poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział #9



Już od kilku minut znajdujemy się w karetce. Kathy bandażują nogę, a mi robią badania. Pojazd zatrzymano tuż przed wejściem do szpitala. Oczywiście sprawa dotarła do policji i zebrała się masa prasy. Po woli zaczęłam wychodzić z karetki za pomocą ratownika. Moją przyjaciółkę wzięto na noszach. Zaprowadzono mnie do jednego z pomieszczeń i przygotowano mi łóżko. Delikatnie usiadłam na białej pościeli i spojrzałam przez okno. Tłum przepychających się dziennikarzy chcący dowiedzieć się coś o Mike’u i jego ekipie.
Do mojej sali wszedł lekarz.
- Panna Castillo? – spytał spoglądając na listę.
- Tak.
- Dobrze… Zaraz zabierzemy panią na badania. Czy powiadomić kogoś z rodziny?
- Yy… Może pan powiadomić Leona Verdasa, to mój narzeczony.
- Oczywiście. Proszę odpoczywać – skwitował i wyszedł.
Położyłam głowę na poduszce i zmrużyłam oczy.
- Kathy! – krzyknęłam nagle i wstałam.
- A gdzie to się panienka wybiera? – zapytała wchodząca pielęgniarka.
- Muszę dowiedzieć się, co jest przyjaciółce.
- Nie, teraz nie możesz się ruszać. Spokojnie.
- Ale…
- Poczekaj, lekarz przyjdzie do Ciebie za niedługo. Wtedy go zapytasz.
- Dobrze… - odparłam niechętnie.
- A teraz siadaj. Muszę Ci pobrać krew i przemyć rany.
Po chwili czułam jak rany zaczynają niemiłosiernie piec. Zacisnęłam oczy. Poczułam lekką ulgę.
- Gotowe. Za godzinę będziesz miała prześwietlenie.
Pokiwałam głową i ponownie się położyłam. Leżałam może z piętnaście minut gapiąc się w sufit. Drzwi od pomieszczenia się otworzyły i zobaczyłam w nich zmartwionego Leona.
- Boże, Violu nic Ci nie jest? – zapytał przytulając mnie – Skąd te rany.
- Nie ważne.
- Violetta.
- Nie powiem Ci, bo zaraz będziesz mi tu prawił kazania! – krzyknęłam.
- Proszę Cię nie krzycz. Kocham Cię i martwię się o Ciebie.
- Przepraszam… - odparłam i wtuliłam się w jego ciepły tors. Zaczął mi nucić piosenkę, która strasznie mi się spodobała.
- Co to?
- Podemos.
- Twoja? – w odpowiedzi pokiwał głową.
- Jest śliczna… Zaśpiewaj mi ją.
- Mam tylko refren.
- No dajesz – uśmiechnęłam się promiennie, a z jego ust wypłynęła prześliczna melodia.
- Naprawdę Ci się podoba? – zapytał gdy skończył.
- Tak, nawet bardzo.
- Pisałem ją z myślą o nas.
- Kocham Cię Leon – pocałowałam swojego chłopaka, a do sali wszedł lekarz.
- No, panno Castillo… Zapraszam na prześwietlenie. A… to pewnie pani narzeczony?
- Yy… - lekko szturchnęłam zdziwionego Verdasa – Tak.
- Leon Verdas – przedstawił się i podał rękę lekarzowi.
- Michael Rodriguez.
- Miło mi.
- Mi również
- To może pójdziemy na te badania…?
- Tak, oczywiście.
Dałam Leonowi buziaka w policzek i ruszyłam za lekarzem. W drodze na drugie piętro szpitala powiedział mi, co z Kathy. W sumie nic poważnego, tylko złamana noga. Podobno jeszcze nie złapano Mike’a i jego paczki. Strasznie się boje. Przecież może wiedzieć gdzie mieszkam.
~*~
- I co doktorze? – zapytałam po skończonym badaniu. Po jego minie nie mogłam nic wywnioskować.
- Prawdopodobnie ma pani wirusowe zapalenie wątroby, ale proszę się nie martwić…
- Jak mam się nie martwić? To poważne?
- Po narkotykach, które pani wstrzyknięto…
- Ale proszę mi powiedzieć, czy to jest chwilowe zapalnie, choroba na zawsze…?
- …


