środa, 16 grudnia 2015
sobota, 24 października 2015
01 - Niezdara
Remember when we'd talk all night
But time ain't easy on us, how can love die?
- Selena Gomez "Camouflage"
But time ain't easy on us, how can love die?
- Selena Gomez "Camouflage"
- Cześć Diego - witam się z brunetem całusem w policzek - Podwiozłeś Francescę? - pytam kierując wzrok na samochód.
- Tak - odpowiada - Powiedziała, że chce być dziś trochę wcześniej - dodaje.
- Pewnie chciała przygotować stoliki - tłumaczę - Wczoraj miałyśmy duży ruch i bardzo mało czasu, więc nie wyrobiłyśmy się ze sprzątaniem.
- W porządku - uśmiecha się - Chociaż wolałbym mieć ją dla siebie jeszcze przez godzinę - rusza zabawnie brwiami.
- Ty tylko o jednym - chichoczę i szturcham go w ramię - Oddam Ci ją dzisiaj wcześniej. Obiecuję.
- Trzymam Cię za słowo - mówi i odchodzi w stronę pojazdu - Bardzo miło mi się z Tobą rozmawia Vilu, ale jak wiesz praca czeka - wymawia przedostanie słowo bardzo niechętnie - Do zobaczenia wieczorem.
Rzucam tylko ciche 'cześć' i obracam się na pięcie. Wchodzę do budynku. Od razu wyczuwam w powietrzu zapach kawy. Truskawkowe latte... Tak, tego mi trzeba. Z uśmiechem na ustach idę na zapleczę.
- Hej - mówię, gdy dostrzegam sylwetkę Włoszki - Mamy jakieś czyste koszulki? - zadaję pytanie i zaczynam grzebać w kartonie z ubraniami z logo kawiarni.
- Cześć V - odpowiada - Wydaję mi się, że tak. Dzisiaj wieczorem zamówię jeszcze kilka na zapas. No i fartuchy też by się przydały.
- Mhm - przyznaję jej rację - Dziękuję, że mi pomagasz.
- Od tego mnie masz - uśmiecha się szczerze i przytula swoimi chudymi rękoma. Wtulam się w jej grube, krucze włosy i wdycham zapach znakomitych perfum, których używa.
- Dosyć tych czułości - protestuje i odrywa mnie od siebie - Czas na pracę, Castillo! - salutuje.
- Ugh - klnę pod nosem, ale widząc jej spojrzenie szybko staję na baczność, na co ona reaguje głośnym śmiechem.
Zakładam kremowe getry i białą koszulkę z rękawem 3/4. W pasie przewiązuje brązowy fartuch, który sięga mi przed kolana. Włosy związuję w niechlujną kitkę i stwierdzam, że jestem już gotowa. Spod lady wyciągam notes z długopisem i podchodzę do pierwszych klientów.
- Violu, odpocznij sobie - mówi wycierając talerz - Pracujesz bez przerwy od pięciu godzin - kręci głową z dezaprobatą.
- Daj spokój - rzucam i naciągam jak najdalej rękawy, żeby nie zauważyła siniaków. Niestety robię to bardzo niestarannie i od razu przykuwam uwagę przyjaciółki.
- Znowu? - szepcze ze zrezygnowaniem - Pokaż mi to - rozkazuje, a ja wyciągam w jej stronę prawą rękę - Mówiłaś, że on już nie... -
- To nic takiego - przerywam - Uderzyłam się o biurko - wymyślam na szybko - Wiesz, że jestem totalną niezdarą - śmieję się sztucznie.
Niestety zostaję obdarowana pełnym politowania spojrzeniem. Wzdycham.
- A co miałam Ci powiedzieć, żebyś przestała się martwić? - spuszczam wzrok.
- Na pewno nie musiałaś kłamać - odpowiada z grymasem - Narażasz swoje życie, wiesz o tym? Ten człowiek już dawno powinien siedzieć za kratkami.
- Ale nie siedzi, dlatego nie mam wyjścia. Policja nie jest dobrym rozwiązaniem przy mojej sytuacji - podsumowuję.
Francesca już nic więcej nie mówi, tylko wraca do dalszej pracy. Rozglądam się po pomieszczeniu i stwierdzam, że czegoś tu brakuje. Muzyka - podpowiada mi głos w głowie. Nie czekając dłużej podchodzę do radia i włączam moją ulubioną stację. Podpinam jeszcze odpowiednie kabelki do siebie i już po chwili mogę usłyszeć słowa piosenki rozchodzące się po całej kawiarni. Inwestacja w małe głośniki, które umieściłam w różnych miejscach okazała się dobrym trafem.
- Can I be your plus one... - nucę cicho pod nosem.
Telefon od kilkunastu sekund nieustannie wibruje w mojej kieszeni. Poirytowana nie zwracam nawet uwagi, kto jest tak bardzo natrętny, tylko przeciągam palcem po ekranie i odbieram połączenie.
- Słucham?
- Chyba pierwszy raz słyszę od Ciebie tak porządne słowo - śmieje się chamsko głos po drugiej stronie.
- A, to ty - bąkam - Czego ode mnie chcesz? - syczę przez zęby. Wychodzę na zaplecze, aby klienci nie musięli wysłuchiwać jakże żałosnej rozmowy z moim ukochanym braciszkiem.
- Masz dzisiaj wrócić wcześniej i posprzątać ten syf.
- Jak mniemam do mnie nie należy ten obowiązek - mówię - A do tego nie ja zostawiłam po sobie bałagan, tylko Twoi popieprzeni znajomi.
- Ej, uważaj na słownictwo,młoda - jestem pewna, że mruży teraz oczy. Zawsze tak robi, gdy próbuje pokazać, jaki to on nie jest. Felipe to największa zagadka jaką w życiu poznałam. Nie da się go rozgryźć w żaden sposób. To tyran, kręciaż, debil i oszust w jednym. Na pewno ma jeszcze wiele złych cech, ale jest ich tak dużo, że nie byłabym w stanie ich wymienić.
A teraz pojawia się nurtujące mnie już od dłuższego czasu pytanie. Co się stało z jego dobrymi cechami?
- Ile razy mam Ci powtarzać, że jesteś dla mnie nikim i nie masz prawa mnie poprawiać na każdym kroku?
- Pożałujesz tego - rzuca na zakończenie i rozłącza się.
Rzucam telefon w kąt i opieram się o ścianę. Nie potrzebuję nawet sekundy, a już zsuwam się na podłogę. Opieram czoło na kolanach i wypuszczam nerwowo powietrze. Czuję, że spadam na dno. Głębokie dno, z którego nie da się wydostać. Gdyby tylko zjawił się ktoś, kto złapałby mnie za rękę i wyciągnął, postawił w końcu na nogi... To tylko beznadziejne marzenie, które i tak nigdy się nie spełni, bo takich ludzi jest niewiele. I dlaczego akurat miałby pomóc mi? Tej idiotce - Violetcie Castillo?
