piątek, 7 listopada 2014

Rozdział #23



„Hey! It's fire and magic
But when you walk away-way
It's like the Titanic
I'm split up into pieces in the Atlantic”


     - Kim jesteś? – pytam gdy czuję ręce na swoich oczach – Odpowiedz – mówię po chwili ciszy.
- Przecież mnie znasz – odpowiada tajemniczo damski głos.
- Co to ma znaczyć? – zdejmuję dłonie kobiety i odwracam się w jej stronę - Camila!
- Słucham? – mówi i trzepocze rzęsami lekko się uśmiechając – No nie gadaj, że się mnie przestraszyłaś kochana – dodaje.
- Nie… - mówię po zastanowieniu i poprawiam swoje kruczo-czarne włosy.
- Tak, tak – odpowiada. Wyczuwam sarkazm, więc nie chcę dalej ciągnąć tej bezsensownej konwersacji. Zmieniam temat.
- Co robisz w centrum miasta? – pytam zaciekawiona.
- A tak sobie chodzę – odpowiada – Wiesz, jeśli siedzisz sama w domu z mamą, która próbuje zaciągnąć Cię na oglądanie starych komedii romantycznych, pozostaje mi wyjście na miasto – śmieje się Torres.
- Mogłabyś raz sprawić przyjemność swojej mamie – mówię – Masz szczęście, że jest blisko Ciebie – podnoszę kąciki ust ku górze.
- Francesca, wiem, że tęsknisz za rodzicami… Ale myśl pozytywnie. Za niedługo wakacje, pojedziesz do Włoch, popracujesz trochę u nich w barze i spędzisz nie jeden miły dzień.
- Masz rację – kwituję – Nie wiem co się ze mną dzieje. Zawsze byłam optymistką.
- Brakuje mi tej dawnej Fran – bierze mnie za rękę i lekko ściska.
- Sugerujesz coś? – parskam śmiechem i spuszczam wzrok w dół.
- Nie, no co ty – mówi.
- Ale śliczna! – zauważam na jednej z wystaw niebieską sukienkę w białe grochy – Muszę ją mieć.
- To na co czekamy? – pyta i ciągnie mnie za rękę do sklepu odzieżowego.
Tak bardzo się cieszę, że mam Camilę. Umie dotrzymać towarzystwa, zawsze mnie zrozumie. Jest jedyna w swoim rodzaju i nie zastąpiona. Wiem, że bardzo przeżywa śmierć Kathy, ale jest bardzo silna. Nam też jest trudno iść na pogrzeb osoby, która zginęła jakby z naszej winy.
- Strasznie droga – szepczę do ucha rudowłosej i dotykam materiału sukienki.
- Chodź, przymierzymy – wzdycha i prowadzi mnie w kierunku małego pomieszczenia. Wchodzę do niego i zasłaniam się wielką granatową zasłoną.
- I jak? – pytam ukazując się przed przyjaciółką.
- Idealnie – uśmiecha się – Bierzemy.
- Nie wzięłam tak dużej kwoty pieniędzy – na mojej twarzy pojawia się grymas.
- Pożyczę Ci – mówi.
- Naprawdę? – nie dowierzam, więc Cami przytakuje – Kocham Cię – posyłam jej buziaka i chowam się za zasłoną.
Po chwili znajdujemy się przy kasie i płacimy za zakup. Otrzymuję paragon i dostaję kremową papierową torbę z odzieżą w środku. Dziękuję kasjerce i wychodzę z Torres ze sklepu.
Wyjmuję z kieszeni swojej kurtki iPhone’a i podłączam do niego słuchawki. Jedną z nich podaję towarzyszce, która wkłada ją do swojego ucha. To samo czynię ja. Po chwili możemy usłyszeć słowa naszej ulubionej piosenki.

