sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział #6 2/2



Z szarej mgły powoli wyłaniał się czerwony autobus. Ucieszona szatynka wstała z ławki trzymając się za ręce z zimna. Gdy tylko pojazd zatrzymał się wsiadła do niego i zajęła miejsce. Po kilku minutach była już niedaleko swojego domu. Z przystanku szybko popędziła na ulice mieszkalną. Kiedy znalazła się już w domu, zastała Kathy.
- Violu! Martwiłam się o Ciebie – powiedziała przytulając swoją przyjaciółkę.
- Spokojnie… Nic mi nie jest.
- Gdzie jest Leon?
- Nie wiem – odparła nie pewnie
- Jak to nie wiesz!? Poszłaś z nim na randkę i nie wiesz gdzie jest?
- Kat, to nie była randka! – krzyknęła ze łzami w oczach.
- O co chodzi…?
- Jestem idiotką i tyle – odparła i udała się do swojego pokoju.
- Violetta!
~*~
Szatynkę obudził dźwięk jej telefonu. Spojrzała na wyświetlacz – to Leon. Nie chciała odbierać. Po chwili otrzymała od niego sms’a, którego postanowiła przeczytać.
Przeczytaj i zdecyduj - co jest dziś możliwe
I w każdej myśli, ja jestem
Wyobraź sobie, że są ich tysiące
I sen, który zaczyna się rozwijać
Na początku nic nie zrozumiała z treści. Ale później przypomniała sobie o piosence „Ser Mejor”, którą stworzyła dawno temu z przyjaciółmi.
Podeszła do keyboard’u i przejechała opuszkami palców po klawiszach. Powoli zaczęła wydobywać ze swoich ust słowa. Do jej pokoju weszła Kat i podeszła i do instrumentu. Dziewczyny zaśpiewały razem. Oczywiście Kat patrząc się na tekst. Violetta spojrzała na przyjaciółkę i uśmiechnęła się. Leon zawsze wiedział jak ją pocieszyć.
Muszę mu coś wyjaśnić – pomyślała.
- To było piękne – odparła Kathy.
- Dziękuję.
- Co myślisz o tym, żeby zapisać się do Studio On Beat?
- Że my?
- No… tak.
- Nie, ja się tam nie nadaję.
- A ja uważam, że powinnyśmy spróbować swoich sił…
- Ja – ich rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
Blondynka zbiegła, aby je otworzyć. Za nią podążała szatynka. Za drzwiami stały: Ludmiła, Francesca, Camila oraz Natalia.
- Dziewczyny! – krzyknęła i przytuliła przyjaciółki.
- Cześć Kathy.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś, że wracasz? – spytała Lu.
- Miałam Wam zrobić niespodziankę… A tak w ogóle to kto Wam powiedział?
- Leon… - odparła cicho Naty.
- Z nim się wolałaś spotkać, a nie z nami – zaśmiała się Fran.
- Yh…
- Laski… Zwołacie wszystkich do Resto?
- A nie lepiej do Studio? – spytała Camila.
- Cami, Violetta z nami nie chodzi do szkoły…
- Próbowałam ją namówić, żeby się zapisała do Studio.
- Przecież możecie obie się zapisać.
- Dokładnie.
- Nie wiem…
- No prosimy Vilu!
~*~
Obudziłem się o 7:30. No nie! Na ósmą mam do Studia!
Popędziłem do łazienki i wykonałem tam wszystkie poranne czynności. Oczywiście włosy postawiłem na żelu i ubrałem jedną z moich koszul. Popsikałem się jednymi z moich ulubionych perfum i nie jedząc śniadania wybiegłem z domu. Na ostatnią chwilę wpadłem do szkoły i zobaczyłem tam… Violettę i Kathy?
- Cześć – powiedziałem niepewnie.
- Hej – odparła smutna Vilu.
- Będziesz się tu uczyć?
- Tak. Będziemy razem w grupie – powiedziała ucieszona Kat.
- To super… - już miałem odchodzić, gdy czyjeś drobne ręce złapały mój nadgarstek.
- Poczekaj Leon. Musimy porozmawiać.
- Po lekcjach?
- Okey. Będę czekała przed Studio – powiedziała i zgrabnie odeszła.
Była ubrana w asymetryczną niebieską sukienkę. Do tego koturny w kolorze jeans’u i katana. Jaka ona jest śliczna *o*
Lekcje zleciały mi bardzo szybko. Otrzymałem zadanie domowe i wyszedłem przed Studio. Zauważyłem Violettę opierającą się o murek. Podszedłem do niej i zacząłem rozmowę.
- To… -
- Chciałam Cię przeprosić za to, co się wydarzyło. Kocham Cię, ale boję Ci się zaufać. Nie widzieliśmy się kilka miesięcy i nie wiem sama co dalej…
- Chciałbym, żebyś chociaż spróbowała mi zaufać. Nie chcę Cię skrzywdzić.
Ku mojemu zaskoczeniu przytuliła mnie. Objąłem ją mocno ramionami.
- Pójdziemy do mnie?
- Jasne – odparła i wziąłem ją za rękę.
Gdy byliśmy już w moim pokoju, Violetta usiadła na łóżku, a ja położyłem się obok niej. Po chwili dołączyła do mnie i wtuliła się w mój tors.
- Chcesz żebyśmy byli parą? – zapytała, a ja w odpowiedzi pocałowałem ją.
---
Witajcie człowieki! ;D
Tak jak obiecałam 2 część troszkę szybciej niż normalny rozdział.
Możecie mi podesłać jakieś pomysły na siódemeczkę? :3 Nie mam jakoś weny...
---
A tak poza tym... Co u Was?
Ja za godzinkę jadę do mojego kochanego kuzyna <3
Będzie pewnie dałn xD Może pójdziemy sobie do cukierni/lodziarni i poszukamy Violettowych lodów :]
Miłego weekendu miśki.
~Aleks ;**

