sobota, 5 września 2015

One Shot cz. 2 - Beg for it

Hooked boy I'm like a drug
If you want my love better smoke it up
Make you beg for it, I’mma make you beg for it
You can look boy but don’t you touch
If you want my love make me give a fuck








                      - Popatrz na to - szepnęła podekscytowana Violetta - Takie coś stało w naszej ulubionej kawiarni!
Castillo i Verdas patrzyli na starą budkę fotograficzną stojącą tuż pod lasem. Długi pomarańczowy przedłużacz ciągnął się po trawie od budki, aż do domu Noela. Kiedy ją podziwiali, z budki wypadł Tom, starszy brat Noela oraz wstawiona Erica Ackard. Wyjęli swoje zdjęcie i pobiegli dalej. Leon spojrzał na Violettę.
- Chcesz wejść?
Dziewczyna skinęła głową.
                       Zanim wcisnęli się do środka, szybko ogarnęła spojrzeniem przyjęcie. Kilka osób stało wokół beczki z piwem. Inni tańczyli, trzymając w górze czerwone kubki. Noel z grupą chłopaków pływał w basenie w bokserkach. Nigdzie nie widziała swojej siostry, która chyba nie miała zamiaru wracać na miejsce imprezy.
Violetta weszła do budki, usiadła obok Leona na małej ławeczce i zaciągnęła zasłonkę. Siedzieli tak blisko siebie, że ich ramiona dotykały się.
- To co, zaczynamy? - zapytała zmieszana.
- Myślałaś, że będziemy robić zdjęcia? - zaśmiał się gardłowo i odstawił butelkę z piwem na podłogę. Przyciągnął ją na swoje kolana i pocałował namiętnie jej rozgrzane wargi. Nie zastanawiając się ani chwili, Violetta oddała pocałunek i objęła dłońmi szyję chłopaka.
- Możemy tu chwilę posiedzieć? - zaproponował - Jest mniejsze podobieństwo, że mnie znajdą, jeżeli dowiedzieli się o imprezie.
- Jasne.
Nieźle pijana Castillo postanowiła wykazać się swoją odwagą, więc wsunęła swoje dłonie pod koszulkę Leona i wpiła się w jego pełne usta. Pod swoimi opuszkami mogła wyczuć napinające się mięśnie. Rozpływała się pod wargami ukochanego, które przeniosły się na jej szyję. Jęknęła cicho odczuwając rozkosz. 
Nagle ktoś zaczął odsuwać zasłonkę. Violetta oderwała się od Leona, ale było za późno. Wejście do budki stało otworem. Argentynka zobaczyła, kto je odsłonił.
- Cholera - rzuciła pod nosem.
- Co jest, stary?
- Są w okolicy. Lepiej stąd spadaj. Nie chce mieć przez Ciebie kłopotów z policją - powiedział i odszedł popijając martini.
Oboje wyszli z budki i spojrzeli na siebie.
- Muszę Cię już zostawić, mała - szepnął.
- Nie, proszę - błagała ściskając jego dłoń.

                         Wchodzili po skrzypiących schodach, których każdy stopień pokryty był innym kawałkiem wykładziny. Chwiejąc się lekko, ale nadal popijając alkohol weszli na górę. Po prawej stronie były otwarte na oścież drzwi. Violetta weszła i zauważyła wannę na szponiastych łapach pośrodku salonu. Wskazała na nią palcem.
- Za ciężka, żeby ją przesunąć - powiedział Leon przepraszająco - A poza tym i tak jutro rano się stąd zmywam.
- Chciałeś powiedzieć "zmywamy" - poprawiła go i usiadła na wielkiej, skórzanej sofie.
Westchnął.
- Jesteś pewna?
- Tak - odparła wpatrując się w jego oczy - Musimy wrócić do Buenos Aires.