Dwudziesta piętnaście. Wszystkie stoliki są zajęte, słychać głośne rozmowy klientów. Niektórzy siedzą tu już od ponad dwóch godzin i chyba nie mają zamiaru wychodzić. Wzdycham ciężko i przyjmuję kolejne zamówienie. Idę do Francesci i kładę jej karteczkę przed nosem. Kiwa energicznie głową i odwraca się w stronę ekspresu do kawy. Obiecałam Diego, że jego dziewczyna wyjdzie dziś wcześniej, ale ona nie ma zamiaru się stąd ruszać. Francesca jest strasznie upartą osobą i trudno ją przekonać do czegoś innego, niż ona postanowiła.
- Coś jeszcze? - pyta.
- Do tego zamówienia nie, ale z tego, co pamiętam - mówię kierując wzrok na dwie kobiety - Te panie zamówiły ciasto cytrynowe.
- W porządku. Zaraz podam.
Biorę tackę z expresso i kieruję się w stronę ostatniego stolika. W pewnym momencie poślizguję się prawdopodobnie na błocie, które zostawili klienci wchodząc do kawiarni. Nieudolnie wpadam na pewnego mężczyznę, a zawartość filiżanki ląduje na jego lnianej koszuli. Już chcę wydać z siebie odgłos zażenowania, ale zamieram widząc kim jest osoba, na którą wpadłam. To nie możliwe. Przecież on mieszka w Arizonie.
~*~
Salut!
Nie mam pomysłu na notkę, więc będzie w miarę szybko i zwięźle.
Przed Wami pierwszy rozdział nowej historii. Nie wyszedł tak, jak chciałam. Miałam, co do niego w ogóle inne zamysły, no ale cóż... Mam nadzieję, że nie popełniłam totalnej gafy wstawiając go :D
Mam do Was gorącą prośbę. Proszę, aby osoby, które czytają pozostawiły po sobie ślad w postaci komentarza. Wystarczy mi tylko wasza opinia. Nie musicie się rozpisywać tak, jak robią to niektóre osoby (kocham was). Blog ma strasznie dużo wyświetleń (dziękuję bardzo) i chciałabym zobaczyć, kto jest stałym bywalcem, kto po prostu czyta, choć może nie komentuje ;)
Przed Wami pierwszy rozdział nowej historii. Nie wyszedł tak, jak chciałam. Miałam, co do niego w ogóle inne zamysły, no ale cóż... Mam nadzieję, że nie popełniłam totalnej gafy wstawiając go :D
Mam do Was gorącą prośbę. Proszę, aby osoby, które czytają pozostawiły po sobie ślad w postaci komentarza. Wystarczy mi tylko wasza opinia. Nie musicie się rozpisywać tak, jak robią to niektóre osoby (kocham was). Blog ma strasznie dużo wyświetleń (dziękuję bardzo) i chciałabym zobaczyć, kto jest stałym bywalcem, kto po prostu czyta, choć może nie komentuje ;)
Dziękuję tym, którzy są ze mną do dziś. Podtrzymują mnie na duchu i motywują do prowadzenia bloga.
To wszystko.
Całuję mocno <3
Aleks
środa, 14 października 2015
Bohaterowie
| Violetta Castillo |
| 21031991 |
| Felipe Castillo |
| 15021986 |
| León Verdas |
| 19121990 |
| Elena Verdas |
| 11081990 |
| Francesca Cauviglia |
| 13041991 |
| Federico Cauviglia |
| 10091988 |
| 10091988 |
| Diego Hernández |
| 13101989 |
niedziela, 27 września 2015
Prolog
Grudzień 2007
Ale w mrocznych czasach, kiedy zamkniemy oczy
To koszmar, to jest koszmar
Kiedy słońce nie świeci, tracimy nasze umysły
Ale przysięgam, możemy się tam dostać
Dwie przyjaciółki szły środkiem szkolnego korytarza. Niezależne, zawsze uśmiechnięte stawiały zdecydowane kroki. Gdy doszły już pod wyznaczoną salę, usłyszały muzykę wydobywającą się z torebki Argentynki.
- To pewnie mama - uśmiechnęła się serdecznie do Włoszki - Słucham? - tym razem swoją wypowiedź skierowała w stronę iPhone'a.
- Witam. Violetta Castillo?
- Tak, to ja - odpowiadzieła dosyć poważnie.
- Dzwonię ze szpitala Universitario Austral. Zostali do nas przywiezieni Twoi rodzice. Mieli poważny wypadek jak mniemam w drodze do pracy. Niestety nie udało nam się ich uratować...
Kwiecień 2009
Robiliśmy historię
Łamanie zasad
Kwestionując pisanie na ścianie
Pochodzących z podziemia
Śmiech jak upadasz
Moczenie w chwale tego wszystkiego
- Violu, proszę - błagał ciągnąc ją za rękę.
- Zostaw mnie - rzuciła przez zaciśnięte zęby - Jestem już pełnoletnia, mam prawo robić co chcę... Potrzebuję tego. Wiem, że oni mnie wysłuchają, choć ich nie widzę. Nie to, co ty - dodała z wyrzutem.
- Nie zrozumiesz tego Violetto - odparł wpatrując się w siostrę - Uważaj na siebie.
- Wal się.
Wrzesień 2011
Pewnego dnia możemy uciec
Zobacz to wszystko zanim zdjęcia blakną
Przekazaż to wszystkim naszym przyjaciołom
Możemy oddychać i ponownie
Skuleni na tylnym siedzeniu samochodu
- Zobacz jakie mamy nowe ciasteczko w klasie - zachichotała wskazując palcem na ucznia.
- Mmm - zamruczała przypatrując się Meksykaninowi - Piszą coś o nim? - spytała zerkając na ekran iPod'a przyjaciółki.
- Nazywa się León Verdas i - dalej dziewczyna już nie słuchała. Spoglądała nadal układkiem na nowego chłopaka. Studiowała jego ciało uważniej, niż jaką kolwiek książkę.
- Cauviglia, Castillo! - usłyszały krzyk nauczycielki - Violetto, zapraszam do odpowiedzi. Nauka powinna bardziej Cię interesować od uwodzenia wzrokiem Leóna.
- Podziękuję - bąknęła w stronę kobiety, a jej poliki przybrały czerwonej barwy. Klasa wybuchła śmiechem, niektórzy zaczęli coś do siebie szeptać. Tylko Francesca i Diego zachowali powagę.
- Wybierasz rozmowę z dyrektorem czy telefon do rodziców?
Gdy usłyszała ostatnie słowo, jej oczy momentalnie się zaszkliły. Ona wiedziała o wszystkim. Doskonale wiedziała, ale uwielbiała ją upokażać.
Szybko spakowała książki do torby i wyszła z sali trzaskając drzwiami.
- Sei teribille - rzuciła w stronę nauczycielki Włoszka i popędziła za przyjaciółką.
Marzec 2013
Będzie głośno
Jeśli jesteś zgubiony możesz mnie znaleźć
Jeśli pójdziesz za mną, usłyszysz dźwięk
Jeśli wiesz, że nigdy nie wycofam się
Ucichniemy
Patrzyła przed siebie, co moment zaciągając się papierosem. Poczuła delikatny ucisk na ramieniu, więc odwróciła się.
- Violu, wiesz przecież, że nie powinnaś - powiedziała Włoszka.
