piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 12 - Wyluzuj Castillo







                 - Nie rozumiem – skwitowała Ludmiła i zaczęła przyglądać się swoim czerwonym paznokciom. Kobieto, lepiej patrz jak idziesz albo mnie posłuchaj.
- To jest proste i logiczne – burknęłam zmęczona naszą rozmową.
- Sprawa z Mack jak na razie mnie nie obchodzi, darling. Chcę wiedzieć, co z Tobą i Verdasem.
- Jak to co? – zastanowiłam się przez chwilę i rzuciłam zwykłe „Nic”.
- Czasem trzeba skłamać. Ale sobie zawsze musisz mówić prawdę. Pamiętasz?
- Tak, pamiętam… Louise Fitzhugh.
- Vils, nie miej do siebie żalu, kiedy popełniasz błąd, bo wydarzył się w przeszłości i nie możesz już się cofnąć i go nie popełnić. Wiem, jak Ci zależy na Leonie i to, że mu nie wybaczyłaś tej dziwnej sytuacji z Francescą i Cassie wcale nie oznacza, że go nie kochasz i nie chcesz już z nim być.
                Nie odezwałam się ani słowem dopóki nie weszłyśmy do Studia i nie zobaczyłam włoszki. Nie zdążyła minąć nawet sekunda, a ona od razu pojawiła się przy moim boku. Położyła rękę na moim ramieniu i otworzyła lekko usta nie wiedząc od czego zacząć.
Widocznie Leon jej wszystko powiedział… ze względu na mnie?
- Fran, nie chcę słuchać Twoich wyjaśnień – zaczęłam – Wiem, że nic o tym nie wiedziałaś i zostałaś oszukana, ale mogłaś mi chociaż powiedzieć, że podoba Ci się Leon. Myślałam, że jesteś zakochana w Diego i to, co do niego czujesz jest prawdziwe.
- Bo jest – powiedziała gestykulując rękoma – To z Leonem… Jakoś tak wyszło. Nie chciałam. Ja… -
Przytuliłam ją do siebie, przez co przerwała swoją wypowiedzieć.
- Mam chyba za dobre serce – powiedziałam ledwie słyszalnie.
Przekraczając próg zauważyłam Leona, który szedł w moim kierunku. Przyśpieszyłam tempa, aby uniknąć spotkania z nim. Nie mam odwagi.
Zajęłam miejsce obok blondynki i rozejrzałam się po sali. Większość uczniów miała zdenerwowanie wymalowane na twarzy. Tylko Ludmiła jak zwykle siedziała wyluzowana na krześle i nuciła sobie piosenkę pod nosem. O co tu chodzi? Są tacy spięci, jakby zaraz mięli się dowiedzieć czy zdali maturę.
                Odwróciłam głowę w stronę okna i usłyszałam tylko jeden wielki grzmot, który oznaczał burzę. Krople deszczu zaczęły odbijać się od szyby i parapetu. Niebo nagle pociemniało, a w oddali słychać było coraz głośniejsze huki. Nie minęła nawet sekunda, a w pomieszczeniu zapanowała ciemność. Złapałam Ferro za rękę, przez co spojrzała się na mnie z pobłażliwością.
- No już nie patrz się tak na mnie, sorry – rzuciłam i założyłam nogę na nogę.
Tak, boję się burzy. Tak, boję się ciemności. Tak, boję się wielu rzeczy, dlatego potrzebny jest mi Leon chłopak, który by mnie przed nimi chronił.
                - A więc… na dziś mieliście przygotować piosenki, które nadadzą się do przedstawienia – zaczął Pablo przeglądając kartki w jego notesie – Zapraszam na scenę Violettę – skierował swój wzrok na mnie. Szlag. Jak mogłam o tym zapomnieć?
- Tak jakoś wyszło, że… jeszcze nie dokończyłam tej piosenki – odparłam pocierając moimi nogami o krzesełko. Poprawiłam spódniczkę i wygodniej usadowiłam się na przedmiocie.
- Oh, Castillo – rzekł – Stawiam Ci dzisiaj minusa, ale żeby to mi było ostatni raz - dodał zapisując coś na kawałku kartki.
- Oczywiście – zerknęłam na Ludmiłę, która uśmiechała się do siebie pod nosem. Zauważyła, że wpatruję się w nią, więc uniosła brew.
- Dzięki, że mi przypomniałaś – odsunęłam jej blond loki i szepnęłam na ucho.
- Dlaczego masz do mnie pretensje? Trzeba było się nie zgłaszać, Sherlocku.
To ja się sama zgłosiłam? Kiedy to było?

