Jak wiecie prowadzę fanpage: KLIK
Mamy już 647 lajków. Jeżeli chcecie, możecie wejść i bawić się świetnie z nami na facebook'u :>
Poszukuję Adminów, więc na stronce zorganizowałam konkurs. Zasady są bardzo proste:
1. Zrobić dedyk dla wybranej Adminki.
2. Wykonać 2 zabawy obrazkowe.
3. Ile czasu będziesz spędzać na stronie?
4. Ile masz lat?
5. Dlaczego akurat, ty masz zostać wybrany na Admina strony.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zapraszam na stronkę ;3
---
P.S
Jak Wam się podoba nowy wygląd? ^^
Te amo mucho!
~Mechi
poniedziałek, 17 marca 2014
piątek, 14 marca 2014
One Shot part 2/3 - ¿Por qué lloras? Sólo dime por qué? – Leonetta
One Shot part 2/3 - ¿Por qué
lloras? Sólo dime por qué? – Leonetta
Byłem
załamany. Właśnie dowiedziałem, się że miłość mojego życia może umrzeć w
każdym momencie. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest tak poważnie chora. Boję
się o nią jak cholera.
- Wyjaśnisz mi to? – zapytałem po chwili ciszy.
- Tak… O raku Violetta dowiedziała się kilka miesięcy temu. Kiedy powiedziała to w domu, German stwierdził, że nie chcę się już nią opiekować i będzie żył w spokoju z Esmeraldą. Olga i Ramallo strasznie się o nią martwią, ale nic nie mogą zrobić. Cały czas podróżują z p. Castillo i nic nie można na to poradzić. Obiecałam Violi, że Ci nie powiem. Wiedziała, że strasznie się o nią troszczysz i nie chciała Cię martwić… Wszystko będzie dobrze – powiedziała do mnie Angeles.
- Wszyscy tak mówią. „Będzie dobrze”, „Nie martw się, na pewno wyzdrowieje”. Nie mogę!
- Ale czego nie możesz? – zdziwiła się.
- Nie mogę przestać myśleć, o tym, że może jej się coś stać. Kocham ją Angie, rozumiesz?
- León wiem co czujesz. Jestem jej ciocią i… i boję się o nią strasznie, ale próbuję tak bardzo się nie zasmucać. Widzę, że nie jesteś optymistą. Tak samo jak Violetta… Pasujecie do siebie – uśmiechnęła się słabo, a ja westchnąłem.
- Wyjaśnisz mi to? – zapytałem po chwili ciszy.
- Tak… O raku Violetta dowiedziała się kilka miesięcy temu. Kiedy powiedziała to w domu, German stwierdził, że nie chcę się już nią opiekować i będzie żył w spokoju z Esmeraldą. Olga i Ramallo strasznie się o nią martwią, ale nic nie mogą zrobić. Cały czas podróżują z p. Castillo i nic nie można na to poradzić. Obiecałam Violi, że Ci nie powiem. Wiedziała, że strasznie się o nią troszczysz i nie chciała Cię martwić… Wszystko będzie dobrze – powiedziała do mnie Angeles.
- Wszyscy tak mówią. „Będzie dobrze”, „Nie martw się, na pewno wyzdrowieje”. Nie mogę!
- Ale czego nie możesz? – zdziwiła się.
- Nie mogę przestać myśleć, o tym, że może jej się coś stać. Kocham ją Angie, rozumiesz?
- León wiem co czujesz. Jestem jej ciocią i… i boję się o nią strasznie, ale próbuję tak bardzo się nie zasmucać. Widzę, że nie jesteś optymistą. Tak samo jak Violetta… Pasujecie do siebie – uśmiechnęła się słabo, a ja westchnąłem.
*3 dni później*
Violetta jest w śpiączce, ale na szczęście już po operacji.
Lekarze mówią, że rak nie powinien się rozprzestrzenić, ale ja wiem…
Siedzę na rancie jej łóżka, spoglądam co chwilę na jej bladą twarz. Trzymam jej drobniutką rękę i modlę się co jakiś czas, aby ten koszmar się skończył.
Podłączona do tych wszystkich urządzeń wygląda okropnie. „W życiu wszystko mogę dostać, ale bez ciebie nic nie jest warte” – przemknęło mi przez myśl.
- Kocham Cię Violu – szepnąłem.
- Ja Ciebie też León… - powiedziała zachrypniętym głosem.
Miałem wrażenie, że się przesłyszałem. Spojrzałem na nią. Powoli otwierała swoje oczy. Poczułem rozpierającą mnie euforię.