- Wiem, ale ja - jej głos zaczął się łamać - Ja już sama nie wiem - szepnęła wtulając się w kruche ciało dziewczyny. Z dłoni natychmiastowo wypadł jej trzymany przedmiot, który po chwili przygniotła obcasem.
Sierpień 2015
Mamy młodą krew
Nie może nas nic zniszczyć
Wykonujemy nasze własne szczęście na tym świecie
Mamy młodą krew
Nikt nie wybrał nas
Wykonujemy naszą własną miłość w tym świecie
Odkluczyła wielkie szklane drzwi. Weszła do środka i rozejrzała się dookoła. Ciemno brązowe stoliki, krzesła i sofy. Odcienie zieleni i beżu na ścianach. Wysokie lampy stojące w rogach, rozświetlające całe pomieszczenie. Nic się tu nie zmieniło od ośmiu lat. Nie mogła w to uwierzyć. Nareszcie będzie mogła robić to, co obiecała swoim bliskim.
- Wszystko zaczyna się na nowo - szepnęła do siebie przyczepiając kartkę do drzwi z napisem "Otwarte".
niedziela, 13 września 2015
Rozdział 20/Epilog - Będę
*Przeczytaj notkę na dole*
- Leon - szepnęłam cicho wtulając się w kołdrę - Kochanie - przybliżyłam się do jego policzka i delikatnie pocierałam o niego nosem. Moja ręka spoczywała na jego szyji i wędrowała, co jakiś czas we włosy - Wstajemy.
Poczułam szczelny uścisk na mojej talii, a po chwili delikatny pocałunek na moich ustach.
Będę czuć te wargi codziennie.
- Nie - powiedział z zamkniętymi oczami przyciskając moje ciało do swojego - Zostajesz tu ze mną - dodał.
Zachichotałam pod nosem. Nie pozostało mi nic jak troszkę go sprowokować. Moje wargi znalazły się na szyji ukochanego, a dłonie schodziły w doł po torsie.
- Violuuu - przeciągnął, ukazując rząd swoich zębów.
Będę widzieć ten piękny uśmiech codziennie.
- Słucham? - zapytałam przesłodzonym głosem kontynuując czynność.
- Jesteś niegrzeczna - oznajmił i przewrócił mnie na plecy. Oparł się łokciami nad moją głową i wpatrywał się we mnie swoimi szmaragdami.
Będę zatapiała się w jego oczach codziennie.
- I dobrze mi z tym - odpowiedziałam ze śmiechem i pocałowałam jego nosek.
- Zostań moją żoną - powiedział. Moje oczy wyleciały w orbit, a język uwiąz w gardle.
- Żartujesz sobie, tak?
- Nie. Mówię jak najbardziej poważnie.
- Pragnę Cię tylko dla siebie* - szepnęłam, a moja radość sięgnęła zenitu.
Będę panią Verdas już na zawsze.
Poczułam szczelny uścisk na mojej talii, a po chwili delikatny pocałunek na moich ustach.
Będę czuć te wargi codziennie.
- Nie - powiedział z zamkniętymi oczami przyciskając moje ciało do swojego - Zostajesz tu ze mną - dodał.
Zachichotałam pod nosem. Nie pozostało mi nic jak troszkę go sprowokować. Moje wargi znalazły się na szyji ukochanego, a dłonie schodziły w doł po torsie.
- Violuuu - przeciągnął, ukazując rząd swoich zębów.
Będę widzieć ten piękny uśmiech codziennie.
- Słucham? - zapytałam przesłodzonym głosem kontynuując czynność.
- Jesteś niegrzeczna - oznajmił i przewrócił mnie na plecy. Oparł się łokciami nad moją głową i wpatrywał się we mnie swoimi szmaragdami.
Będę zatapiała się w jego oczach codziennie.
- I dobrze mi z tym - odpowiedziałam ze śmiechem i pocałowałam jego nosek.
- Zostań moją żoną - powiedział. Moje oczy wyleciały w orbit, a język uwiąz w gardle.
- Żartujesz sobie, tak?
- Nie. Mówię jak najbardziej poważnie.
- Pragnę Cię tylko dla siebie* - szepnęłam, a moja radość sięgnęła zenitu.
Będę panią Verdas już na zawsze.
~*~
Huhuhu...
Miał być OS, a tu epilog.
Ja też w to nie wierzę XD Już Wam wszystko wyjaśniam.
Więc... podczas mojej przerwy wpadł mi do głowy supi pomysł (przynajmniej tak mi się wydaje) i już ułożyłam sobie troszkę przebieg historii.
I want you all to myself* przy moim założeniu miało mieć 15-25 rozdziałów, zależnie od tego jak pociągnę daleko akcję. I tak ładnie zakończyło się na dwudziestce. Uważam, że nie ma dalej sensu kontynuować historii i wymyślać jakieś zdarzenia, skoro Vilu i Leon mogą być już razem szczęśliwi etc. Jak widzicie w każdej mojej historii musi być happyend. Nie umiem tak krzywdzić moich zakochańców, nawet jeżeli są fikcją w mojej głowie :')
Mam nadzieję, że nie jesteście źli, że to już koniec tej historii, ale ja nie miałam już na nią totalnie weny. Wolę zacząć coś nowego i lepszego, bo z każdym opowiadaniem staję się lepszą pisarką (chyba XD).
Za kilka dni powinien ukazać się nowy wygląd bloga. Historia będzie nazywała się All I wanna is somebody who really love me much Troszkę długi tytuł, wiem, wiem. Ale no cóż, bardzo mi się podoba, ten cytacik. A raczej fragment z piosenki Locked Away. Prolog pojawi się od razu po zmianie szablonu. A następnie musicie dać mi troszkę czasu, żebym napisała przynajmniej z dwa rozdziały i wkręciła się w coś nowego. Muszę też więcej czasu poświęcić na naukę, choć wolałabym pisać dla Was rozdziały, a nie ślęczeć nad książkami ;-; Mam jutro kartkówkę, we wtorek dwie no i jeszcze sprawdzian za tydzień :)) he, cieszmy się :|
A Wam jak idzie w szkole, misiaczki? Pochwalcie się. Bo ja cały czas tu ględzę o sobie D:
I napiszcie też, co myślicie o zakończeniu historii, czy podobał Wam się rozdziało-epilog. Wiem, że nie wypalił. Miał być inny :v I ogólnie napiszcie, co tam chcecie :D Żebym wiedziała po prostu, że jesteście :3
Okidoki, nie przedłużam już. Zanudzicie się przy mnie na śmierć.
Do prologu :*
~ Aleks
sobota, 5 września 2015
One Shot cz. 2 - Beg for it
Hooked boy I'm like a drug
If you want my love better smoke it up
Make you beg for it, I’mma make you beg for it
You can look boy but don’t you touch
If you want my love make me give a fuck
If you want my love better smoke it up
Make you beg for it, I’mma make you beg for it
You can look boy but don’t you touch
If you want my love make me give a fuck
- Popatrz na to - szepnęła podekscytowana Violetta - Takie coś stało w naszej ulubionej kawiarni!
Castillo i Verdas patrzyli na starą budkę fotograficzną stojącą tuż pod lasem. Długi pomarańczowy przedłużacz ciągnął się po trawie od budki, aż do domu Noela. Kiedy ją podziwiali, z budki wypadł Tom, starszy brat Noela oraz wstawiona Erica Ackard. Wyjęli swoje zdjęcie i pobiegli dalej. Leon spojrzał na Violettę.