~*~
Salut.
* Kolejnej części OS spodziewajcie się od poniedziałku do niedzieli.
* Druga część miała być 1 września, ale zepsuł mi się laptop - doszczętnie. I dopiero wczoraj miałam chwilę, aby pojechać do sklepu i zakupić nowy. Dlatego post pojawił się dopiero dzisiaj.
* Dużo tajemnic. Starałam się nie ujawniać za dużo. Musicie pobyć trochę w niepewności. Możecie też sami spróbować domyślić się, co będzie dalej i co skrywają nasi bohaterzy ;)
* Przepraszam, że taki króciutki, ale zadali mi bardzo dużo z matematyki i chemi online :C A ponieważ dopiero dzisiaj uruchomiłam laptop to musiałam się jeszcze zalogować na stronę, a było z tym troszkę problemu [*]
To chyba na tyle. Wystarczająco długa chyba ta notka? :D
Jak się wyrobię z lekcjami to idę napieprzać w Simsy. Nareszcie! <3 XD
Love u
Aleks :*

środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 19 - Szczerze nienawidzisz



Dedykuję ten rozdział wszystkim, którzy dzielnie na niego wyczekiwali. Dziękuje.~*~





2 miesiące później
                Nareszcie mogę wrócić do mojego ukochanego Buenos Aires!  Za kilka godzin będę w  „domu” i uściskam Ludmi, zobaczę się z Jess, Francescą… I mam nadzieję, że też z Leonem. Ostatnio nie potraktowałam go za dobrze i źle się z tym czuję. Ferro dzwoniła do mnie, kiedy byłam w szpitalu i mówiła, że Leon pozałatwiał wszystkie sprawy związane z Cassie i Fran specjalnie dla mnie, bo chce walczyć o nasz związek.
                Pobyt w szpitalu nie był dla mnie miłym momentem życia. Ale cieszę się, że operacja się udała i mogę jednak wrócić do Leona przyjaciół. I to wszystko za sprawą Priscilli. Uświadomiła mi, że mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia na tym świecie i nie mogę tak łatwo sobie odpuścić. Zamieniaj ból w siłę – mówiła.

                Kiedy pojawiłyśmy się na lotnisku przywitała nas Ludmiła i Francesca. Miło, że o mnie pamiętały.
- Jak się czujesz? – zapytała blondynka podczas gdy tkwiłam w szczelnym uścisku dziewczyn.
- W porządku – uśmiechnęłam się lekko – Ymm.. Jest z wami Leon? – spytałam niepewnie rozglądając się w około.
- Nie widziałam go od zakończenia semestru w Studio – odpowiedziała Włoszka – Chyba jest zajęty w firmie. Pracuje u swojego ojca.
- A może, ty Lu…? -
- Nie, ja też nic nie wiem. Przykro mi, ale jakby zapadł się pod ziemię. Myślę, że gdy wyjechałaś mógł się załamać. W Studio krążyły plotki, że zostaniesz już na zawsze w Stanach.
- Ale kto mógł rozgadać coś o moim wyjeździe?
- Może Jessenia – odpowiedziała zamyślona.
- Nie mogłaby…
                Ludmiła podwiozła mnie pod dom mojego ojca. Niepewnie zapukałam do drzwi. Po chwili otworzyła mi Miguela.
- Dzień dobry Violetto – uśmiechnęła się sztucznie – Wejdź.
- Dziękuje – bąknęłam – Jest Jess?
- U siebie w pokoju – rzuciła i zniknęła za ścianą.
Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do mojego starego pokoju, który był teraz pokojem „nowej córki” mojego taty.
- O, hej Violetta – odezwała się nie odrywając wzroku od laptopa – Co u Ciebie?
- Co u mnie? – zapytałam z irytacją – Możesz mi powiedzieć dlaczego całe Studio mówiło o moim wyjeździe.
- Możliwe, że coś mi się wymsknęło – odparła ze stoickim spokojem w głosie – A, zapomniałabym. Rozmawiałam z Twoim Leonkiem i powiedziałam mu, że już nie wrócisz ze Stanów, bo chcesz o nim zapomnieć i go szczerze nienawidzisz. Chyba dobrze zrobiłam, nie?
- Co!? – zamknęłam klapę laptopa przed jej oczami – Jak śmiałaś? Dlaczego wypowiedziałaś się za mnie? Chciałam Ci kupić mieszkanie, pomóc wydostać się z tego bagna, a ty mi się tak odpłacasz? Wiesz dobrze, że wyjechałam się leczyć.
- No to, po co wróciłaś? Myślisz, że ten idiota będzie Cię chciał z jakąś chorobą?
- Nie mów tak o nim! - otarłam łzy cieknące mi po policzkach – Koniec z naszą znajomością -trzasnęłam za sobą drzwiami i opuściłam jak najszybciej posiadłość. 
 
