess?
- U siebie w pokoju – rzuciła i zniknęła za ścianą.
Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do mojego starego pokoju, który był teraz pokojem „nowej córki” mojego taty.
- O, hej Violetta – odezwała się nie odrywając wzroku od laptopa – Co u Ciebie?
- Co u mnie? – zapytałam z irytacją – Możesz mi powiedzieć dlaczego całe Studio mówiło o moim wyjeździe.
- Możliwe, że coś mi się wymsknęło – odparła ze stoickim spokojem w głosie – A, zapomniałabym. Rozmawiałam z Twoim Leonkiem i powiedziałam mu, że już nie wrócisz ze Stanów, bo chcesz o nim zapomnieć i go szczerze nienawidzisz. Chyba dobrze zrobiłam, nie?
- Co!? – zamknęłam klapę laptopa przed jej oczami – Jak śmiałaś? Dlaczego wypowiedziałaś się za mnie? Chciałam Ci kupić mieszkanie, pomóc wydostać się z tego bagna, a ty mi się tak odpłacasz? Wiesz dobrze, że wyjechałam się leczyć.
- No to, po co wróciłaś? Myślisz, że ten idiota będzie Cię chciał z jakąś chorobą?
- Nie mów tak o nim! - otarłam łzy cieknące mi po policzkach – Koniec z naszą znajomością -trzasnęłam za sobą drzwiami i opuściłam jak najszybciej posiadłość. 
 
                - Rozumiesz? Powiedziała Leonowi, że go nienawidzę – mówiłam łamiącym się głosem do Ludmiły – On przez nią cierpiał jeszcze bardziej – dałam upust łzom, a moje usta połykały coraz do gorsze łzy – Na pewno już nie chce mnie widzieć.
- Violetta nie mów tak i błagam nie denerwuj się już, dopiero co miałaś operację – próbowała mnie uspokoić – Musisz się z nim spotkać i wszystko sobie wyjaśnicie.
- To nie jest takie proste Ludmiła! – krzyczałam do telefonu – Dlaczego wszyscy mi to utrudniają? Czy ja wymagam tak wiele? Chcę być tylko z nim! Chcę go kochać tak jak nigdy wcześniej! Chcę, żeby był mój i tylko mój! Potrzebuję jego ramion, jego ust, jego całego! – dałam upust emocjom. Nie patrząc jak idę wpadłam na kogoś. Już chciałam powiedzieć ‘przepraszam’, ale odebrało mi mowę, gdy zobaczyłam, kto przede mną stoi.
- Lu, muszę kończyć – wyszeptałam i rozłączyłam się. Przyjrzałam się chłopakowi. Nie wyglądał tak samo jak dwa miesiące temu. Miał podkrążone oczy, porządny zarost i liczne rany na rękach. Kolejne łzy cisnęły mi się do oczu. To przeze mnie?
- Boże, Leon co Ci się stało? – spytałam zmartwiona dotykając jego policzka dłonią, którą od razu zrzucił.
- Nagle Cię to interesuje? Podobno mnie nienawidzisz – wycedził przez zęby – A do tego masz kogoś. Słyszałem jak rozmawiałaś przez telefon. Nie powinnaś się mną zamartwiać.
- Nie, Leon, daj mi to wyjaśnić. Wiem, że Jessenia powiedziała Ci wiele rzeczy, ale to nie jest prawda. Jak mogłabym Cię znienawidzić, skoro ja Cię kocham? Dlaczego jej uwierzyłeś?
- Na lotnisku jakoś nie odczułem takiego uczucia od Ciebie – rzucił – Przestań kłamać.
- Nie kłamię. I wcale z nikim nie jestem i nie mam zamiaru nikogo szukać – dlaczego on już mi nie ufa? Złość wzrasta we mnie coraz bardziej. Co ja takiego zrobiłam? - To o Tobie mówiłam przez telefon idioto!
- Tak, wiem, że jestem idiotą, ale nie musisz mi o tym przypominać! – krzyknął – Zepsułem wszystko i dlatego wierzyłem, że nie chcesz mnie znać. Ale nadal jestem w Tobie zakochany i nie mogę sobie wybaczyć, tego, co Ci zrobiłem.
- Nie mów tak, proszę.
- Dlaczego? Dlaczego mam tak nie mówić, skoro to prawda? Cholernie Cię kocham i nie umiem bez Ciebie żyć, ale nie mogę Cię dalej ranić.
- Ale ja Cię potrzebuje – załkałam.
- Chcę tylko żebyś mi wybaczyła – powiedział i opadł przede mną na kolana, a z jego oczu tryskały łzy, niczym z wodospadu – Błagam wybacz mi – mówił trzymając mnie za dłone.
- Już dawno Ci wybaczyłam – odpowiedziałam – Proszę wstań, nie musisz.. -
- Muszę.
- Leon! – huknęłam i uklęknęłam przed nim – Dlaczego chcesz to jeszcze bardziej utrudniać!?
- Viol – nie zdołał dokończyć, bo przygniotłam jego wargi swoimi. Brałam łapczywie uczucie, które rozchodziło się we mnie. Otuliłam rękoma jego szyję, a palce wsunęłam we włosy.
- Przepra… - nie zdołał dokończyć, bo przyłożyłam palec do jego ust.
- Csii…
- Już nigdy mnie nie zostawiaj – szepnął i przytulił mnie do siebie – Jesteś moim skarbem.
- Nigdy, obiecuję – odparłam i ucałowałam jego skroń. Tak bardzo mi go brakowało. I widzę, że nie tylko ja odczuwałam to rozstanie… Zaraz, czemu nadal jesteśmy na ziemi? – Moglibyśmy wreszcie wstać? – zaśmiałam się. Nareszcie po kilku miesiącach mogłam usłyszeć jego śmiech. Pomógł mi wstać trzymając mnie za rękę. Od razu moją uwagę zwróciły liczne rany na dłoniach.
- Co ty sobie zrobiłeś? – pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Chciałem poczuć ból, który Ty czułaś przeze mnie – spuścił głowę i znów posmutniał. A już udało mi się go rozbawić, szlag.
- Oh, Leon – westchnęłam – A teraz ty mi coś obiecasz. Już nigdy się nie okaleczysz, rozumiesz?
- Tak – odparł cicho po chwili.
- Od dziś już wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna – wtuliłam się w jego tors, dzięki czemu mogłam słyszeć bicie jego serca. Teraz już wiem, że to serce bije tylko dla mnie.