(…)Chicas amigas de verdad
Haciendo realidad
Los sueños y las fantasias
Chicas amigas de verdad
Tenemos el poder
Podemos encender nuestra luz
El destino esta afuera
Y no puede esperar (…)

     Słyszę dzwonek do drzwi. Szybko wyrzucam papierosa przez okno i płuczę usta wodą. Kieruję się do przedpokoju i słyszę coraz częstsze dzwonienie.
- Chwila – mówię i przekręcam zamek w drzwiach. Otwieram je i widzę Leona – Coś się stało? – pytam widząc jego wyraz twarzy.
- Co to ma znaczyć? – pokazuje mi ulotkę, która informuje o pogrzebie przyjaciółki.
- Leon… Wszystko Ci wyjaśnię – mówię.
- Właśnie na to czekam – odpowiada.
- Bo na Twojej imprezie – zaczęłam – Poszyłam do parku z dziewczynami… I usłyszałyśmy pisk, więc uciekłyśmy. A gdy zorientowałyśmy się, że nie ma Kathy, wróciłyśmy tam, ale jej już nie było tylko jej torebka… - samotna łza spływa po moim policzku.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – łapie mnie za ramiona.
- Nie chciałam psuć Ci urodzin. A poza tym poszedłbyś od razu na policję, a ja tego nie chciałam – odpowiadam.
- Violetta…


---
Hey kochani ;3
Nie spodziewaliście się pewnie rozdziału tak szybko :D
Niespodzianka! ^^
Cieszmy się <3
Szantażyk dla Was, bo spadła liczba komentarzy :(
6 kom = next!

Aleks :*

sobota, 1 listopada 2014

One Shot - I'm only human... cz.1



 I'm only human...

Młoda dziewczyna podbiegła do pierwszego lepszego tramwaju jadącego główną ulicą miasta. Nacisnęła czerwony guzik, dzięki któremu drzwi do środka komunikacji otworzyły się. Weszła do wagonu po metalowych schodach i podeszła do uchwytu. Złapała się go jedną ręką, a drugą zaczęła szukać w swojej torebce biletu. Gdy odnalazła owy przedmiot, skasowała go i schowała do torby oraz zajęła jedno z wolnych krzesełek. Nerwowo poprawiła swoje włosy i spojrzała na pozłacany zegarek na swojej lewej ręce. Założyła nogę na nogę i wpatrywała się w zmieniający się miejski krajobraz za oknem.

W wagonie można było wyczuć zapach miętowej gumy wychodzący z ust dziewczyny. Sięgnęła do torebki po swoją szminkę i przejechała nią usta. Różowy kolor dopełnił je. Otarła wargą o wargę i wytarła palcem szminkę z kącika swoich ust. Włożyła białą słuchawkę od swojego iPhone’a do ucha i odblokowała telefon. Wybrała swoją ulubioną piosenkę i oparła głowę o szybę. Lekko przymknęła oczy, jednocześnie modląc się do Boga, aby zdążyła na bardzo ważne spotkanie. Jej prośba najwyraźniej została bardzo szybko wysłuchana. Wyświetlacz w tramwaju wskazywał ulicę, na której miała wysiadać. Szybko podniosła się z siedzenia. Usłyszała znany dźwięk otwierania drzwi. Wybiegła z liniowca i ruszyła w stronę dwudziestopiętrowego budynku.

Była osobą nieśmiałą, ale stanowczą. Po swoich przeżyciach nauczyła się wiele. Wiedziała, że nie może płakać, pozwalać ludziom na jakiekolwiek współczucia. Tatuaż na jej nadgarstku „Every day, every hour. Turn the pain into power" był dla niej motywacją. Samotna i nielubiana od szkoły średniej… Żyła sobie tak do dziś z nadzieją na lepszy dzień, który mógł nastąpić w każdym momencie, ale najwidoczniej nie chciał. Kiedyś pytała ‘Dlaczego?’. Teraz przestała pytać. Pocieszał ją fakt, że każdy prawdopodobnie zadawał sobie w życiu to pytanie i nie miał na nie odpowiedzi.
Codziennie w jej głowie kręcą się sytuacje z dzieciństwa, których nie zapomni już nigdy. Nawet nie próbowała zapomnieć, bo i tak wiedziała, że jej się to nie uda.

