czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział #13



Gdy skończyłam się myć wróciłam do pokoju. Słyszałam jakieś rozmowy i nie myliłam się. Leon rozmawiał z Kathy, którą wypisali dziś ze szpitala.
- Blondi! – krzyknęłam i przytuliłam od tyłu przyjaciółkę.
- Cześć Vils.
- Jak się czujesz?
- Ok, już lepiej.
- Kiedy wróciłaś?
- Dziś po południu, ale nie było Cię w domu… - trochę posmutniała.
- Przepraszam, ale byłam z Leonem.
- Nic nie szkodzi… Pójdę się umyć.
- Dasz radę? – spojrzała na mnie jak na idiotkę – No wiesz masz gips na nodze.
- Spokojnie, nic mi nie będzie – uśmiechnęła się i pokuśtykała do łazienki.
Poprawiłam sobie poduszkę i odgarnęłam kołdrę. Dopiero teraz spostrzegłam, że Leon jest w samych bokserkach. Wtuliłam się w niego jak w pluszowego misia, a on pocałował moje usta. Nasz pocałunek przeradzał się w coraz bardziej namiętny. Po chwili znalazłam się na nim i trzymałam ręce na jego torsie. Szatyn jedną ręką gładził moje plecy, a drugą trzymał mnie w pasie, jakbym zaraz miała mu uciec. Hmm… Poczułam coś wypukłego i twardego pode mną. Szybko domyśliłam się, co to może być. Czyżby Leon był napalony na mnie?
Oderwaliśmy się od siebie, gdy brakło nam powietrza. Uśmiechnęłam się i ponownie wtuliłam w jego rozgrzane ciało. Leon przykrył nas kołdrą, a ja bardzo szybko usnęłam.
~*~
Promienie słoneczne wdarły się do sypialni. Mrugając otworzyłam oczy i przekręciłam się na drugi bok. Zobaczyłam słodko śpiącego Leona. Swój wzrok skierowałam prawo i zobaczyłam, że Kat już nie ma w łóżku. Postanowiłam też wstać. Musnęłam policzek mojego Verdaska i ruszyłam do łazienki. Po drodze zgarnęłam jeszcze ciuchy i szczotkę do włosów. Umyłam zęby, zrobiłam delikatny makijaż i przeczesałam włosy. Lekkie fale ułożyły się na moich ramionach. Ubrałam się oraz przejechałam po ustach szminką baby lips i wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do kuchni, w której była moja blondi.
- Siemcia. Co tak ładnie pachnie?
- No nareszcie wstałaś – zaśmiała się – Naleśniki.
- A która jest?
- Po dziesiątej.
- Ups… Mogłaś mnie obudzić, pomogłabym ci zrobić śniadanie.
- Już nie przesadzaj. Przecież jestem pełnosprawna.
- Mhm…
- No nogą chyba nie będę robiła naleśników – obie popadłyśmy w śmiech.
- Po prostu się martwię o moją przyjaciółkę – skwitowałam i usiadłam na jednym ze stołków przy kuchennej wysepce.
- I za to Cię uwielbiam – uśmiechnęła się promiennie.
- Poustawiam talerze – odparłam i zrobiłam tak jak powiedziałam – Pójdę po Leona – dodałam i pobiegłam do sypialni.
- Leon! – krzyknęłam mu nad uchem.
- Coooo? – przeciągnął i zakrył się poduszką.
- Wstawaj śpiochu jest w pół do jedenastej! – krzyczałam dalej.
- Ale ja chcę spaaaać – przeciągnął słowo ziewając.
- No Leoś! – krzyknęłam znowu i chyba źle zrobiłam. Chłopak popchnął mnie na drugą stronę łóżka i zaczął mnie łaskotać. Niestety po wielu moich prośbach nadal nie przestawał.
- A będziesz mnie budziła zawsze buziakiem?
- Tak, tak, tak! Tylko przestań – prosiłam.
Nareszcie skończyły się jego tortury i dałam mu soczystego buziaka w usta. Wstałam z łóżka i powiedziałam – Ubierz się.
Dostałam klapsa w tyłek, więc odwróciłam się i lekko popchnęłam chłopaka. Na to on się zaśmiał. Poszłam do kuchni/jadalni i zaczęłam jeść razem z Kat naleśniki. Jednego z nich posmarowałam sobie Nutellą, a drugiego dżemem brzoskwiniowym. Kiedy kończyłam już drugiego naleśnika do pomieszczenia wszedł Leoś. Dosiadł się do nas i zaczął konsumować danie.
Mój BlackBerry, który leżał na stole zaczął wibrować. Wyświetlił się napis: Angie c:
Kliknęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Słucham?
- Cześć Violu, tu Angie. Chciałam, żebyś przyszła na chwilę do Studio. Muszę z Tobą porozmawiać.
- To coś poważnego?