~*~


Zaskoczeni? :)
Nareszcie wydobyłam coś z siebie po dłuuugiej przerwie. Wypoczęłam przez dwa miesiące i jestem chyba gotowa na nową szkołę.

Nagłe natchnienie zawdzięczam koncertom, które odbyły się w Polsce. Dzięki tym wszystkim zdjęciom, postom, płaczącym fankom na widok Jorge i Tini, coś mnie trafiło i nie potrafiłam o nich zapomnieć. Do tego oglądałam dużo filmików z Leonettą, czytałam blogi i zapragnęłam o nich pisać. Bo łączy ich coś szczególnego, prawda?

Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział. Wkraczam na nowy etap mojego życia i chcę na razie poświęcić czas nauce. Dlatego proszę Was o zrozumienie. Postaram się raz na dwa tygodnie coś na pisać, chociażby krótkiego. Nie chcę opuszczać tego bloga, jestem z nim za bardzo związana.
Informejszyn1: Na pewno kolejnym postem będzie druga część starego OS.
Informejszyn2: Nie zajmuję teraz miejsca pod rozdziałem. Zobaczę, kto wróci :D

Do nastęnego!
~Aleks ;*


niedziela, 5 lipca 2015

Przeprosiny i brak rozdziału

Witajcie kochani.

Już na wstępie przepraszam Was bardzo, za to że pojutrze mija już miesiąc odkąd nie było rozdziału. I jak na razie nie będzie, bo wyjeżdżam na dwa tygodnie. Postaram się nabazgrać w zeszycie coś, co nazywałoby się potem rozdziałem. Nie mam bladego pojęcia, czy będzie tam wi-fi, które umożliwiłoby mi dodanie czegoś na bloga.

Dlaczego nie było rozdziałów?
Wystawianie ocen, poprawianie. Dużo, dużo prób przed zakończeniem roku. Stres przed przyjęciem do nowej szkoły, rodzinne problemy... Niby takie drobne rzeczy, ale przez nie traci się najwięcej czasu, energii i siły.

Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Mam nadzieję, że zaczekacie i rozumiecie, że po tylu zmaganiach należy mi się odpoczynek.