(…) - Jesteś okropna! – wykrzyknęła Violetta – Ufałam Ci.
- To moje życie, nie wtrącaj się – odburknęła Cauviglia.
- Nie. To część mojego życia, o którym powiedziałam Tobie – odpowiedziała ze łzami w oczach.
- Przecież to nic dziwnego! Nie rozumiem dlaczego się czepiasz.
- Myślałam, że się przyjaźnimy – powiedziała cicho Castillo.
- Bo tak jest – odparła Francesca.
- Nie, już nie jest – otarła łzy – Zniknij – dodała i odeszła (…)

Witajcie po dłuższej przerwie. Bardzo przepraszam za brak kolejnego rozdziału, ale nie miałam czasu :/
Od tygodnia po głowie krążył mi nowy pomysł i co do tego one shot'a i co do rozdziału. Dzisiaj dopiero wieczorkiem w ten smutny dzień, jakim jest Wszystkich Świętych napisałam dla Was pierwszą część.
Mam nadzieję, że historia, w którą zaczynam Was wprowadzać, spodoba się Wam :)
Do następnego posta! 
Aleks :*

sobota, 11 października 2014

Rozdział #22



- Witaj Violu. Z tej strony Patricia, od pana Kennedy z agencji castingowej – mówi miły głos w słuchawce.
- Dobry wieczór. Coś się stało? – pytam.
- Zapomniałam Ci dać jeszcze jednej umowy na sesję. Mogłabym Ci przesłać ją mail’em?
- Oczywiście. Już podaję: vcastillo@gmail.com
- Dziękuję. Do jutra – odpowiada.
- Do jutra – rozłączam się.

- Kto to? – pyta mnie Leon przytulając od tyłu.
- Kobieta z agencji. Muszę włączyć laptopa – odpowiadam poczym siadam przy stole i odpalam mojego laptopa. Loguję się na skrzynkę e-mail i otwieram najnowszą wiadomość zatytułowaną Sesja
Zaczynam czytać treść wiadomości. Po chwili przyłącza się do mnie Leon. Czyta z wielką uwagą. Po chwili mi się przygląda i mówi:
- Nie.
- Dlaczego? – pytam.
- Nie będziesz się rozbierała przed jakimiś fotografami! – unosi się.
- Spokojnie Leoś… - głaszczę go po policzku.
- Ale to jest niesprawiedliwe, że ja Cię nie widziałem nago, a oni będą mogli – smuci się. Cicho się śmieję i przytulam do jego torsu.
- Oh mój zazdrośniku… To tylko sesja – odpowiadam – Dwa głupie zdjęcia do magazynu.
- Nie chcę żeby cały świat oglądał Cię nago.
- Nie będę zupełnie naga – mówię - A na tym właśnie polega praca modelki – dodaję.
- Yhh… - wzdycha – Kiedy masz tą sesję?
- Jutro.
- Przyjdę patrzyć jak sobie radzisz – uśmiecha się.
- Zboczeniec – kwituję i zamykam klapkę laptopa.

~*~

Budzę się o 7:30 Wstaję i idę zaparzyć sobie kawę. Klikam odpowiedni przycisk urządzenia i czekam, aż szklanka zapełni się brązowawym płynem. Wyłączam urządzenie i odstawiam kubek na bok, aby kawa przestygła. Ruszam do łazienki i wykonuję w niej podstawowe czynności; biorę prysznic i maluję się. Po chwili znajduję się w moim pokoju i wybieram z szafy swoje jasne przetarte jeansy. Do tego zakładam białą koszulę. Zostawiam trzy odpięte guziki i zakładam wisiorek. Idę ponownie do kuchni i biorę pierwszy łyk kawy.
- Jakoś tu smutno bez Kathy – przechodzi mi przez myśl.
Odstawiam pusty kubek do zmywarki i kieruję się do sypialni po mój telefon. Wkładam go do torebki pasującej do butów na koturnie i wychodzę z domu. Wsiadam do mojego czarnego Volvo. Odpalam silnik i jadę w kierunku posterunku.
Gdy jestem na miejscu, odpinam pas i zatrzaskuję drzwi samochodu. Wchodzę do dość dużego budynku w samym centrum miasta. Witam się z pracownikami i wchodzę do skierowanego przez poznaną przed chwilą kobietę pokoju. Siadam na krześle i czekam na przybycie osoby prowadzącej śledztwo.