Siedzę na rancie jej łóżka, spoglądam co chwilę na jej bladą twarz. Trzymam jej drobniutką rękę i modlę się co jakiś czas, aby ten koszmar się skończył.
Podłączona do tych wszystkich urządzeń wygląda okropnie. „W życiu wszystko mogę dostać, ale bez ciebie nic nie jest warte” – przemknęło mi przez myśl.
- Kocham Cię Violu – szepnąłem.
- Ja Ciebie też León… - powiedziała zachrypniętym głosem.
Miałem wrażenie, że się przesłyszałem. Spojrzałem na nią. Powoli otwierała swoje oczy. Poczułem rozpierającą mnie euforię.
~*~
León był przy mnie przez wszystkie dni. Jego dotyk dawał mi
siły do wybudzenia. „Kocham Cię Violu” – usłyszałam ten kojący głos. Poczułam
jak moje serce bije szybciej. Nie myślałam, że będę czuła coś takiego do
chłopaka.
Zaczęłam otwierać swoje ciężkie powieki. Ujrzałam go, chciałam rzucić mu się na szyję, pocałować. Ale nie mogłam przez te głupie. Trudno, najwyżej je urwę.
Przybliżyłam się do jego ust i poczułam je na swoich.
- No, kochani. Przypominam Wam, że jesteście w szpitalu – odskoczyliśmy od siebie, a ja spuściłam głowę ukrywając swoje rumieńce – Widzę, że pani już się obudziła i jest pani w bardzo dobrej formie fizycznej… - spojrzał na Leona – jak i psychicznej zapewne… - zaśmiałam się cicho.
- Zapraszam panią za godzinę na badania. Do zobaczenia – opuścił nasz gabinet – opadłam bezwładnie na poduszkę i uśmiechnęłam się szeroko do siebie.
- Co taka szczęśliwa?
- No zgadnij... – podniosłam się ponownie.
- Jakbym nie wiedział, to bym się nie pytał – przybliżaliśmy się do siebie.
- Na pewno? – podniosłam jedną brew i poczułam ponownie jego usta na swoich.
- Słyszałam, że… - do pokoju wparowała moja ciocia – Ee…
- No znowu!? – wydarłam się.
- Dokończymy w domu – szepnął mi na ucho Leoś .3.
Zaczęłam otwierać swoje ciężkie powieki. Ujrzałam go, chciałam rzucić mu się na szyję, pocałować. Ale nie mogłam przez te głupie. Trudno, najwyżej je urwę.
Przybliżyłam się do jego ust i poczułam je na swoich.
- No, kochani. Przypominam Wam, że jesteście w szpitalu – odskoczyliśmy od siebie, a ja spuściłam głowę ukrywając swoje rumieńce – Widzę, że pani już się obudziła i jest pani w bardzo dobrej formie fizycznej… - spojrzał na Leona – jak i psychicznej zapewne… - zaśmiałam się cicho.
- Zapraszam panią za godzinę na badania. Do zobaczenia – opuścił nasz gabinet – opadłam bezwładnie na poduszkę i uśmiechnęłam się szeroko do siebie.
- Co taka szczęśliwa?
- No zgadnij... – podniosłam się ponownie.
- Jakbym nie wiedział, to bym się nie pytał – przybliżaliśmy się do siebie.
- Na pewno? – podniosłam jedną brew i poczułam ponownie jego usta na swoich.
- Słyszałam, że… - do pokoju wparowała moja ciocia – Ee…
- No znowu!? – wydarłam się.
- Dokończymy w domu – szepnął mi na ucho Leoś .3.
---
PRZEPRASZAAAAAM! :C
Kompletnie straciłam rachubę czasu przez szkołę. Masę nam zadawali, a gdy kończyłam już odrabiać lekcje dochodziła 20. Chciałam mieć godzinkę/dwie dla siebie i odpocząć. Normalnie to napisałabym rozdział, ale nie mam nawet na to siły. Postaram się jeszcze jutro dodać rozdział.
Wybaczcie :/
~Mechi
czwartek, 6 marca 2014
OS - ¿Por qué lloras? Sólo dime por qué? - Leonetta
One Shot part
1/3 - ¿Por qué lloras? Sólo dime por qué? – Leonetta
Violetta
Castillo – 19-latka z rozwijającym się rakiem mózgu. Każdy dzień jest dla niej
przeżyciem. Nie wie kiedy nadejdzie ten moment, kiedy umrze.
Rodzina i przyjaciele odwrócili się od niej. Nawet jej własny ojciec. Mieszka teraz ze swoją ciocią Angeles. Kocha ją ponad wszystko, bo to ona i jej najlepszy przyjaciel León pozostali przy niej. Niestety przyjaciel nie wie o jej chorobie. Szatynka nie chce go zamartwiać.