                - Rozumiesz? Powiedziała Leonowi, że go nienawidzę – mówiłam łamiącym się głosem do Ludmiły – On przez nią cierpiał jeszcze bardziej – dałam upust łzom, a moje usta połykały coraz do gorsze łzy – Na pewno już nie chce mnie widzieć.
- Violetta nie mów tak i błagam nie denerwuj się już, dopiero co miałaś operację – próbowała mnie uspokoić – Musisz się z nim spotkać i wszystko sobie wyjaśnicie.
- To nie jest takie proste Ludmiła! – krzyczałam do telefonu – Dlaczego wszyscy mi to utrudniają? Czy ja wymagam tak wiele? Chcę być tylko z nim! Chcę go kochać tak jak nigdy wcześniej! Chcę, żeby był mój i tylko mój! Potrzebuję jego ramion, jego ust, jego całego! – dałam upust emocjom. Nie patrząc jak idę wpadłam na kogoś. Już chciałam powiedzieć ‘przepraszam’, ale odebrało mi mowę, gdy zobaczyłam, kto przede mną stoi.
- Lu, muszę kończyć – wyszeptałam i rozłączyłam się. Przyjrzałam się chłopakowi. Nie wyglądał tak samo jak dwa miesiące temu. Miał podkrążone oczy, porządny zarost i liczne rany na rękach. Kolejne łzy cisnęły mi się do oczu. To przeze mnie?
- Boże, Leon co Ci się stało? – spytałam zmartwiona dotykając jego policzka dłonią, którą od razu zrzucił.
- Nagle Cię to interesuje? Podobno mnie nienawidzisz – wycedził przez zęby – A do tego masz kogoś. Słyszałem jak rozmawiałaś przez telefon. Nie powinnaś się mną zamartwiać.
- Nie, Leon, daj mi to wyjaśnić. Wiem, że Jessenia powiedziała Ci wiele rzeczy, ale to nie jest prawda. Jak mogłabym Cię znienawidzić, skoro ja Cię kocham? Dlaczego jej uwierzyłeś?
- Na lotnisku jakoś nie odczułem takiego uczucia od Ciebie – rzucił – Przestań kłamać.
- Nie kłamię. I wcale z nikim nie jestem i nie mam zamiaru nikogo szukać – dlaczego on już mi nie ufa? Złość wzrasta we mnie coraz bardziej. Co ja takiego zrobiłam? - To o Tobie mówiłam przez telefon idioto!
- Tak, wiem, że jestem idiotą, ale nie musisz mi o tym przypominać! – krzyknął – Zepsułem wszystko i dlatego wierzyłem, że nie chcesz mnie znać. Ale nadal jestem w Tobie zakochany i nie mogę sobie wybaczyć, tego, co Ci zrobiłem.
- Nie mów tak, proszę.
- Dlaczego? Dlaczego mam tak nie mówić, skoro to prawda? Cholernie Cię kocham i nie umiem bez Ciebie żyć, ale nie mogę Cię dalej ranić.
- Ale ja Cię potrzebuje – załkałam.
- Chcę tylko żebyś mi wybaczyła – powiedział i opadł przede mną na kolana, a z jego oczu tryskały łzy, niczym z wodospadu – Błagam wybacz mi – mówił trzymając mnie za dłone.
- Już dawno Ci wybaczyłam – odpowiedziałam – Proszę wstań, nie musisz.. -
- Muszę.
- Leon! – huknęłam i uklęknęłam przed nim – Dlaczego chcesz to jeszcze bardziej utrudniać!?
- Viol – nie zdołał dokończyć, bo przygniotłam jego wargi swoimi. Brałam łapczywie uczucie, które rozchodziło się we mnie. Otuliłam rękoma jego szyję, a palce wsunęłam we włosy.
- Przepra… - nie zdołał dokończyć, bo przyłożyłam palec do jego ust.
- Csii…
- Już nigdy mnie nie zostawiaj – szepnął i przytulił mnie do siebie – Jesteś moim skarbem.
- Nigdy, obiecuję – odparłam i ucałowałam jego skroń. Tak bardzo mi go brakowało. I widzę, że nie tylko ja odczuwałam to rozstanie… Zaraz, czemu nadal jesteśmy na ziemi? – Moglibyśmy wreszcie wstać? – zaśmiałam się. Nareszcie po kilku miesiącach mogłam usłyszeć jego śmiech. Pomógł mi wstać trzymając mnie za rękę. Od razu moją uwagę zwróciły liczne rany na dłoniach.
- Co ty sobie zrobiłeś? – pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Chciałem poczuć ból, który Ty czułaś przeze mnie – spuścił głowę i znów posmutniał. A już udało mi się go rozbawić, szlag.
- Oh, Leon – westchnęłam – A teraz ty mi coś obiecasz. Już nigdy się nie okaleczysz, rozumiesz?
- Tak – odparł cicho po chwili.
- Od dziś już wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna – wtuliłam się w jego tors, dzięki czemu mogłam słyszeć bicie jego serca. Teraz już wiem, że to serce bije tylko dla mnie.