środa, 4 czerwca 2014

Rozdział #6 1/2



- Nie, Leon! – krzyknęła szatynka po ich oderwaniu – Przepraszam… - powiedziała już ciszej – To nie powinno się wydarzyć. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Ale Violetto… -
- Przepraszam Leon – odparła i odeszła.
Była zła na siebie. Nie chciała, żeby to tak wyszło. Chłopak, w którym jest zakochana wyznał jej miłość, a ona po prostu uciekła.
Nagle niebo otworzyło się na pół. Niedaleko można było usłyszeć trzaśnięcie pioruna. Violetta lekko podskoczyła ze strachu. Dopiero teraz zauważyła, że niebo jest całe zachmurzone. Powiał zimny wiatr. Drzewa zaczęły się kołysać, szumiąc i szeleszcząc. Szatynka szła samotna ulicą, na której nikogo nie było. Co się dziwić? Był marzec. Dzieci bawiły się na dworze, co najmniej do godziny czternastej, jeżeli było słonecznie. Niektóre w ogóle nie wychodziły, ponieważ siedziały w szkole do późnych godzin. Dorośli siedzieli jeszcze w pracy, a dziadkowie w domach.
W jednym momencie lunęło jak z cebra. Violetta zaczęła iść truchtem, aby uniknąć dużego zmoknięcia. Ale przecież była na obrzeżach miasta, za szybko nie dojdzie do domu. Po chwili ujrzała przystanek, na którym się zatrzymała. Trzęsąc się z zimna usiadła na małej ławeczce pod dachem i spojrzała na rozkład jazdy. Bus jadący do centrum miał się zjawić dopiero za dwadzieścia pięć minut. Dziewczyna nie mogła tyle czekać na zimnie. Wyciągnęła z kieszeni swojego iPhone’a, aby zadzwonić po taksówkę. Niestety burza zepsuła jej zamiary – nie ma zasięgu. Nie dlatego, że była oddalona od miasta, tylko dlatego, że kable telefoniczne prawdopodobnie zostały zerwane. Jedynym wyjściem było poczekać na autobus.
Gdy tak czekała, rozmyślała co teraz robi Leon. Czy moknie na polanie, rozmyśla o niej, a może… Myśli jaką jestem idiotką – powiedziała do siebie.