Ciocia wieży, że operacja się uda i jej siostrzenica będzie żyła, jednak Castillo nie jest takiej dobrej myśli.
Rodzina i przyjaciele odwrócili się od niej. Nawet jej własny ojciec. Mieszka teraz ze swoją ciocią Angeles. Kocha ją ponad wszystko, bo to ona i jej najlepszy przyjaciel León pozostali przy niej. Niestety przyjaciel nie wie o jej chorobie. Szatynka nie chce go zamartwiać.
Ciocia wieży, że operacja się uda i jej siostrzenica będzie żyła, jednak Castillo nie jest takiej dobrej myśli.
~*~
Obudziłam się chyba dość wcześnie rano, ponieważ słońce dopiero wschodziło. 6:40 – spojrzałam na zegarek stojący na moim biurku. Przeciągnęłam się leniwie i zdjęłam z siebie kołdrę. Pościeliłam łóżko i udałam się do łazienki. Po skończeniu porannych czynności udałam się do szafy w celu wybrania stroju. Głodna zeszłam na dół. W kuchni zauważyłam swoją ciocię.
- Cześć Angie.
- Dzień dobry Violu. Już wstałaś?
- Tak. Ale nie wyspałam się za bardzo.
- Mhm… Może masz ochotę na tosty?
- O, i to wielką.
- To siadaj do stołu. Zaraz Ci przyniosę.
- Dziękuję.
Po chwili otrzymałam talerz z dwoma tostami z serem i szynką. Zjadłam je i popiłam sokiem pomarańczowym.
Gdy byłam już w swoim pokoju i nuciłam sobie Royals, usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na jego wyświetlacz. Nowa wiadomość. Odblokowałam telefon i zaczęłam czytać:
Spotkajmy się w parku za 30 minut. Całuje, León :*
Nie tracąc czasu założyłam trampki, a zdjęłam cieplutkie, różowe kapcie. Założyłam sobie torebkę przez ramię i powiadomiłam jeszcze Angie, że wychodzę.
Po chwili byłam już w parku. Zauważyłam Leona, który siedział na jednej z ławek. Podbiegłam do niego.
- Cześć – przywitałam się.
- Hej Violu – pocałował mnie w policzek.
- To… Chciałeś o czymś ze mną porozmawiać? – spytałam siadając razem z nim na ławce.
- Tak. Bo ja… ja… Wiesz to już nie ważne.
- León wszystko jest ważne. Powiedz.
- Bo znamy się już dwa lata… I już od dłuższego czasu jestem w Tobie zakochany. Chciałem się zapytać czy czujesz to samo…
- León… My nie możemy być razem… - rozpłakałam się i uciekłam.
Jestem zwykłym tchórzem! Ale nie mogłam mu teraz powiedzieć o mojej chorobie. Kocham go, ale prędzej czy później umrę i przeze mnie będzie cierpiał. Musi być szczęśliwy z inną dziewczyną.
Wbiegłam do domu nie mówiąc ani słowa i zamknęłam się w spokoju. Poryczałam się na dobre. Rzuciłam się na łóżko i rozpaczałam. Dlaczego ja Boże!? – krzyczałam w myślach – Dlaczego nie mogę być zdrowym człowiekiem i żyć szczęśliwie?
Po chwili widziałam już tylko ciemność.
Obudziłam się chyba dość wcześnie rano, ponieważ słońce dopiero wschodziło. 6:40 – spojrzałam na zegarek stojący na moim biurku. Przeciągnęłam się leniwie i zdjęłam z siebie kołdrę. Pościeliłam łóżko i udałam się do łazienki. Po skończeniu porannych czynności udałam się do szafy w celu wybrania stroju. Głodna zeszłam na dół. W kuchni zauważyłam swoją ciocię.
- Cześć Angie.
- Dzień dobry Violu. Już wstałaś?
- Tak. Ale nie wyspałam się za bardzo.
- Mhm… Może masz ochotę na tosty?
- O, i to wielką.
- To siadaj do stołu. Zaraz Ci przyniosę.
- Dziękuję.
Po chwili otrzymałam talerz z dwoma tostami z serem i szynką. Zjadłam je i popiłam sokiem pomarańczowym.
Gdy byłam już w swoim pokoju i nuciłam sobie Royals, usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na jego wyświetlacz. Nowa wiadomość. Odblokowałam telefon i zaczęłam czytać:
Spotkajmy się w parku za 30 minut. Całuje, León :*
Nie tracąc czasu założyłam trampki, a zdjęłam cieplutkie, różowe kapcie. Założyłam sobie torebkę przez ramię i powiadomiłam jeszcze Angie, że wychodzę.