~*~


Zaskoczeni? :)
Nareszcie wydobyłam coś z siebie po dłuuugiej przerwie. Wypoczęłam przez dwa miesiące i jestem chyba gotowa na nową szkołę.

Nagłe natchnienie zawdzięczam koncertom, które odbyły się w Polsce. Dzięki tym wszystkim zdjęciom, postom, płaczącym fankom na widok Jorge i Tini, coś mnie trafiło i nie potrafiłam o nich zapomnieć. Do tego oglądałam dużo filmików z Leonettą, czytałam blogi i zapragnęłam o nich pisać. Bo łączy ich coś szczególnego, prawda?

Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział. Wkraczam na nowy etap mojego życia i chcę na razie poświęcić czas nauce. Dlatego proszę Was o zrozumienie. Postaram się raz na dwa tygodnie coś na pisać, chociażby krótkiego. Nie chcę opuszczać tego bloga, jestem z nim za bardzo związana.
Informejszyn1: Na pewno kolejnym postem będzie druga część starego OS.
Informejszyn2: Nie zajmuję teraz miejsca pod rozdziałem. Zobaczę, kto wróci :D

Do nastęnego!
~Aleks ;*


niedziela, 5 lipca 2015

Przeprosiny i brak rozdziału

Witajcie kochani.

Już na wstępie przepraszam Was bardzo, za to że pojutrze mija już miesiąc odkąd nie było rozdziału. I jak na razie nie będzie, bo wyjeżdżam na dwa tygodnie. Postaram się nabazgrać w zeszycie coś, co nazywałoby się potem rozdziałem. Nie mam bladego pojęcia, czy będzie tam wi-fi, które umożliwiłoby mi dodanie czegoś na bloga.

Dlaczego nie było rozdziałów?
Wystawianie ocen, poprawianie. Dużo, dużo prób przed zakończeniem roku. Stres przed przyjęciem do nowej szkoły, rodzinne problemy... Niby takie drobne rzeczy, ale przez nie traci się najwięcej czasu, energii i siły.

Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Mam nadzieję, że zaczekacie i rozumiecie, że po tylu zmaganiach należy mi się odpoczynek.