- Chcesz wejść?
Dziewczyna skinęła głową.
Zanim wcisnęli się do środka, szybko ogarnęła spojrzeniem przyjęcie. Kilka osób stało wokół beczki z piwem. Inni tańczyli, trzymając w górze czerwone kubki. Noel z grupą chłopaków pływał w basenie w bokserkach. Nigdzie nie widziała swojej siostry, która chyba nie miała zamiaru wracać na miejsce imprezy.
Violetta weszła do budki, usiadła obok Leona na małej ławeczce i zaciągnęła zasłonkę. Siedzieli tak blisko siebie, że ich ramiona dotykały się.
- To co, zaczynamy? - zapytała zmieszana.
- Myślałaś, że będziemy robić zdjęcia? - zaśmiał się gardłowo i odstawił butelkę z piwem na podłogę. Przyciągnął ją na swoje kolana i pocałował namiętnie jej rozgrzane wargi. Nie zastanawiając się ani chwili, Violetta oddała pocałunek i objęła dłońmi szyję chłopaka.
- Możemy tu chwilę posiedzieć? - zaproponował - Jest mniejsze podobieństwo, że mnie znajdą, jeżeli dowiedzieli się o imprezie.
- Jasne.
Nieźle pijana Castillo postanowiła wykazać się swoją odwagą, więc wsunęła swoje dłonie pod koszulkę Leona i wpiła się w jego pełne usta. Pod swoimi opuszkami mogła wyczuć napinające się mięśnie. Rozpływała się pod wargami ukochanego, które przeniosły się na jej szyję. Jęknęła cicho odczuwając rozkosz.
Castillo i Verdas patrzyli na starą budkę fotograficzną stojącą tuż pod lasem. Długi pomarańczowy przedłużacz ciągnął się po trawie od budki, aż do domu Noela. Kiedy ją podziwiali, z budki wypadł Tom, starszy brat Noela oraz wstawiona Erica Ackard. Wyjęli swoje zdjęcie i pobiegli dalej. Leon spojrzał na Violettę.
- Chcesz wejść?
Dziewczyna skinęła głową.
Zanim wcisnęli się do środka, szybko ogarnęła spojrzeniem przyjęcie. Kilka osób stało wokół beczki z piwem. Inni tańczyli, trzymając w górze czerwone kubki. Noel z grupą chłopaków pływał w basenie w bokserkach. Nigdzie nie widziała swojej siostry, która chyba nie miała zamiaru wracać na miejsce imprezy.
Violetta weszła do budki, usiadła obok Leona na małej ławeczce i zaciągnęła zasłonkę. Siedzieli tak blisko siebie, że ich ramiona dotykały się.
- To co, zaczynamy? - zapytała zmieszana.
- Myślałaś, że będziemy robić zdjęcia? - zaśmiał się gardłowo i odstawił butelkę z piwem na podłogę. Przyciągnął ją na swoje kolana i pocałował namiętnie jej rozgrzane wargi. Nie zastanawiając się ani chwili, Violetta oddała pocałunek i objęła dłońmi szyję chłopaka.
- Możemy tu chwilę posiedzieć? - zaproponował - Jest mniejsze podobieństwo, że mnie znajdą, jeżeli dowiedzieli się o imprezie.
- Jasne.
Nieźle pijana Castillo postanowiła wykazać się swoją odwagą, więc wsunęła swoje dłonie pod koszulkę Leona i wpiła się w jego pełne usta. Pod swoimi opuszkami mogła wyczuć napinające się mięśnie. Rozpływała się pod wargami ukochanego, które przeniosły się na jej szyję. Jęknęła cicho odczuwając rozkosz.
Nagle ktoś zaczął odsuwać zasłonkę. Violetta oderwała się od Leona, ale było za późno. Wejście do budki stało otworem. Argentynka zobaczyła, kto je odsłonił.
- Cholera - rzuciła pod nosem.
- Co jest, stary?
- Są w okolicy. Lepiej stąd spadaj. Nie chce mieć przez Ciebie kłopotów z policją - powiedział i odszedł popijając martini.
Oboje wyszli z budki i spojrzeli na siebie.
- Muszę Cię już zostawić, mała - szepnął.
- Nie, proszę - błagała ściskając jego dłoń.
- Cholera - rzuciła pod nosem.
- Co jest, stary?
- Są w okolicy. Lepiej stąd spadaj. Nie chce mieć przez Ciebie kłopotów z policją - powiedział i odszedł popijając martini.
Oboje wyszli z budki i spojrzeli na siebie.
- Muszę Cię już zostawić, mała - szepnął.
- Nie, proszę - błagała ściskając jego dłoń.
Wchodzili po skrzypiących schodach, których każdy stopień pokryty był innym kawałkiem wykładziny. Chwiejąc się lekko, ale nadal popijając alkohol weszli na górę. Po prawej stronie były otwarte na oścież drzwi. Violetta weszła i zauważyła wannę na szponiastych łapach pośrodku salonu. Wskazała na nią palcem.
- Za ciężka, żeby ją przesunąć - powiedział Leon przepraszająco - A poza tym i tak jutro rano się stąd zmywam.
- Chciałeś powiedzieć "zmywamy" - poprawiła go i usiadła na wielkiej, skórzanej sofie.
Westchnął.
- Jesteś pewna?
- Tak - odparła wpatrując się w jego oczy - Musimy wrócić do Buenos Aires.
~*~
Salut.
* Kolejnej części OS spodziewajcie się od poniedziałku do niedzieli.
* Druga część miała być 1 września, ale zepsuł mi się laptop - doszczętnie. I dopiero wczoraj miałam chwilę, aby pojechać do sklepu i zakupić nowy. Dlatego post pojawił się dopiero dzisiaj.
* Dużo tajemnic. Starałam się nie ujawniać za dużo. Musicie pobyć trochę w niepewności. Możecie też sami spróbować domyślić się, co będzie dalej i co skrywają nasi bohaterzy ;)
* Przepraszam, że taki króciutki, ale zadali mi bardzo dużo z matematyki i chemi online :C A ponieważ dopiero dzisiaj uruchomiłam laptop to musiałam się jeszcze zalogować na stronę, a było z tym troszkę problemu [*]
* Kolejnej części OS spodziewajcie się od poniedziałku do niedzieli.
* Druga część miała być 1 września, ale zepsuł mi się laptop - doszczętnie. I dopiero wczoraj miałam chwilę, aby pojechać do sklepu i zakupić nowy. Dlatego post pojawił się dopiero dzisiaj.
* Dużo tajemnic. Starałam się nie ujawniać za dużo. Musicie pobyć trochę w niepewności. Możecie też sami spróbować domyślić się, co będzie dalej i co skrywają nasi bohaterzy ;)
* Przepraszam, że taki króciutki, ale zadali mi bardzo dużo z matematyki i chemi online :C A ponieważ dopiero dzisiaj uruchomiłam laptop to musiałam się jeszcze zalogować na stronę, a było z tym troszkę problemu [*]
To chyba na tyle. Wystarczająco długa chyba ta notka? :D
Jak się wyrobię z lekcjami to idę napieprzać w Simsy. Nareszcie! <3 XD
Love u
Aleks :*
środa, 26 sierpnia 2015
Rozdział 19 - Szczerze nienawidzisz
Dedykuję ten rozdział wszystkim, którzy dzielnie na niego wyczekiwali. Dziękuje.~*~
2 miesiące później
Nareszcie
mogę wrócić do mojego ukochanego Buenos Aires!