                Wyszłam przed budynek Studia. Pożyczyłam od Camili bluzę, ponieważ uznała, że mi bardziej się przyda ze względu na to, iż pada deszcz, a ona ma parasolkę. Zarzuciłam kaptur na głowę i naciągnęłam rękawy na swoje dłonie. Od razu zauważyłam Madison, która wyciągnęła z torebki paczkę Malboro.
- Kasey, nie wiesz, że podczas burzy nie stoi się pod drzewami? – rzuciłam podchodząc do niej. Ta tylko wzruszyła ramionami i wyciągnęła w moją stronę papierosa.
- Nie dzięki – wywróciłam oczami – Spadaj mi z tym. Możesz sobie popalać pod swoimi domem, ale nie tutaj.
- Wyluzuj Castillo – burknęła i z jej ust wydobył się dym, który osiadł na mojej twarzy. Szarpnęłam jej ręką, przez co upuściła przedmiot, od którego jest tak bardzo uzależniona. Wdeptałam go w ziemię i rzuciłam jej wredne spojrzenie.
- Czego chcesz?
- Hayden będzie tu za dwa dni – rzuciła i wydęła usta.
- I co ja mam z tym wspólnego?
- You loved she.
- Daruj sobie z tym perfekcyjnym angielskim – warknęłam zniesmaczona rozmową i odeszłam. Nie będę dla idiotki stała i mokła. Niech sobie sama radzi. To jest jej przyjaciółka. Ale Twoja dawna – powiedział mój umysł. No pewnie, po co mi jeden problem? Niech będzie ich więcej!

                - Violetta! – usłyszałam, gdy przebiegałam przez park – Poczekaj, musimy pogadać.
Odwróciłam się w jego stronę i założyłam ręce na piersiach.
- Nie widzisz jaką mamy pogodę? – powiedziałam zdenerwowana – Grad mi wali po głowie, Ludmiła robi sobie ze mnie jaja, nie napisałam piosenki do przedstawienia, pojawiła się ta popieprzona Mack ze swoim nałogiem tytoniowym i jeszcze dołączy do niej jedna wariatka. Co jeszcze się pytam!? – kwituję i zaczynam sobie uświadamiać, że właśnie wygadałam się przed Verdasem, który ma ze mnie niezłą polewkę.
- Nie wiem, co jest w tym śmiesznego – rzuciłam i odwróciłam się na pięcie.
- Violu… - poczułam ciągnięcie za rękę – Ej, no nie obrażaj się… Castillo, błagam.
- Jak po nazwisku to – zaczęłam.
- Dobra, dobra nie kończ – uniósł ręce w geście obronnym. Popchnęłam go lekko, żeby zamoczył swoje buty w kałuży. Ale…
Zaraz, zaraz. Czy ja właśnie dobrze się bawię z Leonem, któremu nawet nie wybaczyłam. Zachowuję się jak jego wspaniała przyjaciółka, którą jestem i zapominam o tym co się stało. Co ten człowiek ze mną robi?
- Tak się chcesz bawić? – posłał mi swój zabójczy uśmiech przez, co moje nogi się pode mną ugięły. Złapał moją dłoń i pociągną do siebie przez, co ja też zamoczyłam swoje trampki w wodzie.
- Dobra, chodźmy pogadać do mnie do domu, bo nie mam zamiaru się przeziębić – powiedziałam – Jak będziesz miał ochotę to możemy wejść do wanny z gorącą wodą i tam się pochlapać, ale nie teraz. Please, no now.
Violetta o czym ty gadasz!? Przecież wcale nie masz ochoty brać z nim kąpieli.
A właśnie, że mam!