- W pewnym sensie. Proszę Cię nie przedłużajmy tej rozmowy. Czekam na Ciebie w pokoju nauczycielskim – powiedziała i rozłączyła się.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Angeles trochę przeraziła mnie tym spotkaniem. No trudno… Będę musiała jednak iść. Muszę dowiedzieć się, o co chodzi.
- Słuchajcie, muszę iść na chwilę do Studio. Angie po mnie dzwoniła.
- Ale wróć szybko – wymruczał mi do ucha mój chłopak.
- Spróbuję – ucałowałam ich w policzki i wyszłam z domu.
Droga minęła mi bardzo szybko. Gdy weszłam do Studio zdziwiło mnie jedno. Dlaczego Fede stoi na korytarzu, skoro dziś jest dzień wolny?
- Hej Fede!
- O, cześć Vils – przytuliliśmy się.
- Po co tu przyszedłeś? – zapytałam ciekawa.
- Angie do mnie dzwoniła i prosiła… - nie dałam mu dokończyć -
- Do mnie też dzwoniła.
- Nie rozumiem.
W tym momencie drzwi od jednej z sal otworzyły się i zza nich wyłoniła się nasza wychowawczyni.
- Zapraszam Was do pokoju nauczycielskiego – otworzyła drzwi od pokoju i wpuściła nas pierwszych – Usiądźcie sobie – powiedziała, a my przytaknęliśmy.
Usiadłam z Federico na granatowej sofie. Nigdy nie byłam w tym pomieszczeniu. Ściany koloru kremowego bardzo dobrze współgrały z brązowymi i granatowymi meblami. Słońce przedzierało się przez rolety i świeciło na kilka kwiatków stojących w białych doniczkach na parapecie. Wszystko to dawało taki spokojny klimat. Po jednej stronie stał wielki stół wypełniony papierami. Naprzeciwko stało mnóstwo regałów i stoliczek z kawą. Sądzę, że należy ona do Angie.
Wychowawczyni usiadła naprzeciwko nas w fotelu i zaczęła swoją wypowiedź.
- Nie wiem jak Wam to wyjaśnić…
- Po prostu powiedz, o co chodzi Angie.
- Ale…
- Angie.
- Jestem waszą ciocią.
- Jak to naszą? – zapytałam zdziwiona. Nie mogło do mnie dotrzeć to, co do nas powiedziała.
- Bo… wy jesteście rodzeństwem.
Spojrzeliśmy na siebie z Federem i znowu zwróciliśmy wzrok na Angie. Jak to możliwe, że ten idiota to mój brat!?
- Już Wam to wyjaśniam. Jestem siostrą Marii. Ona wiedziała, że jest w ciąży z Germanem, ale uważała, że jest za młoda i po urodzeniu oddała Ciebie Fede, dziadkom od strony taty. Rok później Maria znowu zaszła w ciążę i powiedziała o tym Germanowi. Urodziłaś się Violetto, a Twoja mama zmarła kilka lat później… Wtedy Twój tata i Jade… Przepraszam, że Wam nie powiedziałam.
Widziałam w oczach Angie kręcące łzy i wielkie poczucie winy. Cały czas nie może do mnie dotrzeć, że  jesteśmy rodziną. Ale już wiem, dlaczego tak patrzyła się na mnie pierwszego dnia.
Nie czekałam na nic i przytuliłam moją wychowawczynię ciocię.
~*~
- Fede – zaczęłam, gdy wyszliśmy już ze Studio On Beat wraz z Angie – Może poszlibyśmy razem do kina? Wiesz, żeby lepiej się poznać… Angie jak chcesz możesz iść z nami – uśmiechnęłam się lekko.
- Dobrze, to fajny pomysł.
Przez całą drogę rozmyślałam nad tym, jak mój tata mnie okłamał. Myślałam, że mnie kocha, i że jeżeli nawet Jade pojawiła się w naszym życiu będzie tak jak dawniej. Jednak bardzo się myliłam i myślę, że teraz żyje mi się lepiej samej, niż z nim pod tym samym dachem.
Kiedy już byliśmy w centrum miasta pod wielkim kinem wzięliśmy ulotki o nowych filmach. Weszliśmy do środka i podeszliśmy do kasy. Poprosiliśmy o bilety na film „Czarownica”. Nie uważam, że ten film jest dziecinny. Po przeczytaniu opinii w Internecie myślę, że może być jednym z najlepszych.
Kupiliśmy popcorn i colę. Zajęliśmy miejsca na sali. Reklamy trwały już z dziesięć minut. Przez ten czas zjadłam pół pudełka popcornu… No co?
- Nareszcie – powiedział pewien entuzjazmu kolega brat – Zaczyna się.
Pod koniec filmu popłakałam się. Nie rozumiem Fede. Połowę filmu śmiał się z imion wróżek i drzew pilnujących tajemniczej krainy. A może to ja za bardzo wczułam się w film? Ale na pewno już poznałam jego jedną cechę: idiota!
Spojrzałam na Angie, która też uroniła jedną łzę. Wzięłam ją za rękę i mocno ścisnęłam. Cieszę się, że wreszcie mogę mieć kogoś bliskiego przy sobie.