---
Do kitu! Wszystko do kitu! Rozdział krótki i bez sensu. Narracja 3-osobowa lepiej mi idzie, więc myślę, że się nie obrazicie, jeżeli będę tak pisała : )
A wracając...
W szkole strasznie mnie cisną, jeszcze zajęcia dodatkowe... Zero wolnego czasu :/
Chcę wakacje! Yhh!
Jutro lub pojutrze postaram się dodać drugą część rozdziału.
Trzymajcie się <3
~Aleks ;**

sobota, 31 maja 2014

Rozdział #5


- Tak. Kocham ją – odparł szatyn. Na samą jego odpowiedź uśmiechnęłam się.
- Szkoda, że nie jesteście razem… No, ale trudno. Spadam, pogadamy jutro?
- Jasne. Pa
Zmęczona opadłam bezwładnie na łóżko. Błądziłam wzrokiem po suficie. Po chwili dołączyła do mnie Viola. Ta cisza była nam widocznie potrzebna.
Każdy następny dzień zaczynał się tak samo i kończył się tak samo. Życie to jedna wielka rutyna.
~*~ 2 miesiące później ~*~
Violetta ciągnęła za sobą dwie fioletowe walizki przeciskając się przez tłumy osób na lotnisku. Za nią, szła jej przyjaciółka. Podobnie jak ona ciągnęła dwie walizki, tylko że koloru niebieskiego.  Dzisiaj dziewczyna kończyła 18 lat. Jej przyjaciółka skończyła dorosły wiek tydzień temu, ale czekała na szatynkę, aby powrócić z nią do Buenos Aires. Nareszcie! – tak krzyczały w myślach dziewczyny. W końcu mogą się uwolnić od szkoły w Szwecji i tego okropnego miasta. Obie postanowiły, że zaczną swoją naukę w Studio On Beat.
- Violu? – zapytała cicho Kathy – Które mamy miejsca?
- 112 i 113 – odparła.
- Okey, idziemy.
Przyjaciółki zajęły miejsca w samolocie i oddały się całkowicie podróży.
Gdy już wylądowały, udały się do swojego nowego domu, na który uzbierały samodzielnie pieniądze. No może z malutką pomocą rodziców. Jak się okazało, ich sąsiadem będzie Verdas. Myślicie, że dziewczyny się cieszą?
~*~
- Kat… Pójdę do Leona. Zrobię mu niespodziankę – powiedziałam z uśmiechem.
- Dobra. To ja w tym czasie pójdę na zakupy.
Wyszłam z domu i wykręciłam numer do mojego przyjaciela.
- Hej Leon.
- Cześć. Co u Ciebie?
- A nic… Nudzę się.
- Chciałbym Cię teraz przytulić – strzelił prosto z mostu.
- To czemu tego nie zrobisz? – zapytałam pukając do jego drzwi.
- Co? Czekaj, ktoś puka do drzwi.
Gdy otworzył je i zobaczył mnie stał wryty przez jakiś czas, lecz po chwili przytulił mnie do swojego torsu. Odwzajemniłam uścisk i spojrzałam w jego oczy. Już mieliśmy się pocałować, ale na myśl, o tym, że jesteśmy tylko przyjaciółmi lekko od niego odskoczyłam.
- Co tu robisz? – zapytał lekko speszony.
- No jak to co? Wróciłam.
- A właśnie Violu… Dzisiaj Twoje urodziny. Mam dla Ciebie prezent – powiedział uśmiechnięty i pociągnął mnie do środka.
Weszliśmy do pokoju Leona. Szukał czegoś w szufladzie. Po chwili wyjął z niego małe brązowe pudełeczko, które mnie wręczył. Pociągnęłam za kawałek złotej wstążki – rozwiązała się. Otworzyłam lekko górę pudełka i ujrzałam piękny naszyjnik z nutką w serduszku.