Usłyszałam tylko cichy śmiech.

                Osuszyłam swoje włosy ręcznikiem i związałam je w niezdarnego koka. Leon usiadł na moim łóżku i bacznie przyglądał się fotografiom oprawionym w ramki, które stały na biurku. Jego szmaragdowe oczy świeciły iskierkami za każdym razem, gdy trafiał na nasze wspólne zdjęcia. Niestety musiałam przerwać jego czynność i wreszcie powiedzieć, to co myślę.
- Dobrze zrobiłeś – szepnęłam – Francesca miała prawo znać prawdę.
- Zrobiłem to tylko dlatego, żeby Cię odzyskać – powiedział, a moje kąciki uniosły się w górę. Odgarnęłam niesforny kosmyk z mojej twarzy i włożyłam go za ucho. Zadrżałam i ponownie w ciągu kilku dni poczułam ucisk w okolicach serca, który zignorowałam. Usiadłam obok Leona i złapałam go za rękę.
- Kocham Cię, ale na ten moment mogę Ci zaoferować tylko przyjaźń.


 ***
Witajcie.
Od razu chciałabym bardzo przeprosić za moją długą nieobecność.
Niestety nie mogę Wam powiedzieć z jakiego powodu nie pisałam, są to moje prywatne sprawy. Wiem, że wiele osób zajmowało mi miejsce pod swoimi rozdziałami, a ja nie pisałam komentarzy. Przepraszam, na prawdę czuję się winna. Na ten moment nie zajmujcie mi miejsc, nie będę miała tak dużo czasu jak dawniej. Mam nadzieję, że nie straciłam za dużo czytelników przez ten miesiąc.
Nie oczekuję dużej ilości komentarzy, po tym co się stało. Po prostu bądźcie.

P.S
Kto z Was był na Violetta Live? <3
Emocje niesamowite, prawda? *o*
Chyba pojadę jeszcze raz na koncert do Warszawy :))

"Ich energia jest imponująca. Mam nadzieję, że oni wiedzą, że bardzo ich kochamy. A jeśli nie - to koniecznie im to przekażcie" - mówi Jorge.
"Podczas ostatniej piosenki na koncercie w Łodzi zobaczyliśmy biało czerwoną-flagę, którą ułożyli z kartek nasi widzowie. To nas wzruszyło" - mówi grający Maxiego Argentyńczyk Facundo Gambandé. Rozmawialiśmy o tym potem za kulisami. To było niesamowite, to był był jeden z najlepszych koncertów, jakie w życiu zagraliśmy" - zapewnia Gambandé.

Aaa! <3

~ Aleks

poniedziałek, 9 marca 2015

One Shot cz.1 - Beg for it


I know you like the way I turn it on
I’m out here with my friends
I’mma make you beg, I’mma make you beg for it
I do this right, you’re going home alone
 





 