Gdy na ekranie wyświetliły się napisy opuściliśmy salę. Puste opakowania od popcornu i coli wyrzuciliśmy do koszów na śmieci i wyszliśmy z kina.
- To do jutra – powiedziała Angie – Mieszkam zaraz za zakrętem, więc chyba nie pogniewacie się jeżeli Was nie odprowadzę? – dodała.
- Nie, no co ty – przytuliłam moją ciocię. Fede zrobił to samo.
Ruszyliśmy razem śmiejąc się z durnych bilbordów, które widniały na budynkach wieżowców i banków.
Uwielbiam mojego idiotę. Nie wiedziałam, że w tak szybkim czasie (20 minut, droga do domu) można poznać swojego brata, o którym nie wiedziało się osiemnaście lat.
Już przestałam się przejmować faktem, że tata mnie okłamał. Chcę żyć teraźniejszością.
Otworzyłam drzwi od domu i weszłam do przedpokoju, a za mną Fede.
- Wejdziesz?
- Nie, dzięki. Umówiłem się z Ludmiłą.
- Oki. Powiesz jej, żeby do mnie zadzwoniła wieczorem?
- A co, będziecie mnie obgadywać?
- Oj, no powiesz? – zaśmiałam się.
- Powiem. Kocham Cię sis.
- Ja też Cię kocham – powiedziałam i przytuliłam się do niego mocno. Ucałowaliśmy się na pożegnanie. Oczywiście w policzki. Mój brat wyszedł, a ja zamknęłam drzwi. Nie wiedziałam, że całej tej sytuacji przygląda się Leon.
- Violetta co to ma znaczyć?
- Leon to nie jest tak jak myślisz...
- Nie? A jak?
- Fede to mój -
- Kochanek tak? – krzyknął mi prosto w twarz.
- Nie -
- Jesteś taka jak wszystkie! – popchnął mnie na ścianę i wyszedł z mojego domu trzaskając drzwiami.
Uderzyłam mocno głową i kręciło mi się w głowie. Oparłam się o drzwi. Poryczałam się. Wiedziałam, że za moment zasłabnę. To było pewne. Odkąd żyję tak mam i nic z tym nie da się zrobić.
- Viola? – usłyszałam krzyk z góry – Gdzie jesteś…? – gdy Kathy mnie zobaczyła cała zbladła.
- Kat… - zdążyłam tylko wydukać i tak jak zakładałam zobaczyłam ciemność.


---
Hejcia (:
Macie takie smutne zakończenie.
No, coś się musi dziać...
I co, zaskoczeni? :D
Angie ciocią, a Fede bratem Violetty ^.^
Tylko teraz problem z Leonem... Spokojnie jakoś ich pogodzę!
Proszę bez hejtów, że zepsułam Leonettę :<
Pod ostatnim rozdziałem 13 komciów!
Teraz dacie radę 12? :]
Chciałabym to zobaczyć.
P.S
To jest 99 post <3
~Aleks :**
Ach... Kocham ;* Czarownica <33

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział #12




Jechaliśmy już około godziny. Zmęczona oparłam głowę o ramię mojego chłopaka. Powieki same mi się przymknęły. Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam. Obudził mnie ciepły oddech na mojej szyi. Otworzyłam swoje oczy i zobaczyłam brązowe tęczówki patrzące się we mnie.
- Kochanie, wstajemy.
- Gdzie jesteśmy? – zapytałam i wyszłam z auta. Rozejrzałam się w około. Szosa, którą prawdopodobnie przyjechaliśmy ciągnęła się daleko w głąb lasu. Obok stałą wielka chata, z której komina leciał dym. Wokół domu stało średniej wysokości ogrodzenie. Płot był pomalowany na biało, pięły się po nim różowe i czerwone róże. Otoczenie wyglądało bardzo ładnie i przyjaźnie.
- Leon, po co tu przyjechaliśmy?
- Zaraz się dowiesz – powiedział z uśmiechem. Zamknął auto i wziął mnie za rękę. Gdy znajdowaliśmy się już pod drzwiami chaty, mój chłopak zapukał i otworzyła mu kobieta około pięćdziesiątki.
- Witaj Leon – uśmiechnęła się kobieta.
- Cześć ciociu – przytulili się – To jest moja dziewczyna Violetta. Violu to jest moja ciocia Marlene – przedstawił nas sobie.
- Bardzo mi miło – kobieta także mnie przytuliła i wpuściła nas do środka.
- Zapraszam Was do tego pomieszczenia – otworzyła nam drewniane drzwi do wielkiego pomieszczenia w którym stały… gliniane przedmioty?
- Będziemy lepić z gliny – szepnął mi na ucho Leon.
- Chyba Cię coś – odszepnęłam mu.
Usiadłam przed jedną z maszyn, dostałam miskę z wodą i glinę. Nawet nie wiedziałam, co mam robić.