Po chwili byłam już w parku. Zauważyłam Leona, który siedział na jednej z ławek. Podbiegłam do niego.
- Cześć – przywitałam się.
- Hej Violu – pocałował mnie w policzek.
- To… Chciałeś o czymś ze mną porozmawiać? – spytałam siadając razem z nim na ławce.
- Tak. Bo ja… ja… Wiesz to już nie ważne.
- León wszystko jest ważne. Powiedz.
- Bo znamy się już dwa lata… I już od dłuższego czasu jestem w Tobie zakochany. Chciałem się zapytać czy czujesz to samo…
- León… My nie możemy być razem… - rozpłakałam się i uciekłam.
Jestem zwykłym tchórzem! Ale nie mogłam mu teraz powiedzieć o mojej chorobie. Kocham go, ale prędzej czy później umrę i przeze mnie będzie cierpiał. Musi być szczęśliwy z inną dziewczyną.
Wbiegłam do domu nie mówiąc ani słowa i zamknęłam się w spokoju. Poryczałam się na dobre. Rzuciłam się na łóżko i rozpaczałam. Dlaczego ja Boże!? – krzyczałam w myślach – Dlaczego nie mogę być zdrowym człowiekiem i żyć szczęśliwie?
Po chwili widziałam już tylko ciemność.
~*~
Nie wiem o co
chodziło Violi. Dlaczego nie możemy być razem?
Od razu poszedłem do jej domu. Zapukałem, otworzyła mi Angie.
- Cześć Angie. Jest Violetta?
- Tak, ale zamknęła się w pokoju. Wejdź, może ty coś zdziałasz – uchyliła szerzej drzwi.
- Dzięki.
Wszedłem na piętro i stanąłem pod drzwiami mojej ukochanej.
- Violu – powiedziałem i zapukałem – Proszę Cię otwórz. Violu – zapukałem jeszcze raz.
- Drzwi są zamknięte?
- Tak, na klucz.
- Violetta! – Angie zapukała, ale na marne - León zaczekaj, ja pójdę po jakąś wsuwkę.
Po chwili Saramego wróciła z małym przedmiotem. Próbowała otworzyć drzwi. W końcu jej się udało.
- Violu dlacze… Violetta! – wziąłem dziewczynę na ręce.
- Nie tylko nie to! Błagam Cię Violu nie mów, że nie wytrzymałaś do operacji! – krzyknęła po czym zatkała ręką usta.
- Jakiej operacji? – spytałem zaniepokojony.
- Później Ci wyjaśnię. Teraz musimy jechać do szpitala.
Od razu poszedłem do jej domu. Zapukałem, otworzyła mi Angie.
- Cześć Angie. Jest Violetta?
- Tak, ale zamknęła się w pokoju. Wejdź, może ty coś zdziałasz – uchyliła szerzej drzwi.
- Dzięki.
Wszedłem na piętro i stanąłem pod drzwiami mojej ukochanej.
- Violu – powiedziałem i zapukałem – Proszę Cię otwórz. Violu – zapukałem jeszcze raz.
- Drzwi są zamknięte?
- Tak, na klucz.
- Violetta! – Angie zapukała, ale na marne - León zaczekaj, ja pójdę po jakąś wsuwkę.
Po chwili Saramego wróciła z małym przedmiotem. Próbowała otworzyć drzwi. W końcu jej się udało.
- Violu dlacze… Violetta! – wziąłem dziewczynę na ręce.
- Nie tylko nie to! Błagam Cię Violu nie mów, że nie wytrzymałaś do operacji! – krzyknęła po czym zatkała ręką usta.
- Jakiej operacji? – spytałem zaniepokojony.
- Później Ci wyjaśnię. Teraz musimy jechać do szpitala.
~*~
I co ja mam mu
powiedzieć? Violetta będzie na mnie zła, że mu powiem, bo jej obiecałam, że to
będzie nasza tajemnica. Nie wiem co mam robić. Dobrze, że chociaż przyjęli
Violettę na oddział.
- Pani Castillo potrzebuje natychmiastowej operacji. Inaczej w krótkim czasie rak może stanowić poważne zagrożenie dla życia pacjentki. Zgadza się pani na operację siostrzenicy? – powiedział do mnie lekarz. León wszystko słyszał i załamany usiadł na krzesło.
- Tak, zgadzam się.