- Jest śliczny. Dziękuję – powiedziałam i pocałowałam szatyna w policzek – Pomożesz?
- Jasne.
Gdy zakładał mi łańcuszek czułam jego opuszki palców na szyi. Przeszedł mnie przyjemy dreszcz.
- Miałabyś ochotę na mały piknik jutro?
- Oczywiście – skwitowałam uśmiechnięta.
- To przyjdę po Ciebie o 10.
- Oki… Będę już szła. Muszę się rozpakować.
- Odprowadzę Cię.
- Nie trzeba. Mieszkam naprzeciwko.
- Co?
- No tak. Do jutra sąsiedzie - zaśmiałam się i przytuliłam Leona.
~*~
Obudziłam się o 9. Leniwie przeciągnęłam się i ziewnęłam. Kat jeszcze spała. Poszłam się ubrać w to i zostawiłam jej kartkę na blacie, że wychodzę. Przygotowałam jeszcze sobie koszyk z jedzeniem i położyłam na niego koc w czerwoną kratę.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i od razu do nich popędziłam.
- Cześć śliczna – powiedział Leon, a ja się zarumieniłam – Idziemy?
- Tak, jasne. Tylko wezmę koszyk.
Po chwili wróciłam z przedmiotem i zakluczyłam drzwi.
- Skąd wiedziałeś, że mieszkam akurat w tym domu?
- Intuicja – zaśmiał się.
- A tak w ogóle to gdzie idziemy?
- Gdzieś kawałek za miasto.
- Co? Będziemy szli chyba z 3 godziny…
- Dobry spacer nic Ci nie zrobi.
Minęła godzina i nadal szliśmy.
- Leon… Nogi.
- Chodź na barana.
- Naprawdę?
- Tak, wchodź – powiedział i lekko przykucnął, a ja dostałam się na jego plecy. Oparłam się lekko o jego bark i pocałowałam policzek chłopaka.
Po chwili byliśmy na miejscu. Piękna polana i niedaleko staw. Nie wiedziałam, że obrzeża Buenos Aires są takie piękne.
Rozłożyliśmy koc i rozstawiliśmy jedzenie. Miło tak spędzać czas.
Słońce nie żałowało, więc po zjedzeniu posiłku zdjęłam bluzkę, aby się poopalać. Zostałam tylko w szortach i staniku. Czułam na sobie wzrok Leona.
- Czemu się mi tak przyglądasz?
- Bo jesteś strasznie seksowna…
- Ja?
- Yy… Powiedziałem to na głos?
- Niestety.
- Tego nie było.
- Jasne, jasne. Wmawiaj sobie – powiedziałam i położyłam się wygodnie.
Po kilku minutach coś zakryło mi słońce. A raczej ktoś.
- Czego?
- Idziemy się kąpać – powiedział i wziął mnie na ręce.
- Nie! – krzyknęłam i zaczęłam go bić w tors. Właśnie teraz zauważyłam, że zdjął z siebie koszulkę i został w samych bokserkach (od aut. *o*).
- Tak.
- No proszę…
- Nie – w tym momencie wrzucił mnie do wody.
- Nie żyjesz! – krzyknęłam i rzuciłam się na szatyna.
Po chwili zaczęliśmy się chlapać wodą jak małe dzieci.
- Dobra koniec! – zaśmiałam się i podpłynęłam do niego. Oplotłam go nogami w pasie i przytuliłam. On wyniósł mnie z wody i postawił na powierzchni.
Spojrzałam w jego oczy.
- Kocham Cię – powiedział i lekko dotknął moich ust.
- Dobrze, bo ja Ciebie też kocham – odparłam i oddałam jego pocałunek.