Kocham Was.
Do zobaczenia,
Aleks :*

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 18 - Powinnam z Ciebie zrezygnować




                - O, dobrze, że jesteś. Znalazłam dobrego lekarza i możemy polecieć na Florydę… - zamarła na mój widok – Coś się stało Violu?
- Wszystko w porządku, Priscilla – odpowiedziałam i ruszyłam po schodach na górę.
Mam dosyć tego, że wszyscy chcą mi pomóc. Dam sobie radę sama, jestem już dorosła!
Nie, ty sobie nie dasz rady Violetta! Nie wyobrażaj sobie niemożliwych rzeczy. Polecisz do Stanów na operację i zamieszkasz tam na stałe. Nie zobaczysz już nigdy Leona i umrzesz tam w spokoju.
- Vils, mama mi powiedziała, że nie jest z Tobą najlepiej – w moim pokoju pojawiła się Ludmiła – Mi możesz powiedzieć wszystko – złapała moją rękę i próbowała utrzymać ze mną kontakt wzrokowy.
- Leon chce ze mną być – widziałam uśmiech na jej twarzy – Ale ja powiedziałam, że ma o mnie zapomnieć – dodałam trzęsącym się głosem.
- Castillo, coś ty narobiła!?
Westchnęłam.
- Myślisz, że powinnam poddać się temu zabiegowi?
- Jeżeli chcesz być żoną Leona i mieć z nim dzieci to tak – zaśmiała się.
- Ha ha ha – powiedziałam głosem pełnym entuzjazmu (wyczujcie ten sarkazm).
- Taka jest prawda kochana – puściła mi oczko i opuściła pokój.

                Lotnisko. Wokoło mnie biegali ludzie ze swoimi bagażami. Pędzili, aby zdążyć na samolot lub spotkać się jak najszybciej ze swoimi bliskimi. Ja już niestety nie miałam takich osób, do których mogłabym wrócić. Dlatego chciałam oddalić się od wspomnień i zapomnieć, choć wiedziałam, że to będzie trudne.
Przymknęłam oczy i wtuliłam się w drobne ciało mojej przyjaciółki. Ucałowałam jej gorący policzek i po chwili machałam na pożegnanie. Ustaliłyśmy wspólnie, że Ludmiła zostanie w Buenos Aires, aby móc skończyć naukę w Studio. Chciałabym, żeby zaliczyła semestr i mogła cieszyć się muzyką z innymi. A co do Priscilli jest na prawdę kochana. Tak się cieszę, że angażuje się w to wszystko i chce mi pomóc. Robi to, co powinien robić mój ojciec, ale nie jest najwidoczniej zainteresowany moją osobą. 
- Pasażerowie lotu 103 Buenos Aires - Jacksonville proszeni o skierowanie się do wejścia numer 7.
- To my. Chodź Violu - uśmiechnięta kobieta wzięła mnie za rękę i prowadziła za sobą do wyznaczonego miejsca.
- Violetta! - usłyszałam. Dosłownie mnie sparaliżowało - Nie zostawiaj mnie, proszę.
Obróciłam się za siebie i zobaczyłam Leona. Potrząsnęłam głową. 
- Ja muszę.
- Wcale nie musisz. Boisz się tego, co może Ci się przydarzyć? Boisz się uczucia między na.. -
- Leon, ja jestem chora! 
- Co?

                   Chmury za oknami. Nuda. Totalna cisza w samolocie. Nuda. Zero zasięgu. Nuda. Nawet przekąski mi nie smakują. Nuda. A no i panuje tu niesamowita nuda.
Zostawiłam go tam. Nie mogę uwierzyć, jak bardzo go zraniłam. Dlaczego taka jestem? Sama nie umiem odpowiedzieć. To wszystko jest takie trudne.               
Zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu... nie wiem czego. Wyjęłam złożoną na pół kartkę. Ahh... To tekst, który pisałam wracając z wakacji. Postanowiłam coś dopisać, więc sięgnęłam po długopis.
"Zachowaj swoje rady, bo nie posłucham,
Możesz mieć rację, ale nie obchodzi mnie to
Jest milion powodów, dla których powinnam z ciebie zrezygnować
Ale serce chce, czego chce" *



* fragment piosenki Seleny Gomez "The heart wants what it wants"
Hej!
Jest rozdział...którki i do tego po dwóch tygodniach :/
Tia...
Nie jestem jakoś super dumna, no ale niech będzie.
Jestem strasznie zajęta, mało czasu.. Chyba ktoś mnie rozumie, prawda? :(

Nie wiem kiedy next, ale miejmy nadzieję, że niedługo.
Buziaki <3

Aleks









Szablon by Katrina