Za kilka godzin będę w „domu” i
uściskam Ludmi, zobaczę się z Jess, Francescą… I mam nadzieję, że też z Leonem.
Ostatnio nie potraktowałam go za dobrze i źle się z tym czuję. Ferro dzwoniła
do mnie, kiedy byłam w szpitalu i mówiła, że Leon pozałatwiał wszystkie sprawy
związane z Cassie i Fran specjalnie dla mnie, bo chce walczyć o nasz
związek.
Pobyt w szpitalu nie był dla mnie miłym momentem życia. Ale cieszę się, że operacja się udała i mogę jednak wrócić doLeona przyjaciół. I to wszystko za sprawą Priscilli.
Uświadomiła mi, że mam jeszcze dużo rzeczy do zrobienia na tym świecie i nie
mogę tak łatwo sobie odpuścić. Zamieniaj
ból w siłę – mówiła.
Pobyt w szpitalu nie był dla mnie miłym momentem życia. Ale cieszę się, że operacja się udała i mogę jednak wrócić do
Kiedy
pojawiłyśmy się na lotnisku przywitała nas Ludmiła i Francesca. Miło, że o mnie
pamiętały.
- Jak się czujesz? – zapytała blondynka podczas gdy tkwiłam w szczelnym uścisku dziewczyn.
- W porządku – uśmiechnęłam się lekko – Ymm.. Jest z wami Leon? – spytałam niepewnie rozglądając się w około.
- Nie widziałam go od zakończenia semestru w Studio – odpowiedziała Włoszka – Chyba jest zajęty w firmie. Pracuje u swojego ojca.
- A może, ty Lu…? -
- Nie, ja też nic nie wiem. Przykro mi, ale jakby zapadł się pod ziemię. Myślę, że gdy wyjechałaś mógł się załamać. W Studio krążyły plotki, że zostaniesz już na zawsze w Stanach.
- Ale kto mógł rozgadać coś o moim wyjeździe?
- Może Jessenia – odpowiedziała zamyślona.
- Nie mogłaby…
Ludmiła podwiozła mnie pod dom mojego ojca. Niepewnie zapukałam do drzwi. Po chwili otworzyła mi Miguela.
- Dzień dobry Violetto – uśmiechnęła się sztucznie – Wejdź.
- Dziękuje – bąknęłam – Jest Jess?
- U siebie w pokoju – rzuciła i zniknęła za ścianą.
Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do mojego starego pokoju, który był teraz pokojem „nowej córki” mojego taty.
- O, hej Violetta – odezwała się nie odrywając wzroku od laptopa – Co u Ciebie?
- Co u mnie? – zapytałam z irytacją – Możesz mi powiedzieć dlaczego całe Studio mówiło o moim wyjeździe.
- Możliwe, że coś mi się wymsknęło – odparła ze stoickim spokojem w głosie – A, zapomniałabym. Rozmawiałam z Twoim Leonkiem i powiedziałam mu, że już nie wrócisz ze Stanów, bo chcesz o nim zapomnieć i go szczerze nienawidzisz. Chyba dobrze zrobiłam, nie?
- Co!? – zamknęłam klapę laptopa przed jej oczami – Jak śmiałaś? Dlaczego wypowiedziałaś się za mnie? Chciałam Ci kupić mieszkanie, pomóc wydostać się z tego bagna, a ty mi się tak odpłacasz? Wiesz dobrze, że wyjechałam się leczyć.
- No to, po co wróciłaś? Myślisz, że ten idiota będzie Cię chciał z jakąś chorobą?
- Nie mów tak o nim! - otarłam łzy cieknące mi po policzkach – Koniec z naszą znajomością -trzasnęłam za sobą drzwiami i opuściłam jak najszybciej posiadłość.
- Jak się czujesz? – zapytała blondynka podczas gdy tkwiłam w szczelnym uścisku dziewczyn.
- W porządku – uśmiechnęłam się lekko – Ymm.. Jest z wami Leon? – spytałam niepewnie rozglądając się w około.
- Nie widziałam go od zakończenia semestru w Studio – odpowiedziała Włoszka – Chyba jest zajęty w firmie. Pracuje u swojego ojca.
- A może, ty Lu…? -
- Nie, ja też nic nie wiem. Przykro mi, ale jakby zapadł się pod ziemię. Myślę, że gdy wyjechałaś mógł się załamać. W Studio krążyły plotki, że zostaniesz już na zawsze w Stanach.
- Ale kto mógł rozgadać coś o moim wyjeździe?
- Może Jessenia – odpowiedziała zamyślona.
- Nie mogłaby…
Ludmiła podwiozła mnie pod dom mojego ojca. Niepewnie zapukałam do drzwi. Po chwili otworzyła mi Miguela.
- Dzień dobry Violetto – uśmiechnęła się sztucznie – Wejdź.
- Dziękuje – bąknęłam – Jest Jess?
- U siebie w pokoju – rzuciła i zniknęła za ścianą.
Weszłam po schodach na górę i otworzyłam drzwi do mojego starego pokoju, który był teraz pokojem „nowej córki” mojego taty.
- O, hej Violetta – odezwała się nie odrywając wzroku od laptopa – Co u Ciebie?
- Co u mnie? – zapytałam z irytacją – Możesz mi powiedzieć dlaczego całe Studio mówiło o moim wyjeździe.
- Możliwe, że coś mi się wymsknęło – odparła ze stoickim spokojem w głosie – A, zapomniałabym. Rozmawiałam z Twoim Leonkiem i powiedziałam mu, że już nie wrócisz ze Stanów, bo chcesz o nim zapomnieć i go szczerze nienawidzisz. Chyba dobrze zrobiłam, nie?
- Co!? – zamknęłam klapę laptopa przed jej oczami – Jak śmiałaś? Dlaczego wypowiedziałaś się za mnie? Chciałam Ci kupić mieszkanie, pomóc wydostać się z tego bagna, a ty mi się tak odpłacasz? Wiesz dobrze, że wyjechałam się leczyć.
- No to, po co wróciłaś? Myślisz, że ten idiota będzie Cię chciał z jakąś chorobą?
- Nie mów tak o nim! - otarłam łzy cieknące mi po policzkach – Koniec z naszą znajomością -trzasnęłam za sobą drzwiami i opuściłam jak najszybciej posiadłość.
-
Rozumiesz? Powiedziała Leonowi, że go nienawidzę – mówiłam łamiącym się głosem
do Ludmiły – On przez nią cierpiał jeszcze bardziej – dałam upust łzom, a moje
usta połykały coraz do gorsze łzy – Na pewno już nie chce mnie widzieć.
- Violetta nie mów tak i błagam nie denerwuj się już, dopiero co miałaś operację – próbowała mnie uspokoić – Musisz się z nim spotkać i wszystko sobie wyjaśnicie.