Verdas chyba zauważył moje rozkojarzenie i usiadł za mną na stołeczku. Objął moje ręce i nacisnął pedał maszyny. Talerz na którym była glina zaczął się obracać, a Leon moimi rękoma formował jak się domyślam wazon. Co chwilę obmywaliśmy ręce wodą, aby lepiej uformować wazon.
Po kilku minutach pracy udało nam się stworzyć przedmiot. Wazon wstawiliśmy do wielkiego pieca, a sami poszliśmy się umyć.
- Dziękuję – powiedziałam myjąc dłonie.
- Ale za co?
- Za to, że pomogłeś mi się tym obsłużyć – zaśmiałam się.
- Nie ma za co.
Wyszliśmy z łazienki i powędrowaliśmy do kuchni, w której znajdowała się Marlene.
- Jesteście głodni? – zapytała
- Ni… -
- Ach to dobrze! Zaraz będzie kolacja!
- Spokojnie, ciocia tak zawsze – szepnął mi na ucho Leon.
Usiedliśmy do drewnianego stołu przykrytego obrusem w kwiaty. Marlene poustawiała talerze, sztućce i kubki. Nalała do kubków gorącej herbaty, dostawiła chleb, szynki i różne warzywa na tacce. Dosiadła się do nas i zaczęliśmy jeść. Powiem, że taka lekko swojska kolacja dobrze mi zrobiła.
Wstałam od stołu i podziękowałam. Pomogłam pozmywać cioci Leona. Trochę sobie porozmawiałyśmy. Oczywiście przerwać nam musiał Leon, który zawołał mnie z drugiego pomieszczenia. Jak się okazało nasz wazon był już gotowy do pomalowania. Wzięliśmy pędzle i farby i pomalowaliśmy nasz przedmiot.
- Violu.
- Słucham?
- Masz coś na nosie.
- Co? Gdzie?
- Tutaj – powiedział i umazał mnie zieloną farbą.
- Osz ty! – oczywiście mu się odpłaciłam i pobrudziłam mu cały policzek różową farbą.
W rezultacie byliśmy cali brudni i znowu musieliśmy pójść się umyć.
- Będziemy się zbierać?
- Tak, chodź.
- Ciociu, musimy już jechać. Jest późno.
- Bardzo dziękujemy za kolację – dodałam.
- Ależ nie ma za co. Zapakuję Wam jeszcze wazonik…
Marlene owinęła nasz wazon papierem i włożyła w reklamówkę. Podała ją Leonowi. Pożegnaliśmy się z nią i ruszyliśmy do auta. Leon schował torbę do bagażnika i usiadł na miejscu kierowcy. Odpalił samochód i włączył radio. Oparłam głowę o szybę i wsłuchiwałam się w muzykę lecącą z radia. Tym razem nie spałam, choć jechaliśmy około dwóch godzin. Znajdowaliśmy się już pod domem, więc wysiadłam z auta.
- Leoś – podeszłam d o chłopaka, który opierał się o pojazd.
- Hm?
- Zostaniesz ze mną? – zapytała wtulając się w jego tors.
- A chcesz?
- Bardzo.
- Mogę zostać, ale jest jeden warunek.
- Jaki?
- Śpię z Tobą.
- Okej… - odparłam lekko zdziwiona.
- Spokojnie przecież Cię nie zgwałcę – zaśmiał się.
- Mam taką nadzieję.
Weszliśmy do domu. Zdjęłam buty i popędziłam do pokoju. Odłożyłam torebkę i skierowałam się do łazienki. Zdjęłam już koszulkę, gdy usłyszałam szelest. Drzwi od łazienki były lekko uchylone, co było dziwne, bo zawsze je zamykam. Otworzyłam je szerzej i zobaczyłam Leona. Przeszyłam go wzrokiem.
- Yy… Nie wiedziałem, że tu jesteś – próbował się wycofać z sytuacji.
- Tak, tak zboczeńcu.
- Nie jestem zboczeńcem! Po prostu lubię Cię podglądać – powiedział i złapał mnie w tali.
- Niech Ci będzie…
- Mogę wziąć z Tobą prysznic? – zapytał całując moją szyję.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo mam kompleksy…
- Ale ty jesteś idealna – moje policzki zaczęły płonąć.
- Leon!
- No co?
- Już idź stąd – wypchnęłam go za drzwi.
- I tak Cię kocham!
- Ja Ciebie też – szepnęłam i weszłam pod prysznic.

---
Yołeczky :3
Rozdział krótki i w ogóle nie wyszedł tak jak chciałam :(
Zaczęłam go wczoraj pisać, miałam mnóstwo weny, a dzisiaj jak chciałam dokończyć to już mi się nie chciało. Może to przez ten deszcz ;-;
No trudno...
Za 2-3 dni spodziewajcie się rozdziału 13. Zamiast 14 w weekend dodam OS na 100 post :)
Pod wcześniejszym rozdziałem było 9 komków. Myślę, że teraz też dacie radę <3
~Aleks :**

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział #11



- Maximilianie Ponte, co jest tak ważnego, żeby przychodzić do nas o dwudziestej drugiej?