- Idziesz na imprezę do Kahna? – zapytała Carolyn, podjeżdżając pod dom.
Violetta przeczesała grzebieniem wilgotne włosy.
- Nie wiem. A ty?
Dziś na treningu nie zamieniła z Verdasem nawet słowa, więc nie była pewna, czy się wybierają. Chociaż byli tylko przyjaciółmi zawsze wybierali się na imprezy razem.
- Nie mam pojęcia. Może pójdziemy z Topherem do Applebee.
Wysiadły z volvo i podeszły kamienną ścieżką do domu. Był wielki i efektowny jak większość domów w Vancouver. Matka przywitała swoje córki w drzwiach. W ręku trzymała słuchawkę telefonu.
- Violu, musimy pomówić.
Nastolatka spojrzała na siostrę, która spuściła wzrok i pobiegła na górę rzucając po drodze plecak Vansa na komodę w korytarzu.
- Coś się stało?
Mama przesunęła dłońmi po szarych spodniach z zaszewkami.
- Rozmawiałam z Twoją trenerką. Twierdzi, że bujasz w obłokach i nie byłaś na treningu w środę.
Violetta przełknęła ślinę.
- Pomagałam koleżankom w hiszpańskim.
- To samo powiedziała mi Carolyn, więc zadzwoniłam do pani Hernandez.
Brunetka wbiła wzrok w swoje Conversy. Pani Hernandez uczyła hiszpańskiego w liceum i koordynowała samopomoc uczniowską.
- Nie kłam, Violetto – uniosła brwi – Gdzie byłaś?
Castillo weszła do kuchni i ciężko usiadła na krześle. Jej matka była bardzo racjonalną osobą. Mogła z nią o tym porozmawiać.
Obracała w palcach kolczyk w górnej części ucha. Wiele lat wcześniej, gdy mieszkała jeszcze w Buenos Aires, Francesca poprosiła ją, żeby poszła z nią do salonu piercingu, kiedy przebijała sobie pępek. Obie przebiły sobie wtedy ucho takimi samymi srebrnymi kolczykami. Violetta nadal go nosiła.
- Mamo – powiedziała wreszcie – poszłam na spacer z nowym chłopakiem, Leonem Jest naprawdę fajny. Zaprzyjaźniliśmy się.
Kobieta spojrzała na nią zdezorientowana.
- A czemu nie umówiliście się po treningu albo w niedzielę?
- O co tyle hałasu? – zapytała – Opuściłam tylko jeden trening. Odrobię go w weekend, obiecuję.
- Violu… nie rozumiem. Kiedy zdecydowałaś się trenować pływanie w tym roku, przyjęłaś na siebie pewną odpowiedzialność. Nie możesz się umawiać ze znajomymi w czasie treningu.
- Zdecydowałam się?
- Co się z Tobą dzieje? Mówisz dziwnym tonem – rodzicielka pokręciła głową – Nigdy nie kłamałaś.
- Mamo…
Violetta urwała. Zmęczyła ją ta rozmowa. Chciała przyznać, że owszem, skłamała, i to bardzo. Choć nadal była tamtą grzeczną dziewczyną z siódmej klasy, to zdarzało jej się przy Verdasie robić rzeczy, o których jej matka nie chciałaby wiedzieć.
Zaraz po wyjeździe z Argentyny wbiła sobie do głowy, że nigdy nie zaprzyjaźni się z innymi dziewczynami i nie pozna chłopaka jej marzeń dopóki nie wróci do miasta, gdy osiągnie pełnoletniość. Niestety tak się nie stało i zauroczyła się w właścicielu szmaragdowych oczu. Przez jedną osobę w ciągu miesiąca tak bardzo się zmieniła.
- Chce tylko zrozumieć, co się z Tobą dzieje.
Castillo położyła ręce na obrusie i zaczęła rozmyślać. Odgarnęła włosy z twarzy. Wzięła głęboki oddech.
- Nie chcę już pływać.
Pani Castillo otworzyła usta. Potem odwróciła się i wbiła wzrok w magnesy przyczepione do drzwi lodówki. Milczała, lecz jej ramiona drżały. Wreszcie odwróciła się z powrotem.
- Zadzwonię do ojca. Może on przemówi Ci do rozumu.
- Już podjęłam decyzję – nastolatka zdała sobie sprawę, że to powiedziała.
- Nie! Nie wiesz, co dla Ciebie najlepsze.
Violetta poczuła, jak do oczu napływają jej łzy. Była przerażona i smutna, że mama się na nią złości. Ale gdy podjęła już decyzję, poczuła się tak, jakby w środku upalnego lata pozwolono jej zdjąć puchową kurtkę.
- To przez tego kolegę? – westchnęła – To z nim uciekłaś z treningu, prawda? Co robiliście?
- Pojechaliśmy… na szlak. Rozmawialiśmy.
- Ten chłopak wydaje się podejrzany. Masz się z nim nie zadawać. Inaczej będę musiała porozmawiać z jego rodzicami.