- To nie jest takie proste Ludmiła! – krzyczałam do telefonu – Dlaczego wszyscy mi to utrudniają? Czy ja wymagam tak wiele? Chcę być tylko z nim! Chcę go kochać tak jak nigdy wcześniej! Chcę, żeby był mój i tylko mój! Potrzebuję jego ramion, jego ust, jego całego! – dałam upust emocjom. Nie patrząc jak idę wpadłam na kogoś. Już chciałam powiedzieć ‘przepraszam’, ale odebrało mi mowę, gdy zobaczyłam, kto przede mną stoi.
- Lu, muszę kończyć – wyszeptałam i rozłączyłam się. Przyjrzałam się chłopakowi. Nie wyglądał tak samo jak dwa miesiące temu. Miał podkrążone oczy, porządny zarost i liczne rany na rękach. Kolejne łzy cisnęły mi się do oczu. To przeze mnie?
- Boże, Leon co Ci się stało? – spytałam zmartwiona dotykając jego policzka dłonią, którą od razu zrzucił.
- Nagle Cię to interesuje? Podobno mnie nienawidzisz – wycedził przez zęby – A do tego masz kogoś. Słyszałem jak rozmawiałaś przez telefon. Nie powinnaś się mną zamartwiać.
- Nie, Leon, daj mi to wyjaśnić. Wiem, że Jessenia powiedziała Ci wiele rzeczy, ale to nie jest prawda. Jak mogłabym Cię znienawidzić, skoro ja Cię kocham? Dlaczego jej uwierzyłeś?
- Na lotnisku jakoś nie odczułem takiego uczucia od Ciebie – rzucił – Przestań kłamać.
- Nie kłamię. I wcale z nikim nie jestem i nie mam zamiaru nikogo szukać – dlaczego on już mi nie ufa? Złość wzrasta we mnie coraz bardziej. Co ja takiego zrobiłam? - To o Tobie mówiłam przez telefon idioto!
- Tak, wiem, że jestem idiotą, ale nie musisz mi o tym przypominać! – krzyknął – Zepsułem wszystko i dlatego wierzyłem, że nie chcesz mnie znać. Ale nadal jestem w Tobie zakochany i nie mogę sobie wybaczyć, tego, co Ci zrobiłem.
- Nie mów tak, proszę.
- Dlaczego? Dlaczego mam tak nie mówić, skoro to prawda? Cholernie Cię kocham i nie umiem bez Ciebie żyć, ale nie mogę Cię dalej ranić.
- Ale ja Cię potrzebuje – załkałam.
- Chcę tylko żebyś mi wybaczyła – powiedział i opadł przede mną na kolana, a z jego oczu tryskały łzy, niczym z wodospadu – Błagam wybacz mi – mówił trzymając mnie za dłone.
- Już dawno Ci wybaczyłam – odpowiedziałam – Proszę wstań, nie musisz.. -
- Muszę.
- Leon! – huknęłam i uklęknęłam przed nim – Dlaczego chcesz to jeszcze bardziej utrudniać!?
- Viol – nie zdołał dokończyć, bo przygniotłam jego wargi swoimi. Brałam łapczywie uczucie, które rozchodziło się we mnie. Otuliłam rękoma jego szyję, a palce wsunęłam we włosy.
- Przepra… - nie zdołał dokończyć, bo przyłożyłam palec do jego ust.
- Csii…
- Już nigdy mnie nie zostawiaj – szepnął i przytulił mnie do siebie – Jesteś moim skarbem.
- Nigdy, obiecuję – odparłam i ucałowałam jego skroń. Tak bardzo mi go brakowało. I widzę, że nie tylko ja odczuwałam to rozstanie… Zaraz, czemu nadal jesteśmy na ziemi? – Moglibyśmy wreszcie wstać? – zaśmiałam się. Nareszcie po kilku miesiącach mogłam usłyszeć jego śmiech. Pomógł mi wstać trzymając mnie za rękę. Od razu moją uwagę zwróciły liczne rany na dłoniach.
- Co ty sobie zrobiłeś? – pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Chciałem poczuć ból, który Ty czułaś przeze mnie – spuścił głowę i znów posmutniał. A już udało mi się go rozbawić, szlag.
- Oh, Leon – westchnęłam – A teraz ty mi coś obiecasz. Już nigdy się nie okaleczysz, rozumiesz?
- Tak – odparł cicho po chwili.
- Od dziś już wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna – wtuliłam się w jego tors, dzięki czemu mogłam słyszeć bicie jego serca. Teraz już wiem, że to serce bije tylko dla mnie.
- Violetta nie mów tak i błagam nie denerwuj się już, dopiero co miałaś operację – próbowała mnie uspokoić – Musisz się z nim spotkać i wszystko sobie wyjaśnicie.
- To nie jest takie proste Ludmiła! – krzyczałam do telefonu – Dlaczego wszyscy mi to utrudniają? Czy ja wymagam tak wiele? Chcę być tylko z nim! Chcę go kochać tak jak nigdy wcześniej! Chcę, żeby był mój i tylko mój! Potrzebuję jego ramion, jego ust, jego całego! – dałam upust emocjom. Nie patrząc jak idę wpadłam na kogoś. Już chciałam powiedzieć ‘przepraszam’, ale odebrało mi mowę, gdy zobaczyłam, kto przede mną stoi.
- Lu, muszę kończyć – wyszeptałam i rozłączyłam się. Przyjrzałam się chłopakowi. Nie wyglądał tak samo jak dwa miesiące temu. Miał podkrążone oczy, porządny zarost i liczne rany na rękach. Kolejne łzy cisnęły mi się do oczu. To przeze mnie?
- Boże, Leon co Ci się stało? – spytałam zmartwiona dotykając jego policzka dłonią, którą od razu zrzucił.
- Nagle Cię to interesuje? Podobno mnie nienawidzisz – wycedził przez zęby – A do tego masz kogoś. Słyszałem jak rozmawiałaś przez telefon. Nie powinnaś się mną zamartwiać.
- Nie, Leon, daj mi to wyjaśnić. Wiem, że Jessenia powiedziała Ci wiele rzeczy, ale to nie jest prawda. Jak mogłabym Cię znienawidzić, skoro ja Cię kocham? Dlaczego jej uwierzyłeś?
- Na lotnisku jakoś nie odczułem takiego uczucia od Ciebie – rzucił – Przestań kłamać.
- Nie kłamię. I wcale z nikim nie jestem i nie mam zamiaru nikogo szukać – dlaczego on już mi nie ufa? Złość wzrasta we mnie coraz bardziej. Co ja takiego zrobiłam? - To o Tobie mówiłam przez telefon idioto!
- Tak, wiem, że jestem idiotą, ale nie musisz mi o tym przypominać! – krzyknął – Zepsułem wszystko i dlatego wierzyłem, że nie chcesz mnie znać. Ale nadal jestem w Tobie zakochany i nie mogę sobie wybaczyć, tego, co Ci zrobiłem.
- Nie mów tak, proszę.
- Dlaczego? Dlaczego mam tak nie mówić, skoro to prawda? Cholernie Cię kocham i nie umiem bez Ciebie żyć, ale nie mogę Cię dalej ranić.