---
YOLO :3
Przepraszam, że tak długo nie było rozdzialiku, ale byłam u cioci w Wieluniu przez cały długi weekend, no i nie miałam czasu. Miałam wi-fi, ale więcej czasu spędziłam na dworze, choć pogoda nie dopisywała za bardzo. Codziennie pisałam trzy zdania :D
Mam nadzieję, że ze dwa rozdziały pojawią się jeszcze w tym tygodniu.
+ jak podoba Wam się nowy wygląd bloga?
Szablon wykonany przez Nath *o*
Nie wiem jak Wy, ale dla mnie jest zajebisty ;**
Czekam na dużo komciów, bo ostatnio było słabo!
~Aleks <3

Kocham je !! ^3^

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział #8



Dochodziła dwudziesta trzecia, a ja nadal nie wiedziałam co robić. Chodziłam w kółko po pokoju coraz bardziej się denerwując. Nie mogę prosić Leona o pomoc, za bardzo by się martwił. Muszę to sama załatwić. Ale jak?
Z nerw sięgnęłam do jeszcze nie rozpakowanej walizki Kat i wyjęłam papierosa, którego zapaliłam. Po chwili zorientowałam się co robię. Wyrzuciłam przedmiot przez okno i skierowałam się do łazienki. Wypłukałam usta wodą. Obiecałam sobie, że nie będę już paliła. Ruszyłam do sypialni. Wzięłam z biurka telefon przyjaciółki i poszłam do przedpokoju. Założyłam na siebie bluzę i założyłam buty. Wyszłam z domu i zakluczyłam drzwi. Kierowałam się w stronę zachodniej dzielnicy. Zaczęłam rozpoznawać budynki, obok których przechodziłam kilka miesięcy temu. Znalazłam starą kamienicę z napisem „48 zone”. Jaka strefa?
Teraz muszę znaleźć jeszcze „a”. Przedzierałam się przez krzaki. Przed sobą zauważyłam siatkę, a za nią wielkie boisko i kilka mniejszych budynków. Przy jednym z nich widniały schody w dół. Na placu widniał napis „a, b -->”. Oznaczało to chyba, że w tamtym kierunku znajdują się te dwa punkty. Nie zastanawiając się zaczęłam wchodzić po siatce. Za pierwszym razem nie udało mi się i spadłam na twardą ziemię. Ledwo podniosłam się, masując obolałe miejsce. Z mojego palca lekko sączyła krew. Nie przejęłam się tym za bardzo i ponownie zaczęłam wspinaczkę. Nawet nie spostrzegłam kiedy byłam po drugiej stronie. Po swojej lewej zobaczyłam znajomy mi teren. To tu przyprowadziła mnie Kathy – przeszło mi przez myśl. Dopiero teraz zauważyłam rozdartą siatkę od drugiej strony. Mogłam tam tędy przejść bez problemu. Violetta ty idiotko…
Ruszyłam za strzałkami. Gdy znajdowałam się przed schodami, nie pewnie złapałam się zimnej poręczy. Spojrzałam w dół.
- Ciemno jak w dupie – szepnęłam sama do siebie.
Po woli zaczęłam schodzić. Kropelki potu spływały po moim czole. Przeszłam przez krótki tunel, w którym okropnie śmierdziało. Znalazłam na jego końcu stalowe drzwi. Nacisnęłam na klamkę i…
~*~
Obudziłam się obok Kathy. Byłyśmy w małym, ciemnym pomieszczeniu.
- Co się stało?
- Csii… - powiedziała – Nie mogą usłyszeć, że się obudziłaś.
- Kat, o co tu chodzi? – zapytałam już ciszej.
- Teraz to jest nie ważne… Masz – podała mi do ręki pistolet.
- Skąd to masz?
- Te głąby go zostawiły.
- Co mam zrobić?
- Wybij tą szybę i uciekniemy.
- Ale ja nie umiem się posługiwać bronią.
- Dasz radę.
- Violu…
- Słucham?
- Jesteś pod wpływem narkotyków.
- Co!? – krzyknęłam w miarę cicho.
- Podali Ci je.
- Ale…
- Spokojnie. Wydostań nas stąd. Ja za bardzo nie mogę… - wskazała na swoją lekko pokrwawioną nogę.
Byłam strasznie rozkojarzona. Nie sądziłam, że coś takiego może mi się przytrafić. Szybko podeszłam do okna, a za mną lekko kuśtykając blondynka. Bronią rozbiłam szklaną szybę i wspięłam się. Byłam już po drugiej stronie. Wzięłam przyjaciółkę za rękę i lekko pociągnęłam. Ona ledwo co, zaciskając oczy z bólu znalazła się tuż przy mnie.
- Musimy gdzieś szybko odejść. Zorientują się – odparłam zdecydowanie.
- Nie dam rady.
Westchnęłam i wzięłam Kat na ręce. Szybko odbiegłam i schowałam się z nią w krzakach przy jednym z budynków.
- Zadzwonię na pomoc – powiedziałam, a ona pokiwała głową.
- Powiedz mi tylko jaka to jest ulica…
- Wystarczy, że powiesz strefa 48…
Wybrałam numer ogólny 112.
- Halo? Tak… Violetta Castillo i Kathy Larsson… Jesteśmy ranne… Strefa 48… Przy starym budynku numer dwa… Nie wiem ilu ich jest! Do cholery przyjedźcie tu szybko!