- Pani Castillo potrzebuje natychmiastowej operacji. Inaczej w krótkim czasie rak może stanowić poważne zagrożenie dla życia pacjentki. Zgadza się pani na operację siostrzenicy? – powiedział do mnie lekarz. León wszystko słyszał i załamany usiadł na krzesło.
- Tak, zgadzam się.
---
Holaa! :*
Wiem, że smutny, ale tak mnie naszło. Już niedługo 23 rozdział i kontynuacja OS.
---
---
W pn jadę na konkurs z dziewczynami. Będziemy przedstawiać prezentacje. Jakaś masakra. Robiłyśmy wszystko przez tydzień! Zależy nam na tym, bo punktuje nam potem, żeby wybrać sobie lepsze liceum.
---
Jeżeli rozdział nie pojawi się do niedzieli to bardzo przepraszam.
Besos,
~Mechi ;3
wtorek, 4 marca 2014
#22 Szpilki
Ludmiła
Obudziło mnie dzwonienie budzika. No tak, dzisiaj wyjeżdżamy
nad jezioro. Która jest godzina…? Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Spojrzałam na
mały przedmiot, stojący na mojej komódce. Równo 6. Mam godzinę. Pościeliłam
łóżko i udałam się do łazienki. Wykonałam poranne czynności i przebrałam się w
naszykowany wczoraj zestaw.
Wzięłam swoją walizkę i powoli zeszłam z nią po schodach, aby nie obudzić nikogo z domowników. W kuchni na blacie zostawiłam karteczkę:
Wzięłam swoją walizkę i powoli zeszłam z nią po schodach, aby nie obudzić nikogo z domowników. W kuchni na blacie zostawiłam karteczkę:
Mamo, Tato!
Nie chciałam Was budzić, więc sama zrobiłam sobie śniadanie. Nie martwcie się. Zadzwonię do Was wieczorkiem, jak będziecie po pracy. Kocham Was!
~Lu
Nie chciałam Was budzić, więc sama zrobiłam sobie śniadanie. Nie martwcie się. Zadzwonię do Was wieczorkiem, jak będziecie po pracy. Kocham Was!
~Lu
Wyszłam z domu i ciągnąc za sobą walizkę doszłam przed Studio (miejsce naszej zbiórki). Ujrzałam tam Leonettę i Naxi. Nikogo więcej na razie nie było, więc chyba się nie spóźniłam.
- Hej – przywitałam się.
- Cześć Lu – powiedziały razem Violetta i Nati, po czym się zaśmiałyśmy.
- Jest mega słodka! – wykrzyknęła Viola i wskazała na moją walizkę w panterki.
- Kupiłam ją sobie niedawno w centrum handlowym.
- Moja już jest trochę stara, ale ją uwielbiam. Jest pojemna, chociaż czasami brakuje w niej miejsca i nikt nie chce mi pomóc - spojrzała morderczym wzrokiem na Leona.
- Ej, no co. Ona chciała wziąć szpilki! – zaczął się tłumaczyć – Ale posłuchała swojego Leosia i tego nie zrobiła.
- I tak spakowałam kilka par – szepnęła mi na ucho, a ja się zaśmiałam.
Po kilku minutach byli już wszyscy i wpakowaliśmy się do
aut. Ja z Fede, byłam w samochodzie z Leonem i Violą, Maxi i Naty z Marco i
Fran, a Camila i Broduey pojechali z Andresem. Biedni… Muszą go znosić.
Minęło kilka godzin i dojechaliśmy na miejsce. Było tu pięknie. Wokoło był gęsty las, a między drzewami było widać przedzierające się promienie słońca. W niektórych miejscach widać było wielkie polany pokryte wysoką trawą i mnóstwem kwiatów. W samym środku tego wszystkiego było ogromne jezioro, od którego odbijało się słońce i drzewa. Piaszczyste brzegi podmywała lekko wzburzona woda, a niedaleko na małym pagórku znajdował się nasz domek (czyt. willa cioci Federa). Jego ciocia przywitała nas bardzo ciepło i zaprosiła do pokoi. Pomieszczenia były 2/3 osobowe. León oczywiście zajął sobie z Violą więc i Federico ze mną. Cami, Fran i Nati wybrały sobie urządzony pokój w kolorach dojrzałej pomarańczy (od aut. xD), a Marco, Maxi i Broduey pokój z fajnym widokiem na jezioro. Oni mieli najfajniejsze pokoje, a my jakieś kanciapy, bo oczywiście nasi kochani faceci chcieli być z nami 24/24h. Ugh… Dobrze, że nie jesteśmy tu na dwa tygodnie.