-Dzięki, że przekonałaś rodziców – powiedziała Violetta do Carolyn wsiadając do samochodu.
- Nie ma sprawy, młoda – odparła.
Na cały regulator puściła Fall Out Boya. W rytm muzyki postukiwała palcami na kierownicy.
Po kilkunastu minutach przejechały przez otwartą bramę do posiadłości Kahnów. Dom był oddalony od szosy, więc droga dojazdowa ciągnęła się przez kilometr.
Kilka nienagannie umalowanych dziewczyn wyciągnęło papierosy z pikowanych torebek na łańcuszku i zapaliło. Violetta spojrzała na swoje nowe czarne koturny i przekręciła lekko nogę, aby sprawdzić, czy dobrze się prezentują. Poprawiła swojego kucyka i wysiadła z pojazdu.
- Widzimy się za cztery godziny – rzuciła do siostry i ruszyła w stronę koleżanek z Akadamika.
Usiadła obok Felicity. Wzięła do ręki szklankę z wódką i sokiem cytrynowym. Upiła mały łyk. Zdziwiła się, że obok niej nie siedzi jeszcze Leon. Nie widziała go, od ostatniego treningu.
Nagle poczuła dłonie, które zasłoniły jej widok. Poczuła ciepły oddech na swojej szyji.
- Kim jestem?
- Najseksowniejszym chłopakiem na ziemi – wypaliła zanim zdążyła się ugryźć w język.
- Schlebiasz mi – szepnął jej do ucha i delikatnie ucałował jego płatek.
- Myślałam, że nie przyjdziesz – wstała i odwróciła się w jego stronę – Miałeś chyba problemy przez moją matkę – spuściła głowę i zaczęła szorować obcasem w ziemię.
- Ej – złapał dziewczynę za rękę – To nie Twoja wina.
- Mogłam się nie odzywać… - zaczęła, ale usłyszała krzyk swojej siostry. Przekręciła głowę i ujrzała Carolyn w samej bieliźne.
- Cal – powiedział łagodnie jej chłopak, próbując zasłonić jej nogi sukienką.
- Nie kochasz mnie – stwierdziła odsuwając się od niego – Nie podobam Ci się.
- Jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn jakie znam. Tylko czemu Ty o tym nie wiesz?
- O czym mówisz?
Chłopak podrapał się nerwowo po karku.
- Myślę, że mogłabyś się bardziej szanować…
Carolyn zalała się łzami i popędziła przed dom Kahnów, gdzie stało zielone volvo. Po chwili można było usłyszeć tylko pisk opon.
- No nie – skwitowała z zażenowaniem Violetta – Zostawiła mnie tu na pastwę losu.
- Spokojnie, odwiozę Cię – powiedział uśmiechnięty chłopak.
- Przecież piłeś.
- Ale nie powiedziałem, że dzisiaj – odparł uwodzicielskim głosem.
Wzruszyła ramionami.
Wzięła ze stołu butelkę wódki i wypiła wielki haust. Odstawiła przedmiot, ale po kilku sekundach postanowiła go zatrzymać.
- Wszyscy do basenu! – krzyknął Noel, wyrywając dziewczynę z zamyślenia.
Verdas ściągnął T-shirt i popędził za innymi w stronę wielkiego zbiornika. Reszta umięśnionych chłopców także zdjęła koszulki, ale nastolatka nie przejmowała się tym. Swój wzrok skupiła na swoim ukochanym.
- Ale ciacha – zamruczała Felicity, która stała obok niej i mieszała tequilę z fantą.
- Mhm – mruknęła Castillo i uśmiechnęła się do siebie.



***
Możecie mnie zabić:)
Zamiast rozdziału przychodzę z one shot'em, na którego natchnęło mnie dopiero w ten weekend ;-;
Wcześniej 0 weny i mało czasu... Musiałam przeczytać 300-stronową książkę na język polski w szkole. Przypomniałam sobie o niej półtora tygodnia przed zapowiedzianą kartkówką :/
No... nie powiem było trudno. Jak zwykle użyję tego słowa:
Przepraszam.
Mam nadzieję, że chociażby zadowolę Was tą krótkawą częścią historii, (niektóre fragmenty z książki PLL) która powstała w mojej głowie przez przypadek.
Dziękuję nowym obserwatorom i czytelnikom za komentarze i dużo odsłon pod każdym postem.