---
Siemson : )
5 rozdzialik trochę szybciej. Nie miałam za dużo weny, ale chciałam go już dokończyć.
Jestem strasznie zmęczona po 6-godzinnym festynie szkolnym. Powiem Wam jedno, nunca más!
+ zmiana nazwy, taka mi się bardziej podoba

A na koniec taki mały szantażyk ;D
8 kom = next 
 ~Ola ;**

poniedziałek, 26 maja 2014

Rodział #4



Wróciłam do domu obładowana torbami. Oczywiście musiałam wpaść w salonie na mojego ojca, który właśnie wrócił z wyjazdu.
- Cześć Violu.
- Hej…
- Gdzie byłaś?
- W sklepie.
- Z kim?
- Z koleżanką.
- Znam?
- Tato! Może już koniec tego wywiadu?
- Yhh… Idź rozpakuj te torby, zaraz obiad.
- Ok.
Ruszyłam do swojego pokoju. Dzięki Kathy zapomniałam o tej sprawie z Leonem. Ale wiem, że będzie mi trudno wybić samego Leona z głowy.
Moją szczególną uwagę przykuło zdjęcie stojące na moim biurku. Byłam na nim ja z Leonem. Mieliśmy wtedy z… 12 lat. Uwielbiam to zdjęcie.
- Tak bardzo Cię kocham – szepnęłam sama do siebie.
~*~
Kolacja przebiegała w nijakiej atmosferze. Jade gadała cały czas o swoim nowym sklepie, który otworzyła dzięki mojemu tacie. Ja jeździłam widelcem po talerzu i czekałam na jedzenie.
- Violetto, za pół godziny przyjeżdżają do nas ważni goście. Mają córkę w Twoim wieku -
- Co? I dopiero teraz mi to mówisz? – przerwałam mu - Po, co tu czekam skoro mogłabym się już przygotowywać!?
- Nie denerwuj się…
- Dobra, idę się przebrać – powiedziałam obojętnie.
Założyłam na siebie czarną, dzisiaj kupioną sukienkę oraz upięłam włosy w kok. Mam nadzieję, że ta dziewczyna będzie w miarę ogarnięta i będzie dało się z nią pogadać.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i po woli zeszłam na dół. Otworzył mój tata. Wchodzący ludzie od razu zaczęli rozmowę z moim ojcem. Zauważyłam blondynkę – kogoś mi przypominała. Po chwili odwróciła się. Teraz wiedziałam już kto to. Na samą widok dziewczyny uśmiechnęłam się.
- Kathy! – przytuliłam przyjaciółkę.
- Violu! Nie wierzę.
- Ja też. Widzisz jakie mamy szczęście – uśmiechnęłam się.
- Dziewczyny, Wy się znacie?
- Tak.
-Może nam opowiecie przy stole jak się poznałyście? – zaproponowała jak zgaduję mama Kathy.
- Yyy… Nie, może kiedy indziej. To bardzo długa historia – powiedziała blondynka, a ja pociągnęłam ją za rękę do mojego pokoju.
- Ślicznie wyglądasz – powiedziałyśmy na równi i wybuchłyśmy śmiechem.
- Co robimy?
- Nie wiem… Masz szlugi?
- Tak… Nie! Nie, Kathy.
- To masz czy nie masz?
- Mam, ale Ci ich nie dam… Zastanawiałam się nad tym długo i myślę, że tak nie powinno wyglądać nasze życie. Ja chce być tą Violettą, co wcześniej. Chce być przy swoich przyjaciołach, przeżywać z nimi piękne chwile, a nie tak jak teraz…
- Jasne. Chyba skorzystam z Twojego pomysłu.
Przytuliłam moją przyjaciółkę i uśmiechnęłam się lekko. Chciałabym, żeby Fran tu teraz była. Tak strasznie się od niej oddaliłam. Ogólnie od całej naszej paczki. Muszę to naprawić.
- Dziewczyny! – usłyszałyśmy krzyki z dołu.
- Idziemy! – odkrzyknęłam – Czego mogą chcieć? Jak myślisz Kat?
- Nie mam pojęcia.
Zeszłyśmy po schodach trzymając się poręczy i po chwili znalazłyśmy się w salonie.
- O co chodzi? – zapytała blondynka, a nasi rodzice wstali.
- Słuchajcie, postanowiliśmy, że skoro już się znacie… Wyślemy Was do szkoły z internatem.
- Co!? – krzyknęłyśmy na równi.
- Spokojnie. To tylko wyjazd do Szwecji na dwa lata… - powiedziała Jade.
- Tylko? Wysyłacie nas na dwa lata do Europy! Do kraju którego nie znamy!?
- Oh… Przesadzacie. Pojutrze wylatujecie o ósmej. Macie jutro dzień wolny na pakowanie i pożegnania. A teraz już lećcie do pokoju – powiedział tata Kat.
~*~
Włoszka po woli wchodziła krętymi schodami na strych. Weszła do starego i lekko zakurzonego pomieszczenia, zapaliła lampkę stojącą na starej komodzie i przykucnęła przy wielkiej skrzynce. Dmuchnęła lekko powietrzem, aby oczyścić ją z kurzu. Kluczyk potrzebny do otwarcia wyjęła wcześniej ze swojej szuflady. Teraz przekręciła zamek i otworzyła brązową, pozłacaną klapę. Wyjęła z środka czarny album, na którym widniał wielki napis „Amigos para siempre”.
Francesca zabrała przedmiot do swojego pokoju i przysiadła na łóżku. Powoli przewracała kartki albumu. Oglądała piękne zdjęcia z jej przyjaciółką Violettą. Przypominała sobie piękne momenty z dzieciństwa i mimowolnie wypuściła kilka łez.