Minęło kilka godzin i dojechaliśmy na miejsce. Było tu pięknie. Wokoło był gęsty las, a między drzewami było widać przedzierające się promienie słońca. W niektórych miejscach widać było wielkie polany pokryte wysoką trawą i mnóstwem kwiatów. W samym środku tego wszystkiego było ogromne jezioro, od którego odbijało się słońce i drzewa. Piaszczyste brzegi podmywała lekko wzburzona woda, a niedaleko na małym pagórku znajdował się nasz domek (czyt. willa cioci Federa). Jego ciocia przywitała nas bardzo ciepło i zaprosiła do pokoi. Pomieszczenia były 2/3 osobowe. León oczywiście zajął sobie z Violą więc i Federico ze mną. Cami, Fran i Nati wybrały sobie urządzony pokój w kolorach dojrzałej pomarańczy (od aut. xD), a Marco, Maxi i Broduey pokój z fajnym widokiem na jezioro. Oni mieli najfajniejsze pokoje, a my jakieś kanciapy, bo oczywiście nasi kochani faceci chcieli być z nami 24/24h. Ugh… Dobrze, że nie jesteśmy tu na dwa tygodnie.
Violetta
- Leoooś!
- Co jest kochanie?
- Nie mogę znaleźć mojej sukienki!
- A może jej nie spakowałaś?
- Na 100% ją pakowałam.
- Dzięki za pożyczenie sukienki. Już nie ma tej plamy – do naszego pokoju wparował Federico.
Spojrzałam co trzymał w ręku. Ale to jest moja... Cała zapaprana jakimś świństwem!
- Fede już nie żyjesz!
- Ej, spokojnie… Wypiorę Ci ją.
- Mogę mu przywalić? – zapytałam swojego chłopaka.
- Jeśli chcesz.
- Ej! Taki z Ciebie kumpel?
- Stary, to była jej ulubiona. Ma prawo.
- Za pół godziny ta sukienka ma być jak nowa! Zrozumiałeś!?
- Tak jest mamo.
- Federico! – krzyknęłam stanowczo.
- Już idę, idę.
Muszę założyć coś innego. Yhh… Spokojnie jeszcze tylko 7 niecałych dni z tymi wariatami. Co ja gadam!? Przecież z nimi to się można pozabijać.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra, kiciu – León położył ręce na mojej tali.
- Nie kiciaj mi tu. Wiem czego chcesz – poprawiłam mu kołnierz od koszuli.
Już zbliżał się do moich ust, ale go wyminęłam.
- To, co? Idziemy się przejść?
- Violu… A nie możemy zostać?
- Nie.
- Ale…-
- Nie ma żadnego ale. Jeszcze więcej będziesz jęczał to możesz w ogóle o tym zapomnieć.
- Jak ty to robisz?
- Że tak długo wytrzymujesz. Ja to bym mógł już teraz się na Ciebie rzucić.
- Och, ty mój nie dożyty ciągle napaleńcu…
- To ty jesteś taka pociągająca.
- Jeżeli wytrzymasz to Ci coś obiecam.
- No ok... A co?
- Środa. Pamiętaj – mrugnęłam do niego i poszłam się rozpakowywać. Usłyszałam tylko ciche „Jest!”, więc zaśmiałam się pod nosem.
Wybrałam sobie inną sukienkę i wysłałam smsy do dziewczyn.
- Co jest kochanie?
- Nie mogę znaleźć mojej sukienki!
- A może jej nie spakowałaś?
- Na 100% ją pakowałam.
- Dzięki za pożyczenie sukienki. Już nie ma tej plamy – do naszego pokoju wparował Federico.
Spojrzałam co trzymał w ręku. Ale to jest moja... Cała zapaprana jakimś świństwem!
- Fede już nie żyjesz!
- Ej, spokojnie… Wypiorę Ci ją.
- Mogę mu przywalić? – zapytałam swojego chłopaka.
- Jeśli chcesz.
- Ej! Taki z Ciebie kumpel?
- Stary, to była jej ulubiona. Ma prawo.
- Za pół godziny ta sukienka ma być jak nowa! Zrozumiałeś!?
- Tak jest mamo.
- Federico! – krzyknęłam stanowczo.
- Już idę, idę.
Muszę założyć coś innego. Yhh… Spokojnie jeszcze tylko 7 niecałych dni z tymi wariatami. Co ja gadam!? Przecież z nimi to się można pozabijać.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka ostra, kiciu – León położył ręce na mojej tali.
- Nie kiciaj mi tu. Wiem czego chcesz – poprawiłam mu kołnierz od koszuli.