Kocham Was.
Do zobaczenia,
Aleks :*

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 18 - Powinnam z Ciebie zrezygnować




                - O, dobrze, że jesteś. Znalazłam dobrego lekarza i możemy polecieć na Florydę… - zamarła na mój widok – Coś się stało Violu?
- Wszystko w porządku, Priscilla – odpowiedziałam i ruszyłam po schodach na górę.
Mam dosyć tego, że wszyscy chcą mi pomóc. Dam sobie radę sama, jestem już dorosła!
Nie, ty sobie nie dasz rady Violetta! Nie wyobrażaj sobie niemożliwych rzeczy. Polecisz do Stanów na operację i zamieszkasz tam na stałe. Nie zobaczysz już nigdy Leona i umrzesz tam w spokoju.
- Vils, mama mi powiedziała, że nie jest z Tobą najlepiej – w moim pokoju pojawiła się Ludmiła – Mi możesz powiedzieć wszystko – złapała moją rękę i próbowała utrzymać ze mną kontakt wzrokowy.
- Leon chce ze mną być – widziałam uśmiech na jej twarzy – Ale ja powiedziałam, że ma o mnie zapomnieć – dodałam trzęsącym się głosem.
- Castillo, coś ty narobiła!?
Westchnęłam.
- Myślisz, że powinnam poddać się temu zabiegowi?
- Jeżeli chcesz być żoną Leona i mieć z nim dzieci to tak – zaśmiała się.
- Ha ha ha – powiedziałam głosem pełnym entuzjazmu (wyczujcie ten sarkazm).
- Taka jest prawda kochana – puściła mi oczko i opuściła pokój.

                Lotnisko. Wokoło mnie biegali ludzie ze swoimi bagażami. Pędzili, aby zdążyć na samolot lub spotkać się jak najszybciej ze swoimi bliskimi. Ja już niestety nie miałam takich osób, do których mogłabym wrócić. Dlatego chciałam oddalić się od wspomnień i zapomnieć, choć wiedziałam, że to będzie trudne.
Przymknęłam oczy i wtuliłam się w drobne ciało mojej przyjaciółki. Ucałowałam jej gorący policzek i po chwili machałam na pożegnanie. Ustaliłyśmy wspólnie, że Ludmiła zostanie w Buenos Aires, aby móc skończyć naukę w Studio. Chciałabym, żeby zaliczyła semestr i mogła cieszyć się muzyką z innymi. A co do Priscilli jest na prawdę kochana. Tak się cieszę, że angażuje się w to wszystko i chce mi pomóc. Robi to, co powinien robić mój ojciec, ale nie jest najwidoczniej zainteresowany moją osobą. 
- Pasażerowie lotu 103 Buenos Aires - Jacksonville proszeni o skierowanie się do wejścia numer 7.
- To my. Chodź Violu - uśmiechnięta kobieta wzięła mnie za rękę i prowadziła za sobą do wyznaczonego miejsca.
- Violetta! - usłyszałam. Dosłownie mnie sparaliżowało - Nie zostawiaj mnie, proszę.
Obróciłam się za siebie i zobaczyłam Leona. Potrząsnęłam głową. 
- Ja muszę.
- Wcale nie musisz. Boisz się tego, co może Ci się przydarzyć? Boisz się uczucia między na.. -
- Leon, ja jestem chora! 
- Co?

                   Chmury za oknami. Nuda. Totalna cisza w samolocie. Nuda. Zero zasięgu. Nuda. Nawet przekąski mi nie smakują. Nuda. A no i panuje tu niesamowita nuda.
Zostawiłam go tam. Nie mogę uwierzyć, jak bardzo go zraniłam. Dlaczego taka jestem? Sama nie umiem odpowiedzieć. To wszystko jest takie trudne.               
Zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu... nie wiem czego. Wyjęłam złożoną na pół kartkę. Ahh... To tekst, który pisałam wracając z wakacji. Postanowiłam coś dopisać, więc sięgnęłam po długopis.
"Zachowaj swoje rady, bo nie posłucham,
Możesz mieć rację, ale nie obchodzi mnie to
Jest milion powodów, dla których powinnam z ciebie zrezygnować
Ale serce chce, czego chce" *



* fragment piosenki Seleny Gomez "The heart wants what it wants"
Hej!
Jest rozdział...którki i do tego po dwóch tygodniach :/
Tia...
Nie jestem jakoś super dumna, no ale niech będzie.
Jestem strasznie zajęta, mało czasu.. Chyba ktoś mnie rozumie, prawda? :(