Kiedy miała już wyjąć zdjęcie z oprawki usłyszała swoją komórkę. Spojrzała na wyświetlacz – Vilu

Brunetka nie wiedziała, co ma zrobić. Lecz po chwili odebrała dzwoniący telefon.
- Halo, Fran? – usłyszała zapłakany głos przyjaciółki.
- Tak. Coś się stało, że dzwonisz do mnie o tej porze?
- Ja wyjeżdżam…
- Jak to?
- Nasi rodzice, znaczy moi i Kathy wysyłają nas do szkoły z internatem w Szwecji.
- Kto to Kathy? Ta blondynka, z którą Cię widziałam ostatnio?
- Tak, to ona.
- Violu… Nie wiem, co powiedzieć.
- Francesca, ja przepraszam, że oddaliłam się tak od Ciebie. Po prostu coś we mnie pękło. Już tak nie mogłam…
- I co teraz wolisz chodzić ze swoją nową przyjaciółeczką na papieroska? – zapytała zdenerwowana dziewczyna.
- Nie! Fran, ja chcę być taka jak dawniej. Błagam pomóż mi. Został mi tylko jeden dzień… Ja wiem, że wszystko zwaliłam, ale próbuję to jakoś naprawić.
- Nie potrafię się na Ciebie gniewać kochana – włoszka lekko pociągnęła nosem – Spotkamy się jutro w Resto o 10? Zadzwonię po resztę.
- Okey. Będę na pewno.
- To do jutra.
- Dziękuję Fran.
- Nie ma za co. Buziaki.
- Dobranoc.
~*~
Obudziłam się lekko niewyspana. Pomaszerowałam do łazienki i nalałam wody do wanny. Po chwili moje ciało mogło się już trochę odprężyć. Umyłam się malinowym żelem, a włosy tego samego zapachu szamponem. Gdy wysuszyłam się, założyłam przygotowany strój.
- Dzień dobry – powiedział tata z uśmiechem, gdy weszłam do kuchni. Nic nie odpowiedziałam.
- Coś się stało? Ej… Kochanie.
Zjadłam śniadanie i spojrzałam na zegarek – 9:47 Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę Resto Bandu. Szłam sobie spokojnie spacerkiem i słuchałam muzyki. Nagle zaczęło padać, więc przyśpieszyłam tępa i po chwili znalazłam się w Resto. Byli tam wszyscy – cała nasza paczka. Dosiadłam się do nich i wybełkotałam ciche „Cześć”.
- Powiedziałam im już Violu… - odparła włoszka.
Nastała grobowa cisza. Nikt nie wiedział co powiedzieć. A nawet bał się odezwać.
- Chciałam Wam powiedzieć, że ten wyjazd jest najgorszą rzeczą w moim życiu. Nigdy nie chciałam Was opuszczać, ani tego wspaniałego miasta, jakim jest Buenos Aires. Chciałam Wam też obiecać, że na pewno tu wrócę. Nie wiem kiedy, ale obiecuję. Błagam dziewczyny tylko nie patrzcie – powiedziałam patrząc na moje przyjaciółki, które były już bliskie płaczu – Przepraszam.
- Violetto, to nie Twoja wina – zaczął Maxi.
- Tak – poparli go chłopcy.
- Miśka? – zapytałam.