- Ale ja Cię potrzebuje – załkałam.
- Chcę tylko żebyś mi wybaczyła – powiedział i opadł przede mną na kolana, a z jego oczu tryskały łzy, niczym z wodospadu – Błagam wybacz mi – mówił trzymając mnie za dłone.
- Już dawno Ci wybaczyłam – odpowiedziałam – Proszę wstań, nie musisz.. -
- Muszę.
- Leon! – huknęłam i uklęknęłam przed nim – Dlaczego chcesz to jeszcze bardziej utrudniać!?
- Viol – nie zdołał dokończyć, bo przygniotłam jego wargi swoimi. Brałam łapczywie uczucie, które rozchodziło się we mnie. Otuliłam rękoma jego szyję, a palce wsunęłam we włosy.
- Przepra… - nie zdołał dokończyć, bo przyłożyłam palec do jego ust.
- Csii…
- Już nigdy mnie nie zostawiaj – szepnął i przytulił mnie do siebie – Jesteś moim skarbem.
- Nigdy, obiecuję – odparłam i ucałowałam jego skroń. Tak bardzo mi go brakowało. I widzę, że nie tylko ja odczuwałam to rozstanie… Zaraz, czemu nadal jesteśmy na ziemi? – Moglibyśmy wreszcie wstać? – zaśmiałam się. Nareszcie po kilku miesiącach mogłam usłyszeć jego śmiech. Pomógł mi wstać trzymając mnie za rękę. Od razu moją uwagę zwróciły liczne rany na dłoniach.
- Co ty sobie zrobiłeś? – pokręciłam głową z dezaprobatą.
- Chciałem poczuć ból, który Ty czułaś przeze mnie – spuścił głowę i znów posmutniał. A już udało mi się go rozbawić, szlag.
- Oh, Leon – westchnęłam – A teraz ty mi coś obiecasz. Już nigdy się nie okaleczysz, rozumiesz?
- Tak – odparł cicho po chwili.
- Od dziś już wszystko będzie dobrze. Jestem tego pewna – wtuliłam się w jego tors, dzięki czemu mogłam słyszeć bicie jego serca. Teraz już wiem, że to serce bije tylko dla mnie.
~*~
Zaskoczeni? :)
Nareszcie wydobyłam coś z siebie po dłuuugiej przerwie. Wypoczęłam przez dwa miesiące i jestem chyba gotowa na nową szkołę.
Nagłe natchnienie zawdzięczam koncertom, które odbyły się w Polsce. Dzięki tym wszystkim zdjęciom, postom, płaczącym fankom na widok Jorge i Tini, coś mnie trafiło i nie potrafiłam o nich zapomnieć. Do tego oglądałam dużo filmików z Leonettą, czytałam blogi i zapragnęłam o nich pisać. Bo łączy ich coś szczególnego, prawda?
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział. Wkraczam na nowy etap mojego życia i chcę na razie poświęcić czas nauce. Dlatego proszę Was o zrozumienie. Postaram się raz na dwa tygodnie coś na pisać, chociażby krótkiego. Nie chcę opuszczać tego bloga, jestem z nim za bardzo związana.
Informejszyn1: Na pewno kolejnym postem będzie druga część starego OS.
Informejszyn2: Nie zajmuję teraz miejsca pod rozdziałem. Zobaczę, kto wróci :D
Do nastęnego!
~Aleks ;*
niedziela, 5 lipca 2015
Przeprosiny i brak rozdziału
Witajcie kochani.
Już na wstępie przepraszam Was bardzo, za to że pojutrze mija już miesiąc odkąd nie było rozdziału. I jak na razie nie będzie, bo wyjeżdżam na dwa tygodnie. Postaram się nabazgrać w zeszycie coś, co nazywałoby się potem rozdziałem. Nie mam bladego pojęcia, czy będzie tam wi-fi, które umożliwiłoby mi dodanie czegoś na bloga.
Dlaczego nie było rozdziałów?
Wystawianie ocen, poprawianie. Dużo, dużo prób przed zakończeniem roku. Stres przed przyjęciem do nowej szkoły, rodzinne problemy... Niby takie drobne rzeczy, ale przez nie traci się najwięcej czasu, energii i siły.
Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Mam nadzieję, że zaczekacie i rozumiecie, że po tylu zmaganiach należy mi się odpoczynek.
Kocham Was.
Do zobaczenia,
Aleks :*
niedziela, 7 czerwca 2015
Rozdział 18 - Powinnam z Ciebie zrezygnować
- O,
dobrze, że jesteś. Znalazłam dobrego lekarza i możemy polecieć na Florydę… -
zamarła na mój widok – Coś się stało Violu?
- Wszystko w porządku, Priscilla – odpowiedziałam i ruszyłam po schodach na górę.
Mam dosyć tego, że wszyscy chcą mi pomóc. Dam sobie radę sama, jestem już dorosła!
Nie, ty sobie nie dasz rady Violetta! Nie wyobrażaj sobie niemożliwych rzeczy. Polecisz do Stanów na operację i zamieszkasz tam na stałe. Nie zobaczysz już nigdy Leona iumrzesz tam w
spokoju.
- Vils, mama mi powiedziała, że nie jest z Tobą najlepiej – w moim pokoju pojawiła się Ludmiła – Mi możesz powiedzieć wszystko – złapała moją rękę i próbowała utrzymać ze mną kontakt wzrokowy.
- Leon chce ze mną być – widziałam uśmiech na jej twarzy – Ale ja powiedziałam, że ma o mnie zapomnieć – dodałam trzęsącym się głosem.
- Castillo, coś ty narobiła!?
Westchnęłam.
- Myślisz, że powinnam poddać się temu zabiegowi?
- Jeżeli chcesz być żoną Leona i mieć z nim dzieci to tak – zaśmiała się.
- Ha ha ha – powiedziałam głosem pełnym entuzjazmu (wyczujcie ten sarkazm).
- Taka jest prawda kochana – puściła mi oczko i opuściła pokój.
- Wszystko w porządku, Priscilla – odpowiedziałam i ruszyłam po schodach na górę.
Mam dosyć tego, że wszyscy chcą mi pomóc. Dam sobie radę sama, jestem już dorosła!
Nie, ty sobie nie dasz rady Violetta! Nie wyobrażaj sobie niemożliwych rzeczy. Polecisz do Stanów na operację i zamieszkasz tam na stałe. Nie zobaczysz już nigdy Leona i
- Vils, mama mi powiedziała, że nie jest z Tobą najlepiej – w moim pokoju pojawiła się Ludmiła – Mi możesz powiedzieć wszystko – złapała moją rękę i próbowała utrzymać ze mną kontakt wzrokowy.
- Leon chce ze mną być – widziałam uśmiech na jej twarzy – Ale ja powiedziałam, że ma o mnie zapomnieć – dodałam trzęsącym się głosem.
- Castillo, coś ty narobiła!?
Westchnęłam.
- Myślisz, że powinnam poddać się temu zabiegowi?
- Jeżeli chcesz być żoną Leona i mieć z nim dzieci to tak – zaśmiała się.