Już zbliżał się do moich ust, ale go wyminęłam.
- To, co? Idziemy się przejść?
- Violu… A nie możemy zostać?
- Nie.
- Ale…-
- Nie ma żadnego ale. Jeszcze więcej będziesz jęczał to możesz w ogóle o tym zapomnieć.
- Jak ty to robisz?
- Że tak długo wytrzymujesz. Ja to bym mógł już teraz się na Ciebie rzucić.
- Och, ty mój nie dożyty ciągle napaleńcu…
- To ty jesteś taka pociągająca.
- Jeżeli wytrzymasz to Ci coś obiecam.
- No ok... A co?
- Środa. Pamiętaj – mrugnęłam do niego i poszłam się rozpakowywać. Usłyszałam tylko ciche „Jest!”, więc zaśmiałam się pod nosem.
Wybrałam sobie inną sukienkę i wysłałam smsy do dziewczyn.
Do: Lu, Fran, Cami, Nati
Robimy im na złość i zakładamy szpilki? ;DD
Od: Fran
No, a jak <33
Do: Lu, Fran, Cami, Nati
Za 10 min na dole ;)
Od: Nati
No jasne laski ;*
Robimy im na złość i zakładamy szpilki? ;DD
Od: Fran
No, a jak <33
Do: Lu, Fran, Cami, Nati
Za 10 min na dole ;)
Od: Nati
No jasne laski ;*
Wybrałam chyba dość wysokie szpilki. Mam nadzieję, że nogi
mi nie odpadną. Wow. Pierwszy razy ubrałam się w niecałe 8 minut. Zeszłam
szybko na dół, żeby León nie zobaczył szpilek. Dziewczyny już na mnie czekały.
Założyłyśmy swoje pokaźne buciki i czekałyśmy na nich. Kiedy zeszli, szczęki im
opadły. Potem poszli na stronę, po czym wrócili do nas.
- Idziemy do lasu! – powiedział Maxi, a nas zamurowało.
- Robicie to specjalnie – nabuzowała się Camila.
- Daj spokój, idziemy – popchnęłam dziewczyny.
Szliśmy już chyba z godzinę, a ja nie czułam nóg.
- Czy Was też tak strasznie bolą stopy? – spytała Lu.
- Taak… - zajęczałyśmy wszystkie.
Próbowałyśmy się rozweselić gadając o ciuchach i muzyce, ale na nic. Chłopcy w ogóle się nami nie interesowali. W końcu Nati się zatrzymała i zdjęła obcasy, wszystkie zrobiłyśmy to samo i szłyśmy dalej na boso. Nie powiem, że było mi nie przyjemnie, bo szłam po szorstkiej dróżce z piachu, kamieni i szyszek, więc… Ale lepsze to niż te buty.
- Mam dość – powiedziałam.
- A myślisz, że my nie?
- Ej, dziewczyny tam jest ławka! – krzyknęła uradowana Fran.
Mało się nie pozabijałyśmy biegnąć do niej. Ledwo się wszystkie na niej zmieściłyśmy.
- Co robicie? – zapytał nas Marco.
- A nie widać?
- Dobra, chodźcie. Wracamy do domu.
- Ekhem – odchrząknęłyśmy
- Tak, weźmiemy Was na ręce.
- No i to ja rozumiem.
Wtuliłam się w tors mojego księcia i po krótkim czasie zasnęłam.
- Idziemy do lasu! – powiedział Maxi, a nas zamurowało.
- Robicie to specjalnie – nabuzowała się Camila.
- Daj spokój, idziemy – popchnęłam dziewczyny.
Szliśmy już chyba z godzinę, a ja nie czułam nóg.
- Czy Was też tak strasznie bolą stopy? – spytała Lu.
- Taak… - zajęczałyśmy wszystkie.
Próbowałyśmy się rozweselić gadając o ciuchach i muzyce, ale na nic. Chłopcy w ogóle się nami nie interesowali. W końcu Nati się zatrzymała i zdjęła obcasy, wszystkie zrobiłyśmy to samo i szłyśmy dalej na boso. Nie powiem, że było mi nie przyjemnie, bo szłam po szorstkiej dróżce z piachu, kamieni i szyszek, więc… Ale lepsze to niż te buty.
- Mam dość – powiedziałam.
- A myślisz, że my nie?
- Ej, dziewczyny tam jest ławka! – krzyknęła uradowana Fran.
Mało się nie pozabijałyśmy biegnąć do niej. Ledwo się wszystkie na niej zmieściłyśmy.
- Co robicie? – zapytał nas Marco.
- A nie widać?