- Yy… A może by tak „Cześć Maxi, co u Ciebie?”
- Tak, tak cześć Maxi. Ale po cholerę tu przyszedłeś?
- Wpuścisz mnie do środka?
- Yhh – przewróciłam teatralnie oczami i wpuściłam kolegę do domu.
- Siema Leon
- Siemka
Usiadłam na sofie obok Leona, a Maxi naprzeciwko nas w fotelu.
- To powiesz w końcu o co chodzi?
- Naty wyrzuciła mnie z domu.
- Pff.. – parsknął Leon – Nie dziwi mnie to.
- Ale z Ciebie przyjaciel… Obiecałem jej, że zapłacę za rachunki i zrobię kolację, bo ona będzie cały dzień z Camilą w centrum handlowym, no i poszedłem grać na Play Station i… zapomniałem.
- Jesteś idiotą – skwitowałam.
- Wiem, ale… Mogę u Ciebie przenocować Violu?
- No nie wiem. Mam tylko swoją sypialnię, a nie będziesz spał w salonie.
- Ja go wezmę do siebie – odparł Verdas – Chodź Maxi.
- Ej, a buziak na dobranoc?
Podsunęłam się do mojego chłopaka i poprawiłam kołnierzyk od jego koszuli. Przyciągnął mnie lekko do siebie i dotknął moje usta swoimi.
- Dobranoc – powiedział z uśmiechem.
- Dobranoc – odpowiedziałam wpatrzona w jego oczy.
- A ze mną to już się nie pożegnasz? – zapytał oburzony Maxi.
- Do widzenia debilu – pocałowałam lekko jego policzek.
- Jest! Challenge accepted! Nie jestem już idiotą!
- Ej no halo, bo będę zazdrosny.
- Nie masz o co – położyłam swoje dłonie na torsie Leona.
- Ej!
- Spadaj już Maxi.
- Cześć kochanie – ucałował mój kącik ust i wyszedł razem z tym pacanem.
Zamknęłam drzwi i powędrowałam do łazienki. Wyjęłam szczoteczkę z kubka i nałożyłam na nią miętowej pasty. Wyszczotkowałam zęby i wypłukałam usta wodą. Szczotkę odłożyłam na miejsce i wytarłam usta w różowy ręczniczek. Udałam się do sypialni mojej i Kat i przebrałam się w pidżamę. Uchyliłam lekko okno i położyłam się na łóżku. Sprawdziłam jeszcze telefon, czy nie mam jakiejś wiadomości i ustawiłam alarm na szóstą czterdzieści. Jutro przecież trzeba iść do Studio. Odłożyłam mojego BlackBerry na szafkę nocną obok. Przykryłam się kołdrą i po chwili zasnęłam.

~*~
Obudziła mnie piosenka „I love it” Icony Pop. Przetarłam oczy i wstając do pozycji siedzącej przeciągnęłam się. Wyłączyłam alarm i odrzuciłam kołdrę. Zauważyłam, że na łóżku Kathy jest wielki bajzel. Poukładałam jej rzeczy do szafek i ruszyłam do łazienki. Wykonałam tam poranne czynności.  W kuchni włączyłam radio i zaczęłam robić sobie kanapkę. Ruszałam biodrami w rytm muzyki i nuciłam sobie pod nosem. Zjadłam szybko i wzięłam łyk soku pomarańczowego. Wróciłam do swojego pokoju i poszukiwałam odpowiedniego ubrania. W końcu wybrałam ładny zestaw. Głęboko w szafie znalazłam swoje stare zerówki.
Czemu nie? – pomyślałam i założyłam je. Spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścianie. Siódma czterdzieści pięć. Za piętnaście minut zaczynają się zajęcia.
Pośpiesznie związałam włosy w wysokiego kucyka. Torebkę zarzuciłam na ramię i schowałam do niej telefon. Wyłączyłam radio i wzięłam klucze z półki. Wyszłam przed dom i zakluczyłam drzwi. Dziwne, nie było jeszcze Leona, a zawsze po mnie przychodził. Już miałam odejść z sama, gdy zobaczyłam jak wybiega z domu.
- Hej skarbie – ucałował mój polik – Sorki, ale zaspałem.
- Oki. Nie gniewam się. Chodźmy – pociągnęłam go za rękę.
Po około dziesięciu minutach byliśmy przed Studio.
- Viola kujon – usłyszałam za sobą znajomy głos.
- No cześć Ludmi – zaśmiałam się i ucałowałam przyjaciółkę.
- Idziemy dzisiaj z laskami na kawę?
- Okejka.
- To idę im powiedzieć – odparła uśmiechnięta i popędziła w drugi koniec korytarza.
Stanęłam pod klasą czekając na Angie. Naszą nauczycielkę śpiewu. Szczerze to polubiłam ją. Odkąd tu chodzę jest dla mnie taka miła. Chociaż pierwszego dnia tak dziwnie się na mnie patrzyła. Czuję jakbym znała ją całe życie.