Nie wiem kiedy next, ale miejmy nadzieję, że niedługo.
Buziaki <3

Aleks









sobota, 23 maja 2015

Rozdział 17 - Scenariusz do filmu




Nigdy nie spocznij.
Ludzie dają za wygraną, gdyż boją się, że nic lepszego już nie nadejdzie. Boją się, że ich na więcej nie stać. Ale stać cię dokładnie na to, czego chcesz w życiu, tylko musisz w to uwierzyć, bo inaczej nie przyciągniesz czegoś lepszego – czytałam jeden z artykułów, który zamieszczono w gazecie. Dotyczył on niedowartościowanych nastolatek i różnych innych psychologicznych spraw. Próbowałam sobie uświadomić, co właśnie przeczytałam, ale nic do mnie nie docierało.
                Pomimo wielu próśb ze strony rodziny, przyjaciół nie mogę uśmiechać się i mówić, że wszystko jest w porządku. Kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, nic już nie jest dla mnie kolorowe. W jednej sekundzie straciło blask i poszarzało.
Planowałam, myślałam. Chciałam dla siebie i dla innych jak najlepiej… Ale los zawsze musi rzucać nam kłody pod nogi. I w tych trudnych dla mnie momentach, spieprzyło się wszystko i gorzej już być nie może. Prawda?
                - Nie, proszę. Nic mu na razie nie mów – błagałam – Jakoś się z nim umówię i.. zobaczę, co uda mi się powiedzieć.
- Masz mu wszystko powiedzieć, Violetta! – krzyknęła oburzona – On Cię kocha, chce być z Tobą szczery, a ty co, hm?
- Może najpierw zastanów się, co byś zrobiła gdybyś była na moim miejscu, a nie rozkazujesz mi, co mam robić. To moje życie – powiedziałam wyraźnie z naciskiem na ‘moje’ i odeszłam w stronę domu.

                Jęknęłam głośno wprost w jego usta. Nie wierzyłam w to, co robiłam. Nigdy nawet nie przypuszczałam, że to się stanie…
Kiedy zaczął pieścić ponownie moje usta wygięłam swoje ciało czując przeszywające mnie podniecenie. Pragnęłam więcej, więcej i więcej. Już nie czułam bólu, tylko zachłanność. Sięgnęłam po lampkę czerwonego wina i upiłam dużego łyka. Po chwili urwał mi się film.

Może teraz opowiem, jak do tego doszło.

                Dochodziła dziewiętnasta. Szykowałam się na wyjście z Leonem. Nie wiem, gdzie chce mnie zabrać, ale wiem na pewno, że muszę mu powiedzieć o mojej chorobie. Postanowiłam jednak posłuchać Ludmiły.
Poprawiałam właśnie czarną kredką kontur mojego oka, gdy usłyszałam dzwonek. Odłożyłam przedmiot na toaletkę i zbiegłam na dół nie mogąc doczekać się, aby go zobaczyć.
- Cześć – uśmiechnęłam się szeroko (jednak umiem się uśmiechać), a moje serce zabiło szybciej – Już możemy iść, tylko zabiorę torebkę.
- Okey – skwitował krótko. Boże, jak ja kocham jego zmysłowy głos. Violetta, uspokój się!
Zabrałam wspomniany wcześniej przedmiot z salonu i wróciłam do przedpokoju. Zamknęłam drzwi i złapałam rękę Verdasa, który prowadził mnie do samochodu.
- Ostatnio jesteś bardzo spięta, więc zabieram Cię do klubu. Dziewczyny także dotrzymają Ci towarzystwa.
Na moją twarz wprowadził się grymas, który próbowałam ukryć sztucznym uśmiechem. Nie wiem czy w moim stanie imprezowanie jest wskazane, ale przecież nie powiem mu o wszystkim w tym momencie. On też ma prawo dzisiaj się dobrze bawić.
- Super – skłamałam.

                Głośna muzyka, mnóstwo ludzi i alkohol. Czego jeszcze mogłam się spodziewać? Ah, no tak. Dobrej zabawy...
Postanowiłam zapomnieć na jakiś moment o problemach, więc piłam już piątego drinka. Siedziałam z dziewczynami w loży VIP-owskiej i szukałam zmęczonym wzrokiem Leona. Gdzieś wyparował. Pewnie podrywa jakieś gorące laski.
- Violetta.
- Violetta! – machała mi ręką przed oczami Camila – Francesca coś do Ciebie mówiła.
- Yy.. tak?
- Leon czeka na Ciebie przy barku – oznajmiła.
- A, dzięki – odparłam chwiejąc się lekko przy wstawaniu. Ruszyłam w wyznaczonym kierunku. Przepychałam się pomiędzy tańczącymi ludźmi próbując nie upaść. Niestety musiałam się potknąć, ale nie wylądowałam na podłodze. Tylko w czyichś rękach. Ujrzałam dwa szmaragdy wpatrujące się we mnie.
- Chyba już trochę wypiłaś – zaśmiał się i postawił mnie na nogi.
- Tylko trochę – bełkotałam – Chodźmy po coś mocnego.
- Dwa razy Rocket Fuel – powiedział Leon do barmana i rzucił pieniądze na blat.
Po chwili moczyłam usta w strasznie mocnym alkoholu. Uszczypnęłam się w rękę sprawdzając czy jeszcze żyję. Chyba trochę przesadziłam z tym imprezowaniem.
- Zatańczysz ze mną?
- Pewnie – rzuciłam biorąc wielkiego łyka z mojej szklanki nie panując kompletnie nad sobą. Podążyłam za chłopakiem na środek parkietu. Zarzuciłam ręce na jego szyję i przyparłam się do umięśnionego ciała. Jego dłonie błądziły po moich pośladkach.
Kiedy poczułam wzrastającą erekcję wbijającą się w moje udo, wpiłam się w jego usta. Nie musiałam długo czekać, aby poczuć na podniebieniu język Verdasa. Nie zważając na to, że przyszliśmy tu z dziewczynami wyszliśmy z klubu. Następnie samochodem udaliśmy się do domu Leona. 