Całuję!
~Aleks :*

środa, 25 lutego 2015

Rozdział 11 - Nie patrzyłam na ekran

Dedikejszyn dla wszystkich obserwatorów <3
~*~




Madison Ava Cyanne Kasey – w skrócie Mack. Absolwentka Uniwersytetu w Pensylwanii. Zawsze chciałam tam uczęszczać, ale mój ojciec nigdy nie chciał się na to zgodzić. Rodzice Kasey mięli pieniędzy jak lodu, więc mogli posłać ją do tak prestiżowej szkoły dodatkowo za granicę. Mój ojciec także zawsze miał pełną kieszeń, ale był strasznie stanowczy i uporczywy.
                Teraz już dałam sobie spokój z tą szkołą. Widocznie moje życie ma toczyć się w Buenos Aires. Jak na razie chcę ukończyć naukę w Studio. Może zacznę pracować… Ale kto przyjmie mnie - zwykłą dziewiętnastoletnią dziewczynę z wykształceniem muzycznym do wielkiej korporacji, czy chociażby małej firmy? NIKT.
               Przyjrzałam się mojemu wrogowi numer jeden, który odebrał mi wszystkie nadzieje i marzenia. Który chciał mnie zniszczyć, choć miał dopiero zaledwie czternaście lat. Nienawiść i podłość to pierwsze słowa, jakie przychodzą mi do głowy, gdy na nią patrzę. Czuję, że w gardle powstaje mi wielki opór. Ledwo, co przełykam ślinę. Staram się zachować spokój i nie rzucić się na Madison.
                - My się już znamy – burknęłam i zajęłam miejsce obok Jesseni.
- Oh, a skąd? – zaciekawiła się, a ja posłałam jej znaczące spojrzenie, aby nie kontynuowała tematu.
- To nie jest ważne – rzuciłam szybo i posłałam sarkastyczny uśmiech blondynce – Jess, chcia – zaczęłam, ale zdołano mi przerwać -
- Castillo, a może jednak opowiemy naszej drogiej koleżance historie z naszego dzieciństwa? – pogładziła moje ramię, na co w odruchowo odsunęłam się w bok – Przecież tak dużo razem przeżyłyśmy.

- Wątpię, żeby to kogoś obchodziło – skwitowałam – Lebrón, zadzwoń później. Nie spodziewałam się tego po Tobie – powiedziałam oschle i opuściłam lokal trzaskając drzwiami.
Prosiłam Jess o rozmowę. Prośba do przyjaciółki o rozmowę oznacza całkowitą szczerość = zero kłamstw i przede wszystkim konwersacja w cztery oczy. Potrzeba wysłuchania i tym podobne. Niestety musiała gdzieś sobie poznać pannę Kasey i przypałętać ją do kawiarni. Genialnie!
                Znowu ten ból w klatce piersiowej. Wypuściłam nerwowo powietrze z ust. Przykryłam się kocem o kolorze jaśminu. Pachniał Ferro. Wtuliłam się w niego i wciągnęłam kwiatowy zapach perfum, których używa Ludmiła. Niestety nie mogłam długo poleżeć w spokoju, ponieważ usłyszałam piosenkę Beyonce. Wzięłam do ręki mojego iPhone’a i nie patrząc kto dzwoni odebrałam.
- Słucham? – zapytałam zastanawiając się kim jest osoba po drugiej stronie.
- Nie sądziłem, że odbierzesz – usłyszałam i zamarłam.
- Nie wiedziałam, że to ty – rzekłam po chwili – Nie patrzyłam na ekran – wyjaśniłam.
- Ludmiła Ci wszystko powiedziała – odparł – Przepraszam, że to nie byłem ja. Przepraszam, że w ogóle to zrobiłem. Przepraszam, że wyszedłem ze szpitala, przepraszam! Tak bardzo teraz żałuję tego wszystkiego.
- Najpierw Cassie, teraz Francessca – szepnęłam zrezygnowana – Leon, ja już nie potrafię myśleć lojalnie. Zdecyduj się, co chcesz osiągnąć swoimi czynami. Musisz wiedzieć czy chcesz mnie odzyskać, czy chcesz być z Cass… Powiedz szczerze czy coś do mnie jeszcze czujesz?
- Violetto -
*pip* *pip* *pip*
Bateria rozładowana! Ugh!
                Chłodne kropelki wody spływające po moim ciele to jedyne, co teraz potrzebowałam - prysznic. Muszę się trochę otrząsnąć po rozmowie z Verdasem. Właśnie miał wyznać mi miłość! Lub… coś innego, ale na pewno było to ważne. Do tej pory nie oddzwonił. Minęło pół godziny i nawet nie raczył wybrać mojego numeru. Ale za to dostałam sms’a:

Od: 435 761 976
BAD :’)
             M.a.c.k

Cała wiadomość to „BAD”. Co to ma znaczyć? Że mam niby kupić starą płytę Michaela Jacksona?*
Jeszcze tej jędzy mi brakowało...

***
* cytat z serialu Pretty Little Liars, sezon 1, odcinek 17
Hello :/
Znowu przychodzę późno z rozdziałem. I jeszcze z jakim krótkim! No niestety musicie mi wybaczyć misie:(
Drugi tydzień szkoły i już zapowiedziane dwa testy i zaliczenie ze śpiewu.
Myślałam, że coś uda mi się napisać w niedzielę, ale jak się okazało musiałam pojechać do rodziny na jakieś spotkanie. W sumie to mogłabym pisać na telefonie, ale padła mi bateria (tak jak naszej Vilu :D) nie wiedzieć czemu skoro ładowałam mojego Szajsunga przez całą noc ;-;
Dobrze, dobrze... już się nie rozpisuję.
Dziękuję moim stałym komentatorom i tym którzy z chęcią wpadają na bloga i czytają rozdziały.
Nie będę taka zła :>
11 komentarzy = next
                Love,
~ Aleks :*

środa, 18 lutego 2015

Rozdział 10 - Ból




                - Poczuj to, kochanie – wyszeptał Leon do mojego ucha i bardzo delikatnie przygryzł jego płatek zębami – Poczuj miłość – nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Moje ciało zastygło. Jego usta było coraz bliżej moich, czułam jego oddech na moim policzku…
-
Jesteś obawą, nie dbam o to. Bo nigdy nie byłem tak wysoko. Podążaj za mną w ciemności. Leżeliśmy na ogromnym łożu, na którym leżały porozrzucane czerwone płatki róż. W pewnym momencie poczułam ból między nogami i syknęłam…