Usłyszałam na dzwonek. Nasza grupa weszła do sali, którą otworzyła Angie.
- Witam Was wszystkich. Na początek sprawy organizacyjne – powiedziała siadając skrzyżnie na biurku. No tak, zapomniałam dodać, że Angeles jest naszą wychowawczynią. Inne klasy mają przyznanych pozostałych nauczycieli: Pablo, Beto, Gregorio i Jackie.
- Cześć Angie – odpowiedzieliśmy wszyscy. Zawsze się z nią tak witamy. Ogólnie jesteśmy „na ty”.
- Słuchajcie, Studio organizuje konkurs muzyczny. Już pojutrze przyjedzie do nas ekipa YouMix’u. Każdy może wziąć udział. Wystarczy tylko przygotować piosenkę. Konkurs będzie na żywo w telewizji i widzowie będą mogli poprzez sms zagłosować na wybraną osobę. Cztery osoby z największą ilością głosów pojadą do Londynu, aby nagrać piosenkę z Jade Thirlwall z Little Mix.
W klasie zaczęły się piski dziewczyn. Od razu podleciały do mnie.
- Violu, ty na pewno wygrasz! – powiedziała Natalia.
- Żartujesz.
- Musisz spróbować, to wielka szansa.
- Spróbuję, ale tylko dla dobrej zabawy – odpowiedziałam po chwili.
- Cisza! – krzyknęła Angie – Jutro nie przychodzicie do szkoły, ponieważ będą trwały przygotowania, a nauczyciele będą załatwiać sprawy papierkowe. Dzisiaj też jesteście zwolnieni z reszty godzin. Teraz macie lekcje wolną.
Podeszłam do mojego chłopaka i przytuliłam go od tyłu.
- Co tam śliczna? – poczułam, że się rumienię.
- Skąd wiedziałeś, że to ja?
- Tylko ty masz takie delikatne rączki – odpowiedział i odwrócił się do mnie. Objął moją talię i przybliżył się tak, że nasze nosy się stykały. Lekko potarł swoim o mój, co wywołało u mnie uśmiech.
- Violuś… A może byśmy poszli gdzieś razem po szkole? – zapytał przedłużając każdą literę.
- Umówiłam się z dziewczynami na kawę…
- A później? – zapytał lekko zawiedziony.
- Nic nie robię.
- Przyjadę po Ciebie.
- Oki. Będziemy w StarBucksie – odpowiedziałam i lekko musnęłam jego usta.
~*~
Weszłyśmy do wielkiej kawiarni. Pomimo jej wielkości było tu bardzo tłoczno. Znalazłyśmy jeden stolik wolny stolik, przy którym mogło się zmieścić pięć osób. Usiadłyśmy i zawiesiłyśmy swoje torebki na krzesełkach. Camila poszła zamówić każdej po kawie i tiramisu.
- Dziewczyny… Muszę Wam coś powiedzieć – zaczęła włoszka.
- Słuchamy.
- Bo… My z Marco. Uprawialiśmy seks.
- I jak przeżycia?
- Cudownie, nie wiem jak mam to opisać.
- Na pewno to z nim chciałaś to zrobić? – dopytała się Ludmiła.
- Tak, jestem tego pewna.
- Violu, a ty? – spytała Cami, która widocznie podsłuchała naszej rozmowy i dosiadła się do stolika.
- Co ja?
- No ty i Leon…
- Jeszcze tego nie robiliśmy i myślę, że długo tego nie zrobimy.
- Czemu?
- Nie jestem jeszcze gotowa.
- Wolisz się masturbować?
- Nie, ale po prostu boję się, że coś nie wyjdzie, albo skutki uboczne…
- Jest coś takiego jak zabezpieczenia – powiedziała znudzona naszą rozmową Natalia.
- Dobra dziewczyny zmieńmy temat – mrugnęła do mnie Ludmi. Ona zawsze mnie rozumie.
Kilka minut później otrzymałyśmy nasze zamówienia. Oczywiście wypiłam najlepszą kawę pod słońcem i zjadłam najlepsze w życiu ciasto. Zerknęłam przez wielką szybę kawiarni i zauważyłam podjeżdżający samochód Leona.
- Laski, będę się już zbierała. Verdas na mnie czeka.
- No, tylko grzecznie mi tam! – krzyknęła Camila na całe pomieszczenie, a ja spiorunowałam ją wzrokiem.
Wyszłam przed budynek i zlokalizowałam auto Leona. Uśmiechnęłam się widząc jego twarz za szybą. Weszłam do samochodu i przywitałam się całując jego policzek.
- Stęskniłem się – powiedział.
- A myślisz, że ja nie?
- Jeszcze nic nie powiedziałem.
Uśmiechnęłam się promiennie. Podczas jazdy Leon położył swoją rękę na mojej nodze. Swoją dłoń położyłam na jego i złączyłam je w całość.