Niezły scenariusz do filmu.

                Obudziłam się o szóstej rano z niezłym kacem. Poszłam do kuchni mojego… kochanka? Mniejsza. Szukałam tabletek na ból głowy, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Wypiłam więc dużą ilość wody niegazowanej, która stała na blacie. Leon chyba się nie obrazi.
Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem naga i strzeliłam wielkiego facepalm’a. Wróciłam się do sypialni i ubrałam swoją bieliznę i sukienkę. Nie miałam ochoty na noszenie szpilek, więc chwyciłam je w rękę. Chciałam napisać jeszcze karteczkę, ale nie miałam przy sobie długopisu ani kartki! Nie wiem gdzie on trzyma takie rzeczy. Nie będę mu grzebać po pokoju…
Muszę chyba dokładnie pozwiedzać kiedyś jego dom. Wracając… Wyciągnęłam ze swojej torby czerwoną szminkę, a następnie napisałam krótką informacje na lustrze w łazience i opuściłam dom Verdasa.

12:04 – od: Leon
‘Vilu, musimy się spotkać’
12:05 – do: Leon
‘Jasne, kiedy?’
12:07 – od: Leon
’Za pół godziny, w parku. Wiesz gdzie dokładnie’
Nasza ławka.
                Dotarłam na miejsce lekko zestresowana. Nie mam pojęcia, o co może mnie zapytać. A nie, jednak wiem. Podobało Ci się to? Chciałabyś to powtórzyć? Nie żałujesz, że to właśnie ze mną straciłaś dziewictwo? Odpowiedzi na te pytania są banalne proste: Tak, tak, nie. Ale niestety nie mogę tego powiedzieć. Leon zasługuję na zdrową i lepszą ode mnie dziewczynę. Na pewno znajdzie niedługo swój ideał.
Łzy zebrały mi się do oczu. Gdy usłyszałam swoje imię, odwróciłam głowę. Właściciel tego wspaniałego głosu po chwili znalazł się przy mnie. Kiedy zobaczył łzę spływającą po moim policzku otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale miałam przeczucie, że się bał. Ciekawe czego?
- Violetta, przepraszam, że zaciągnąłem Cię do łóżka. Ale byłem pijany, ja naprawdę nie wiedziałem, co robię – drapał się w kark – Lecz nie ukrywam, że mi się to podobało.
- Nie przepraszaj mnie, to nie Twoja wina.. Ja..
- Uważam, że powinniśmy spróbować – złapał moją rękę. Widząc moją pytającą minę, dodał – Być razem.
- Leon, my nie możemy – odpowiedziałam ścierając łzy – Zapomnij o mnie – szepnęłam i uciekłam. 

***
Nareszcie!
Nie wiecie, jak się cieszę, że wreszcie mogłam napisać rozdział.
Przypływ weny i sprawny laptop, o tak! :))
Rozdział zawiera 1 031 słów oraz ma 2 i pół strony.
Mam nadzieję, że uda mi się pisać trochę dłuższe rozdziały, tak jak ten.
Niestety jestem załamana pod jednym względem. Zbliża się koniec roku, mam bardzo dobre oceny i boję się, żeby ich nie pogorszyć, a nauczyciele szaleją z testami i kartkówkami.
Myślę, że kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Od poniedziałku do piątku w mojej szkole trwają przygotowania do festynu, a we wtorek mam klasówkę i prawdopodobnie kartkówkę.
Łał.. ale się rozpisałam ;D
Już nie zajmuję Wam czasu.
Do następnego! ♥
~ Aleks

Szablon by Katrina