Po zeznaniach kieruję się do agencji. Wyciągam z torby wypełnione arkusze i wkładam je do granatowej teczki. Widzę Patricie, więc posyłam jej ciepły uśmiech. Kierujemy się do wolnej sali. Piszę do Leona sms’a, że zaczynam moją sesję. Odkładam telefon i  siadam na kręconym fotelu. Przychodzą dwie kobiety, które zajmują się moimi włosami i makijażem. Gdy jestem już gotowa ruszam do przebieralni i ściągam z siebie wszystkie ubrania oprócz bielizny.
Kładę się na wielkim łożu, które jest częścią mojej sesji. Przykrywam się śnieżno-białą kołdrą i za prośbą fotografa ściągam z siebie stanik, który rzucam gdzieś na podłogę. Czuję się jak profesjonalistka.
Widzę po chwili znajomą mi sylwetkę. O framugę drzwi opiera się przyglądający mi Leon. Posyłam mu lekki uśmiech i dalej pozuję do zdjęć. Gdy są zrobione już wszystkie zdjęcia, zakładam stanik i kieruję się do przebieralni. Czuję na sobie wzrok mojego chłopaka i lekko się rumienię. Szybko się przebieram, aby zobaczyć wyniki mojej pracy. Jednak gdy mam już zapinać koszulę, zasłona odsuwa się i staje za mną Leon. Całuje mój policzek.
- Już nie jesteś zazdrosny? – pytam.
- Ja? Pff… - odpowiada i składa na moim ustach pocałunek.
- Ubrudziłam Cię szminką – mówię i ścieram palcem czerwony kolor z jego wargi.
Zapinam pięć guzików swojej koszuli z czego zostaje odpiętych cztery. Ciągnę Leona za rękę do fotografa i razem oglądamy zdjęcia. Jestem z nich bardzo zadowolona. Wybieram ze wszystkich dwa, które trafią do magazynu Vogue. Od razu otrzymuję 20 tys. peso.

~*~

Rozwieszam na jednej z latarni informację o pogrzebie Kathy. Ciągle myślę, że to moja wina.
- Życie – powtarzają cały czas dziewczyny. Nie rozumiem ich. Nie wiem jak mogą cały czas być takie twarde – myślę.
Wracam do domu i mówię sama do siebie – Czas na porządki!
Idę do łazienki i wkładam brudne ubrania do pralki. Wsypuję proszek i wybieram tryb prania. Wyciągam odkurzacz z wielkiego pudła w przedpokoju i zaczynam odkurzać. Następnie biorę do ręki lekko zmoczoną ściereczkę i przecieram wszystkie meble w domu. W między czasie robię jeszcze drugie pranie, a mokre ubrania wkładam do suszarki. Moje sprzątanie przerywa znalezienie małej paczki pod szafką.
- Malboro – czytam i wyciągam przedmiot ze środka. Przekręcam go między palcami i myślę, czy by do tego nie powrócić. Nie myśląc sięgam po zapalniczkę i zapalam.

---
Witam ! : )
Troszkę czasu potrzebowałam na zebranie się do napisania rozdziału.
Ważne, że wyrobiłam się ze wstawieniem go :>
Statystki wzrastają, a komentarze... Jest ich coraz mniej.
To przez to, że rzadziej wstawiam posty?
xoxo
Aleks ;*