---
Siemaneczko :3
Witam Was po kilku dniowej przerwie. Wczoraj nie zdążyłam dodać rozdziału, ponieważ były moje urodziny i przyjechała rodzinka :D No biba była niezła c:
Aleks baluje :3 Umcumc <3
Moje kochane miśqi! Liczę na Was i czekam na komcie! : )
+ jakby link na górze nie działał i ktoś by chciał zobaczyć strój Violi to tu macie cały link: http://www.photoblog.pl/hammeringcherry/167360354/2023.html
~Aleks
Jade *-*

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział #10



- Na szczęście to tylko chwilowe zapalenie.
Odetchnęłam z ulgą.
- Będziesz musiała tylko łykać leki do końca tygodnia. Proszę, recepta – podał mi białą kartkę z wypisanymi lekami.
- Dziękuję.
- Może pani już wrócić do domu.
- Dobrze. Do widzenia – odpowiedziałam i wyszłam.
Na korytarzu kręciło się mnóstwo lekarzy. Pod blado pomarańczowymi ścianami siedzieli ludzie na krzesłach pasujących do koloru ścian. Co moment przywożono ludzi z wypadków. Stanęłam w miejscu i patrzyłam się na to wszystko. Nie chciałabym być na miejscu tych ludzi, choć sama nie jestem w lepszym stanie.
Zdecydowałam, że pójdę zobaczyć co u mojej przyjaciółki.
- Przepraszam – zaczepiłam jedną z przechodzących pielęgniarek – Gdzie leży Kathy Larsson? To moja przyjaciółka…
- Nie powinnam udzielać takich informacji.
- Proszę panią bardzo. Jest dla mnie bardzo bliską osobą.
- No dobrze… Sala 214. Po prawo, na końcu korytarza – wskazała na metalowe drzwi.
- Bardzo dziękuję.
Pośpiesznie udałam się do sali, na której leżała Kat. Zapukałam do drzwi. W odpowiedzi usłyszałam „Proszę”. Głos należał jak mi się wydaje do blondynki. Nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Ujrzałam przyjaciółkę leżącą na łóżku, której lewa noga była w gipsie.
- Hej – przytuliłam przyjaciółkę i usiadłam obok niej – Jak się czujesz?
- Lepiej... – odpowiedziała niemrawo.
- A noga?
- Też ok..
- Kat, powiedz mi o co chodziło z Mike’iem i strefą 48?
- Muszę?
- Tak. To naprawdę może przydać się policji, a do tego… Chciałabym wiedzieć w co się wpakowałaś.
- No więc tak… Kilka miesięcy wcześniej, nim Cię poznałam odkryłam stare osiedle. Chodziłam tam często po szkole. Ogarnęłam sobie jedną miejscówkę. Okazało się, że niedaleko znajduje się liceum, z którego zaczęli przychodzić faceci. Między innymi Mike. Po długich kłótniach zgodziłam się na podział mojego znalezionego miejsca. Gdy tam przebywałam, zaczęli chować w jednej z piwnic worki. Nie wiedziałam z czym mogły być. Któregoś razu zapytałam się ich, co tam chowają. W odpowiedzi wrzucił mnie do piwnicy, w której przesiedziałam całą noc. Odkryłam, że trzymają tam narkotyki i szlugi. Sprowadzone prawie z całego świata. Zagrozili mi, że jeżeli powiem komuś stanie mi się krzywda. Obiecałam im, że nie wygadam… Później moje problemy w domu tak jak Ci wcześniej opowiadałam pogorszyły się. Zaczęłam ćpać z nimi -
- Kathy! Ale mówiłaś, że tego nie robiłaś.
- Przepraszam. Nie chciałam Cię stracić. Zrozum też mnie. Nie miałam, żadnej przyjaciółki.
- Mów dalej…
- I wczoraj zażądali ode mnie pieniędzy za towar, który im skradziono, ale osądzono mnie. Nie chciałam mieć przez nich kłopotów, więc zgodziłam się. Ale gdy znalazłam się w ich bazie, okazało się, że towar nie zniknął tylko specjalnie go ukryli. Podobno chcieli mnie wywieźć, tylko nie wiem gdzie… Bardzo Ci dziękuję Violu, że mi pomogłaś. Mogło to się skończyć inaczej… - powiedziała, a jej oczy się zaszkliły.
Przytuliłam ją tak szczerze i od serca. Nie chciałam, żeby cierpiała.
- Kocham Cię. Ale po przyjacielsku – powiedziałam – Nie myśl sobie -
- Spokojnie – zaśmiała się – Też Cię kocham.
- Kiedy wychodzisz?
- Jutro po południu.
- Przyjadę po Ciebie. Tylko daj znać.
- Dobrze, zadzwonię.
- Jak chcesz zadzwonić skoro mam telefon? – zapytałam i wyjęłam z kieszeni telefon przyjaciółki.
- No tak… Dzięki – odparła biorąc telefon.
- Na razie blondi.
- Bye – odpowiedziała, a ja wyszłam.
Wróciłam do swojego pomieszczenia. Leon już czekał na mnie gotowy do wyjścia.