- Dobra, chodźcie. Wracamy do domu.
- Ekhem – odchrząknęłyśmy
- Tak, weźmiemy Was na ręce.
- No i to ja rozumiem.
Wtuliłam się w tors mojego księcia i po krótkim czasie zasnęłam.
León
Viola zasnęła mi w ramionach. To jest takie piękne uczucie
kiedy ktoś czuje się przy Tobie bezpieczny. Kiedy doszliśmy do domu ułożyłem ją
na łóżku i przykryłem kołdrą. Dałem jej buziaka w policzek i już chciałem pójść
do chłopaków gdy usłyszałem zaspany głos Violetty.
- Zostań ze mną.
- Wiesz, że nie potrafię Ci odmówić – uśmiechnęła się, a ja dołączyłem do niej i sam zasnąłem.
- Zostań ze mną.
- Wiesz, że nie potrafię Ci odmówić – uśmiechnęła się, a ja dołączyłem do niej i sam zasnąłem.
Obudziłem się rano we wczorajszych ciuchach. Postanowiłem
się ogarnąć. Kiedy wróciłem moja dziewczyna już nie spała.
- Dzień dobry słońce.
- Cześć misiu – wstała i złożyła na moich ustach długi pocałunek.
- A to za co? – uśmiechnąłem się.
- Tak spontanicznie – odwzajemniła uśmiech.
- Idziemy na śniadanie?
- Jasne, pewnie już wszyscy wstali. Tylko się przebiorę.
- To ja już zejdę
Poszedłem na dół i przywitałem naszych przyjaciół.
- León jutro ty robisz nam śniadanie – powiedział Marco.
- Okej… - odparłem niechętnie i usiadłem przy stole. Po chwili obok mnie dosiadała się Vilu. Miała na sobie strasznie obcisłą bluzkę przez co mój kolega lekko się uniósł. Było dobrze widać jej piękne kształty.
- Violu… - szepnąłem jej na ucho – Zaraz nie wytrzymam.
Nic nie odpowiedziała tylko odpięła moje spodnie i włożyła lewą rękę pod moje bokserki. Zaczęła poruszać w górę i w dół.
- Violetta co ty tam robisz tą ręką? – spytała ciocia Federa.
- Yy… ja nic – szybko ją zabrała, a ja zapiąłem rozporek.
- Dzień dobry słońce.
- Cześć misiu – wstała i złożyła na moich ustach długi pocałunek.
- A to za co? – uśmiechnąłem się.
- Tak spontanicznie – odwzajemniła uśmiech.
- Idziemy na śniadanie?
- Jasne, pewnie już wszyscy wstali. Tylko się przebiorę.
- To ja już zejdę
Poszedłem na dół i przywitałem naszych przyjaciół.
- León jutro ty robisz nam śniadanie – powiedział Marco.
- Okej… - odparłem niechętnie i usiadłem przy stole. Po chwili obok mnie dosiadała się Vilu. Miała na sobie strasznie obcisłą bluzkę przez co mój kolega lekko się uniósł. Było dobrze widać jej piękne kształty.
- Violu… - szepnąłem jej na ucho – Zaraz nie wytrzymam.
Nic nie odpowiedziała tylko odpięła moje spodnie i włożyła lewą rękę pod moje bokserki. Zaczęła poruszać w górę i w dół.
- Violetta co ty tam robisz tą ręką? – spytała ciocia Federa.
- Yy… ja nic – szybko ją zabrała, a ja zapiąłem rozporek.
~20 minut później, pokój Leonetty~
Objąłem w pasie Violę i szepnąłem jej.- Mrr… Moja kocica.
- Musisz poczekać do środy.
- Ale to dopiero jutro!
- Dopiero? Raczej już jutro.
- Yhh… Mogę Ci chociaż dać buziaka?
- Ostatecznie pozwalam - odwróciła się do mnie, a ja wpiłem się w jej usta.
---
Hola :)
Już jutro wracam do szkoły. Nie wiem czy się cieszyć. Z jednej strony to dobrze, bo nie będę miała zaległości i będę się widziała często z przyjaciółmi, a z drugiej strony będę musiała napisać zaległe testy, a nauczyciele będą przynudzać na lekcjach :/
A wracając do posta.
Koniec rozdziału troszkę zboczony. Hehe :D To chyba będą moje specjały :P Ale nie moja wina, że coraz więcej blogów tworzy historie dla zboczuszków, a ja je czytam xD I potem mama woła:
Ola ziemniaki już dochodzą! - a ja mam skojarzenia. Kto by nie miał? Heh ;D
---
Te amo mucho!
~Mechi :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)