piątek, 26 września 2014

Rozdział #21



- Violetta? Violu… - mruknęłam pod nosem słysząc moje imię. Podniosłam się i przetarłam oczy – Kochanie. Jak się czujesz po imprezie? Wszystko w porządku?
- Tak, tylko jestem trochę zmęczona – skłamałam – Podobało Ci się?
- No pewnie – odparł z uśmiechem i mnie przytulił – Dziękuję – pocałował mój policzek. Było mi źle, że muszę go okłamywać. Naprawdę źle…
- Pójdę już do domu. Rodzice czekają z obiadem – skwitował po chwili.
- Oki. Zdzwonimy się później? – zapytałam.
- Oczywiście – musnął moje i usta i opuścił mój dom. Szybko otworzyłam laptopa i stworzyłam konferencję na Skypie. Dziewczyny odebrały, a ja zaczęłam mój monolog.
[…]
- Csi! – uciszyłam je nagle, gdy zobaczyłam w telewizji reportaż.
„Dziś rano znaleźliśmy ciało młodej dziewczyny. Podejrzewamy, że jest to Katherina Larsson. Prosimy rodzinę oraz przyjaciół o zgłoszenie się na policję. Jeżeli ktoś z państwa widział sytuację, w której zginęła osiemnastolatka prosimy o powiadomienie. Dziękujemy”.
- No to wpadłyśmy… - zawiedziona oparłam głowę o zagłówek sofy.
- Coś wymyślimy – odpowiedziała Natalia – Przecież to nie może się wydać.
- Vils… A ty przypadkiem nie musisz jechać zobaczyć wyników? – zapytała mnie Francesca.
- O mój boże! – wykrzyknęłam – Zapomniałam… Dzięki Fran. Do zobaczenia dziewczyny – zamknęłam klapę laptopa i popędziłam do łazienki w celu odświeżenia się. Po paru minutach miałam na sobie odpowiedni strój i mogłam wyjść z mieszkania.
~*~
Już znajduję się w wielkim budynku. Siedzę na jaskrawo-czerwonym krzesełku pasującym do ozdób na ścianach. Przeglądam Instagrama. Nagle ktoś zasłania mi światło promieniujące od wielkiego żyrandola.
- No, no. Violettka – zaczyna. Podnoszę się i patrzę na jej twarz.
- Michelle – uśmiecham się, po czym poważnieję i odpowiadam z sarkazmem – Mi też miło Cię widzieć.
- Nieźle się wystroiłaś – mówi – Ale i tak nie przebijesz mojego wyglądu firmówkami – śmieje się i trzepocze rzęsami.
- Jesteś żałosna, skarbie – odpowiadam i siadam na krześle.
- Castillo! – słyszę swoje nazwisko i ponownie się podnoszę.
- Połam nogi – poklepuje mnie po ramieniu – Ale tak dosłownie – posyła mi buziaka.
- Pierdol się – uśmiecham się z pobłażliwością i także wysyłam jej ‘buziaczka’.
Wchodzę do sali i rozglądam się w około.
- Zapraszam – słyszę i siadam przy stole – Chcielibyśmy Ci powiedzieć, że… - och, ta nie pewność – Zaczniesz pracę w naszej firmie – mimowolnie się uśmiecham.
- Bardzo dziękuję – mężczyzna podaje mi rękę, więc ściskam ją lekko. Dostaję od kobiety siedzącej obok listę moich sesji oraz kartę z potwierdzeniem pracy.
- Dostarczysz mi to wszystko na jutro? – pyta mnie.
- Tak. Do zobaczenia – posyłam im lekki uśmiech i wychodzę.
- I co Castillo? – widzę twarz tej idiotki, Michelle.
- Dostałam tę pracę – mówię – Połamania nóg, kochanie! – krzyczę odchodząc.
~*~

- Mam tę pracę! – krzyczę szczęśliwa i wieszam się na szyi Leona zapominając o wszystkich problemach.
- Gratuluję kwiatuszku – odpowiada i całuje moje usta. Uśmiecham się po raz kolejny dzisiaj i pytam:
- Obejrzymy jakiś film?
- Jasne – ciągnie mnie za rękę do salonu, włącza „Miasto 44”, siada obok mnie na kanapie i przykrywa nas kocem. Wtulam się w jego ciepłą klatę i oglądam film z wielką uwagą. W pewnym momencie gdy czuję jego rękę na moim udzie odwracam głowę w jego stronę i muskam jego szyję. Po chwili odrywam się od tej części ciała i pochłaniam usta Verdasa. Nasze języki walczą o dominację.
Moje ciało jest jak wrzątek. Całe rozpalone miłością od wewnątrz.
Jednak ten moment nie może trwać za długo, bo dzwoni moja komórka…

---
Witam...
Wiem zawiodłam.
Bardzo przepraszam, że tak późno, ale naszedł mnie totalny brak weny. Dodatkowo w szkole zdążyli nam już zrobić siedem kartkówek, więc...
Rozdział pisany z dwóch czasów (przeszły i teraźniejszy). Piszcie, który bardziej Wam się podoba.
Liczę na komentarze <3
Kocham,
/ Aleks :*
Szablon by Katrina