- Co tak długo? Twój narzeczony się martwił – uśmiechnął się i wyłonił swoje białe ząbki.
- Oj no. Musiałam coś wymyślić, żeby Cię powiadomili. I odpowiadam na pierwsze pytanie: Byłam u Kathy.
- Ale ja się nie gniewam. Co z nią?
- Ma złamaną nogę, ale dobrze się czuje.
- Idziemy?
- Tak, tylko podłodze musimy jeszcze podjechać do apteki.
- Oki.
Wyszliśmy z pomieszczenia.
- Do widzenia – powiedzieliśmy recepcjonistce.
- Do widzenia – odparła z uśmiechem.
Skierowaliśmy się do czarnego pojazdu Leona. Mój chłopak otworzył mi drzwi, a sam usiadł od strony kierowcy. Zajęłam miejsce pasażera i zapięłam pas. Włączyłam radio. Leciała jedna z moich ulubionych piosenek. Zaczęłam ją sobie podśpiewywać. Nawet się nie spostrzegłam, a byliśmy w centrum pod jedną z aptek. Weszłam do białego pomieszczenia. Poczułam lekki chłód lecący od klimatyzacji. Podeszłam do lady.
- Dzień dobry – podałam niskiej kobiecie receptę wypisaną przez lekarza.
- Dzień dobry – odparła z uśmiechem i spojrzała na kartkę. Z szuflad i szafek powyjmowała wszystkie potrzebne leki i zapakowała w żółtą foliową torebkę ze znakiem apteki.
- Razem będzie 182 peso – podałam kobiecie wyznaczoną kwotę i zabrałam swój zakup.
- Dziękuję i do widzenia.
- Ja również dziękuję i zapraszam ponownie.
Wyszłam z pomieszczenia i poczułam ciepłe promienie słoneczne na swojej twarzy. Uśmiechnęłam się i weszłam do samochodu Leona.
Wróciliśmy do domu. Leon powiedział, że mam się wykąpać, a on przygotuje kolacje. Ruszyłam do swojej łazienki. Puściłam ciepłą wodę z kranu i wlałam truskawkowy płyn. Na początku woda zabarwiła się na różowo, a potem powstała piana. Zdjęłam ubrania, które włożyłam do kosza na pranie. Po woli weszłam do wanny. Umyłam dokładnie swoje ciało rozkoszując się kąpielą. Po kilkunastu minutach wzięłam się za włosy. Namydliłam je nowo zakupionym szamponem porządnie wyszorowałam i spłukałam. Nałożyłam na nie odżywkę, którą po chwili również spłukałam. Zdjęłam z haczyka ręcznik i wychodząc z wanny wycierałam się. Założyłam na siebie szlafrok. Włosy rozczesałam i wysuszyłam suszarką. Zmyłam już lekko rozmazany makijaż i posmarowałam swoją twarz kremem nawilżającym. Pobiegłam do kuchni czując piękny zapach. Jak sądzę jajecznicy.
- Już jestem.
- To dobrze, bo kolacja gotowa.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Co jakiś czas czułam na sobie spojrzenie Leona. A dokładnie na moim dekolcie, który był widoczny, dzięki nie do końca zawiązanemu szlafrokowi. Udałam, że tego nie widzę i wstałam od stołu.
- Dziękuję. Było pyszne – odpowiedziałam i pocałowałam chłopaka w policzek. Zabrałam nasze talerze i wzięłam się za zmywanie.
- O nie Violu… Nie będziesz zmywać. Musisz odpoczywać.
- Leon…
- No już mi stąd – powiedział, a ja wytknęłam mu język i chlapnęłam pianą.
- A więc tak chcesz się bawić?
I tak zaczęła się bitwa na pianę. Po kilku minutach uspokoiliśmy się. Leon dokończył zmywanie, a ja połknęłam leki wyznaczone przez lekarza. Usiadłam na sofie w salonie i włączyłam telewizor. Po chwili dosiadł się Leon.
- Kochanie… To opowiesz mi co Ci się stało?
Opowiedziałam mu całą historię, na co on mnie pocałował.
- Jesteś wspaniała – wymruczał mi do ucha i przejechał swoim nosem po mojej szyi, co wywołało u mnie przyjemny dreszcz. Całował moją szyję, lekko odsłaniając moje udo. W tej przyjemnej chwili przeszkodził nam dzwonek do drzwi.
- Kto to może być o tej porze? – wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi.
Trochę się zdziwiłam, gdy zobaczyłam za nimi… Maxiego?

---
Siemka :3
Macie dłuższą dziesiąteczkę! Tak mnie jakoś naszło :D
Jak myślicie co może chcieć Maxi?
---
Następny rozdział w piątek lub w weekend, ponieważ:
' Jutro (środa) mam zawody, jadę do Wawy :D
' Pojutrze (czwartek) są próby do osiemnastej w szkole.
' Popojutrze (piątek) zakończenie roku szkolnego.
Mam nadzieję, że mnie rozumiecie :)
Całusy,
~Aleks ;**
Szablon by Katrina