  ---
Dobry ;3
Nie dobiliscie do 10 komow, ale rozdzial jest. Pisze do Was na mojej zrypanej klawiaturze. Oczywiscie musiala sie teraz popsuc! Moze zrestartuje kompa...
Rozdzial prawdopodobnie jutro, ale prosze o komentarze!
~Aleks ;**

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział #7



Poczułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Ale czy to szczęście potrwa na długo?
Odkleiłam się od jego warg i utonęłam w czekoladowych oczach Verdasa.
- Wystarczy Ci taka odpowiedź?
- Zdecydowanie – odparłam i przytuliłam chłopaka.
- Nosisz go cały czas – skwitował.
- Ale co?
- Łańczuszek – uśmiechnął się lekko.
- A tak. Nigdy go nie zdejmuję. Jest idealny.
- Bo ja go wybrałem.
- Oh, jak zwykle jesteś bardzo skromny.
- Violu?
- Tak?
- Albo nie… Moja dziewczyno – poprawił się, a ja zaśmiałam - Masz jakieś propozycje na spędzenie razem czasu?
- Możemy, pójść do pizzerii, a potem do klubu.
- Ok.
- To ja już pójdę do domu.
- Po co?
- No przecież muszę się przebrać.
- Ale wyglądasz ślicznie.
- Nie.
- Oj, chodź już.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego garażu. Wsiedliśmy do czarnego pojazdu i pojechaliśmy do pizzerii w centrum miasta. W środku było bardzo przytulnie. Grała typowo włoska muzyka, niektórzy tańczyli. Usiedliśmy przy jednym z drewnianych stolików i wzięliśmy się za menu. Wybraliśmy pizzę o nazwie „Zachód słońca” (od aut. serio taka istnieje :P), która zawierała cebule, wędzonego kurczaka, ser oraz curry.
Gdy otrzymaliśmy nasze zamówienie, zobaczyliśmy na talerzu wielkiego mutanta, jakim była pizza. Otrzymaliśmy do tego dwie butelki Coca Coli.
Zabraliśmy się za jedzenie. Po trzech kawałkach wymiękłam. Leon zjadł całą resztę. Nie wiem jak on to robi. Jest tak dobrze zbudowany, a wcina fastfood’y.
Na koniec oczywiście trzeba było zapłacić. Kłóciłam się przez chwilę z moim chłopakiem, ale oczywiście wyszło, że to on zapłaci. Przed wyjściem Leon zabrał mnie do tańca w rytm włoskiej muzyki. Na końcu wpadłam w jego ramiona, a on wykorzystał to i lekko mnie pocałował. Moje kąciki wygięły się ku górze.
Wyszliśmy z restauracji i skierowaliśmy się do samochodu. Za kilka minut byliśmy już pod klubem. Przeciskaliśmy się przez tłum tańczących ludzi. Większość z nich była pijana.
Leon powiedział, że nie będzie pił, ponieważ musi prowadzić. Ja wypiłam tylko jednego drinka i przez resztę czasu bawiłam się z Leonem.
Było kilka minut po dwudziestej drugiej. Moje nogi odmawiały posłuszeństwa.
Verdas zawiózł mnie do domu.
- Dziękuję za wspaniały wieczór.
- Ja też dziękuję – odparł i przybliżył się do mnie. Przygryzł moją wargę i po chwili jego usta znalazły się na moich. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie.
- Zobaczymy się w Studio.
- Tak, dobranoc.
- Pa skarbie.
Zamknęłam i zakluczyłam drzwi. Zdjęłam buty i odłożyłam telefon na stolik w salonie.
- Kathy! – zawołałam – Kathy!!! – powtórzyłam nieco głośniej. Nie uzyskałam odpowiedzi.
Przeszukałam cały dom. Mieszkałyśmy w domku parterowym, więc dużo czasu nie zajęło mi szukanie. Ponownie weszłam do naszego pokoju. Podeszłam do jej biurka i zaczęłam przeszukiwać szuflady. W jednej z nich znalazłam jej telefon. Wyciągnęłam go i odblokowałam. Znałam jej szyfr. Zaczęłam przeszukiwać skrzynkę w celu znalezienia jakiś wiadomości.
Coś tu mam. Mike…
M: Kiedy przyjdziesz?
K: Na pewno. Nie teraz. Nie mam ochoty Cię widzieć.
M: Słuchaj młoda, jeżeli nie oddasz mi kasy do 13… Wiesz co się stanie.
K: Możesz sobie pomarzyć. To już mój towar.
M: Chcesz skończyć tak jak Dave?
K: Nie… Będę pod 48a za kilka minut.
M: Mam taką nadzieję.
Kim jest Mike? O co tu chodzi?
Już wiem dlaczego Kat nie wróciła na noc. Coś musiało się stać. Nie wiem czy przypadkiem Mike, nie jest jednym z gości, którzy sprzedawali jej papierosy. Albo kto wie czy nie narkotyki.
Muszę się dowiedzieć gdzie znajduję się 48a.