                Obudziłam się z przerażeniem. Musiałeś mi się przyśnić akurat teraz – powiedziałam z wyrzutami w myślach. Nie zważając na godzinę w natychmiastowym tempie wybrałam numer do mojej przyjaciółki.
- Słucham? – usłyszałam zaspany głos blondynki – Coś się stało Vils?
- Przyjedź, proszę – szepnęłam przestraszona i rozłączyłam się.
Odłożyłem telefon na szafkę nocną i zapaliłam małą lampkę. Z korytarza dobiegały przeróżne odgłosy. Przeważnie krzyki lekarzy wołających swoje asystentki czy położne, próbujących ratować ludzi z wypadków lub nieuleczalnie chorych przypadków.
                 Ludmiła pojawiła się w drzwiach i posłała mi nerwowy uśmiech. Podeszła do łóżka i położyła na krześle swoją czarną torebkę. Przesunęła ją lekko, aby mogła usiąść.
- Śnił mi się – powiedziałam, a między nami nastała cisza. Wiedziałam, że Ferro rozumie o kogo mi chodzi. Już nawet mogła się domyśleć, co mogło mi się przyśnić. Czasami przydaje się, kiedy przyjaciółka zna Cię na wylot. Gdy nie wiesz, co powiedzieć, ona już wie i tylko czeka, aż poukładasz sobie słowa w głowie.
- Nie powiedziałam Ci prawdy – podrapała się po karku -
Związek Leona z Fran jest wymyślony. W firmie jego rodziców nie było za dobrze i postanowili zacząć współpracę z konkurencją. Kazali im chodzić, żeby polepszyć kontakty biznesowe. Musiał rozkochać w sobie Francescę… Ona też nie zna prawdy – zakończyła swój monolog i spojrzała na mnie smutnymi oczami.
- Przepraszam, że Cię tu ściągnęłam. Jedź do domu, ja muszę wszystko na spokojnie przemyśleć.
                Ból w okolicach klatki piersiowej – tylko to czułam od kilkunastu minut. Z trudem łapałam oddech. Nie mogłam dłużej czekać, więc wezwałam lekarza. Wykonał mi badania i wyszedł z pomieszczenia bez słowa. Już dłużej tu nie wytrzymam. Postanowiłam opuścić szpital na żądanie.   Gdy tylko otrzymałam wypis założyłam swoje ubrania i uczesałam skołtunione włosy. Nie miałam przy sobie żadnej szminki, pudru czy kredki do oczu. Musiałam pokazać się na ulicy bez makijażu. Wyszłam przed szpital i wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki stojącej na parkingu. Powiedziałam kierowcy, dokąd ma mnie zawieść i podałam mu dwadzieścia peso, nie zwracając uwagi na to, że nie znam jeszcze dokładnej kwoty za przewóz. Po krótkiej chwili znajdowałam się pod domem Ferro.
                - Jest Violetta?
Stałam za ścianą podsłuchując rozmowę Ludmiły i Leona. Prosiłam ją, żeby nie mówiła, że tu jestem. Chciałam jeszcze przedłużyć swoją samotność.
- Tak. Powinna być na górze – odpowiedziała na jego pytanie. Szlak.
Popędziłam do swojego pokoju i włożyłam granatowe Louboutiny. Sięgnęłam jeszcze po telefon z półki i zmierzałam do wyjścia. Minęłam się z nimi w przedpokoju. Z trudem uniknęłam jego wzroku.
- A ty gdzie się wybierasz? – usłyszałam surowy ton blondynki – Vils, nie możesz jeszcze wychodzić z domu. Wypisałaś się wcześniej, więc powinnaś jeszcze poleżeć – skwitowała.
- Po prostu na chwilę wychodzę – burknęłam schodząc po schodach.
- Dlaczego mnie unikasz – poczułam, że Verdas pociąga mnie za rękę, przez co straciłam chwilowo równowagę i… wylądowałam w jego ramionach.
Niestety musiałam szybko się otrząsnąć. Złapałam ręką poręcz i zbiegłam wręcz na dół. Wzięłam z wieszaka płaszcz i wybiegłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Wybrałam numer do Jess.
- Musimy się spotkać – rzuciłam.
- Jestem przy Primera Junta. Co powiesz na Starbucks?

- Okey, za dwadzieścia minut – powiedziałam – Zajmij stolik.
Mój ton zrobił się oschły. Niby powinnam być szczęśliwa, że Leon chce wyjaśnić całą tą sytuację i walczy chociażby o naszą przyjaźń. Ale jednak coś mi podpowiada, żebym trzymała na razie do niego dystans. Choć nie jestem pewna czy robię dobrze… Dlatego właśnie muszę pogadać z Jessenią.
Zauważyłam podjeżdżający autobus. Z trudem do niego podbiegłam i wsiadłam do środka. Zajęłam miejsce i patrzyłam w to, co działo się za szybą. To, co działo się poza mną.
                Weszłam do mojej ulubionej kawiarni. Zauważyłam dziewczynę przy stoliku na samym końcu lokalu. Zdjęłam z siebie płaszcz i zaczęłam podążać w jej kierunku. Po chwili jednak zauważyłam, że dosiada się do niej blond włosa dziewczyna.
- Hej Violu – uśmiechnęła się – Poznaj Mack – wskazała ręką na osobę siedzącą naprzeciwko niej. Skąd ona ją zna? Czy coś jeszcze zaskakującego szykuje dla mnie los?


***
Ja tak na szybko :D
Dżizas, ludzie jest 23 a ja dodaję dopiero jakże krótki rozdział :/
Bardzo przepraszam, ale zaczęła mi się szkoła no i oczywiście poleciały testy i dużooo prac domowych. Cisną nas, oj cisną :x
Nie mam pojęcia kiedy ukarze się kolejny rozdział.
Dziękuję, że ze mną jesteście.
Czekam na Wasze opinie :')
Kocham <3
~ Aleks :*
Szablon by Katrina