Wszyscy się do mnie przytulili. Pewnie wyglądało to komicznie, ale nikt z nas nie miał humoru na śmianie. Nasze spotkanie trwało do godziny trzynastej. Pożegnałam się z przyjaciółmi z bólem i wróciłam do domu. Jakaś cząstka mnie cieszy się, że mi wybaczyli, ale druga… Mówi, że muszę coś zrobić. Tylko co?
~*~ Następnego dnia, 7:30 ~*~
Wstałem bardzo wcześnie specjalnie, żeby zobaczyć się z Violettą. Chcę ją jeszcze raz zobaczyć. Nie wyobrażam sobie dwóch lat bez niej.
Kilka minut nie minęło, a znalazłem się w wielkiej hali. Szukałem wzrokiem szatynki. W pewnym momencie zobaczyłam ją jak siedzi na swojej walizce i rozmawia z jakąś blondynką. Podszedłem do nich.
- Violu… Możemy porozmawiać? – zapytałem.
- T-tak – powiedziała zaskoczona moim widokiem.
- Chciałem się jeszcze raz pożegnać.
- Leon… Powiedziałam Ci, żebyś mnie zostawił.
- Niestety nie mogę spełnić Twojej prośby. Kocham Cię -
- Po przyjacielsku.
- Nie -
- Tak. Ja Ciebie też i chcę, żeby między nami było w porządku.
- Ja też tego chcę. To, co? Przyjaciele?
- Przyjaciele – odpowiedziała i przytuliła mnie mocno.
Czułem, że mam w rękach cały swój świat, który nagle mnie opuszcza.
~*~
Jesteśmy już na miejscu. Podróż minęła bardzo szybko i bez problemów. Strasznie mi smutno, że moi rodzice mi to zrobili. Violetta też nie jest bardzo szczęśliwa, chociaż pogodziła się z Leonem.
- Kat, idę się wykąpać.
- Okey – odparłam i położyłam się na łóżku.
Po chwili zaczął dzwonić telefon Violi. Spojrzałam niepewnie na wyświetlacz – Leon
Chyba Viola mnie nie zabije – przeszło mi przez myśl i odebrałam telefon.
- Hej. Tu Kathy. Viola jest teraz w łazience, więc odebrałam…
- Cześć. Powiesz jej żeby później do mnie oddzwoniła?
- Jasne.
- A co tam u Was?
- Dajemy radę. Nic nie jest takie jak w Buenos…
- Podoba się Wam chociaż pokój?
- Może być… Powiem Ci, że Viola zawaliła sobie całą komodę Twoimi zdjęciami, a całą podróż przegadała o Tobie.
- Dobrze wiedzieć – zaśmiał się.
- Kaaaat! Nie żyjesz! – krzyknęła moja przyjaciółka z łazienki.
- Oj tam! – odkrzyknęłam. Słyszałam jak Leon lekko się śmieje.
- Leon. A tak teraz na poważnie. Kochasz ją?
- …



---
Nareszcie! Napisałam! Yeeeeaaaah!
Rozdział pisany w kilku narracjach. Nie wyszedł tak jak chciałam, ale jako taki jest. Nie wiem czy w tym tygodniu pojawi się jeszcze rozdział. Może zacznę go pisać już jutro i w sobotę lub niedzielę go wstawię. W piątek nie mogę - mam festyn szkolny. Przygotowania ruszyły pełną parą i mam trochę mniej czasu. Mam nadzieję, że wybaczycie, że rozdziału nie było, aż przez 9 dni :'>
Kocham <3
Ola ;**
Szablon by Katrina