---
Witajcie.
Bardzo dziękuję, tym osobom, które mnie zmobilizowały i nie pozwoliły odejść. Dziękuję za każde miłe słowo i ocenę bloga.
Postanowiłam, że będę wstawiała częściej rozdziały. Będą krótsze, ale na przykład codziennie, lub co jeden/dwa dni.
Ale od razu uprzedzam. Nie wiem czy w czwartek pojawi się rozdział, ponieważ po południu jadę do cioci do Wielunia i do niedzieli mnie nie będzie. Rozdziały nadrobię w następnym tygodniu.
Na koniec szantażyk ;D
10 kom = next
Dacie radę? Mam nadzieję, że tak <33
~Aleks

poniedziałek, 9 czerwca 2014

So... sad :(

Witajcie.
Przychodzę do Was z beznadziejną notką, może co dla niektórych, ale dla mnie bardzo ważną.
Ostatnio bardzo spadła aktywność.
Nikt nie pisze komów, nikt nie głosuje w ankietach. Co się z Wami stało?
Ostatni rozdział napisałam dwa dni temu. Ile jest pod nim komentarzy? Jeden.
A dlaczego? Nie mam pojęcia. Zawsze po kilku godzinach pojawiało się już z pięć komów, a teraz...
Nie podoba Wam się już moje opowiadanie? :(
Chcecie je zmienić?
Mogę wprowadzić nową stronę (zakładkę), na której będziecie pisać swoje pomysły, co do rozdziałów lub one shot'ów.
Przepraszam, ale jeżeli aktywność się nie poprawi będę zmuszona zawiesić bloga...
Przykro mi, ale chcę wiedzieć, że piszę dla kogoś, a nie wypluwam sobie flaki, aby cokolwiek wymyślić po długich siedmiu godzinach w szkole.
Mam nadzieję, że nie będzie żadnych hejtów...
~Aleks

Szablon by Katrina