- Ha ha ha – powiedziałam głosem pełnym entuzjazmu (wyczujcie ten sarkazm).
- Taka jest prawda kochana – puściła mi oczko i opuściła pokój.
Lotnisko.
Wokoło mnie biegali ludzie ze swoimi bagażami. Pędzili, aby zdążyć na samolot
lub spotkać się jak najszybciej ze swoimi bliskimi. Ja już niestety nie miałam
takich osób, do których mogłabym wrócić. Dlatego chciałam oddalić się od
wspomnień i zapomnieć, choć wiedziałam, że to będzie trudne.
Przymknęłam oczy i wtuliłam się w drobne ciało mojej przyjaciółki. Ucałowałam jej gorący policzek i po chwili machałam na pożegnanie. Ustaliłyśmy wspólnie, że Ludmiła zostanie w Buenos Aires, aby móc skończyć naukę w Studio. Chciałabym, żeby zaliczyła semestr i mogła cieszyć się muzyką z innymi. A co do Priscilli jest na prawdę kochana. Tak się cieszę, że angażuje się w to wszystko i chce mi pomóc. Robi to, co powinien robić mój ojciec, ale nie jest najwidoczniej zainteresowany moją osobą.
Przymknęłam oczy i wtuliłam się w drobne ciało mojej przyjaciółki. Ucałowałam jej gorący policzek i po chwili machałam na pożegnanie. Ustaliłyśmy wspólnie, że Ludmiła zostanie w Buenos Aires, aby móc skończyć naukę w Studio. Chciałabym, żeby zaliczyła semestr i mogła cieszyć się muzyką z innymi. A co do Priscilli jest na prawdę kochana. Tak się cieszę, że angażuje się w to wszystko i chce mi pomóc. Robi to, co powinien robić mój ojciec, ale nie jest najwidoczniej zainteresowany moją osobą.
- Pasażerowie lotu 103 Buenos Aires - Jacksonville proszeni o skierowanie się do wejścia numer 7.
- To my. Chodź Violu - uśmiechnięta kobieta wzięła mnie za rękę i prowadziła za sobą do wyznaczonego miejsca.
- Violetta! - usłyszałam. Dosłownie mnie sparaliżowało - Nie zostawiaj mnie, proszę.
Obróciłam się za siebie i zobaczyłam Leona. Potrząsnęłam głową.
- Ja muszę.
- Wcale nie musisz. Boisz się tego, co może Ci się przydarzyć? Boisz się uczucia między na.. -
- Leon, ja jestem chora!
- Co?
Chmury za oknami. Nuda. Totalna cisza w samolocie. Nuda. Zero zasięgu. Nuda. Nawet przekąski mi nie smakują. Nuda. A no i panuje tu niesamowita nuda.
Zostawiłam go tam. Nie mogę uwierzyć, jak bardzo go zraniłam. Dlaczego taka jestem? Sama nie umiem odpowiedzieć. To wszystko jest takie trudne.
Zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu... nie wiem czego. Wyjęłam złożoną na pół kartkę. Ahh... To tekst, który pisałam wracając z wakacji. Postanowiłam coś dopisać, więc sięgnęłam po długopis.
"Zachowaj swoje rady, bo nie posłucham,
Możesz mieć rację, ale nie obchodzi mnie to
Jest milion powodów, dla których powinnam z ciebie zrezygnować
Ale serce chce, czego chce" *
* fragment piosenki Seleny Gomez "The heart wants what it wants"
Hej!
Jest rozdział...którki i do tego po dwóch tygodniach :/
Tia...
Nie jestem jakoś super dumna, no ale niech będzie.
Jestem strasznie zajęta, mało czasu.. Chyba ktoś mnie rozumie, prawda? :(
Nie wiem kiedy next, ale miejmy nadzieję, że niedługo.
Buziaki <3
Aleks
Możesz mieć rację, ale nie obchodzi mnie to
Jest milion powodów, dla których powinnam z ciebie zrezygnować
Ale serce chce, czego chce" *
* fragment piosenki Seleny Gomez "The heart wants what it wants"
Hej!
Jest rozdział...którki i do tego po dwóch tygodniach :/
Tia...
Nie jestem jakoś super dumna, no ale niech będzie.
Jestem strasznie zajęta, mało czasu.. Chyba ktoś mnie rozumie, prawda? :(
Nie wiem kiedy next, ale miejmy nadzieję, że niedługo.
Buziaki <3
Aleks
sobota, 23 maja 2015
Rozdział 17 - Scenariusz do filmu
Nigdy nie spocznij.
Ludzie dają za
wygraną, gdyż boją się, że nic lepszego już nie nadejdzie. Boją się, że ich na
więcej nie stać. Ale stać cię dokładnie na to, czego chcesz w życiu, tylko
musisz w to uwierzyć, bo inaczej nie przyciągniesz czegoś lepszego – czytałam
jeden z artykułów, który zamieszczono w gazecie. Dotyczył on
niedowartościowanych nastolatek i różnych innych psychologicznych spraw.
Próbowałam sobie uświadomić, co właśnie przeczytałam, ale nic do mnie nie
docierało.
Pomimo wielu próśb ze strony rodziny, przyjaciół nie mogę uśmiechać się i mówić, że wszystko jest w porządku. Kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, nic już nie jest dla mnie kolorowe. W jednej sekundzie straciło blask i poszarzało.
Planowałam, myślałam. Chciałam dla siebie i dla innych jak najlepiej… Ale los zawsze musi rzucać nam kłody pod nogi. I w tych trudnych dla mnie momentach, spieprzyło się wszystko i gorzej już być nie może. Prawda?
- Nie, proszę. Nic mu na razie nie mów – błagałam – Jakoś się z nim umówię i.. zobaczę, co uda mi się powiedzieć.
- Masz mu wszystko powiedzieć, Violetta! – krzyknęła oburzona – On Cię kocha, chce być z Tobą szczery, a ty co, hm?
- Może najpierw zastanów się, co byś zrobiła gdybyś była na moim miejscu, a nie rozkazujesz mi, co mam robić. To moje życie – powiedziałam wyraźnie z naciskiem na ‘moje’ i odeszłam w stronę domu.
Pomimo wielu próśb ze strony rodziny, przyjaciół nie mogę uśmiechać się i mówić, że wszystko jest w porządku. Kiedy dowiedziałam się o mojej chorobie, nic już nie jest dla mnie kolorowe. W jednej sekundzie straciło blask i poszarzało.
Planowałam, myślałam. Chciałam dla siebie i dla innych jak najlepiej… Ale los zawsze musi rzucać nam kłody pod nogi. I w tych trudnych dla mnie momentach, spieprzyło się wszystko i gorzej już być nie może. Prawda?
- Nie, proszę. Nic mu na razie nie mów – błagałam – Jakoś się z nim umówię i.. zobaczę, co uda mi się powiedzieć.
- Masz mu wszystko powiedzieć, Violetta! – krzyknęła oburzona – On Cię kocha, chce być z Tobą szczery, a ty co, hm?
- Może najpierw zastanów się, co byś zrobiła gdybyś była na moim miejscu, a nie rozkazujesz mi, co mam robić. To moje życie – powiedziałam wyraźnie z naciskiem na ‘moje’ i odeszłam w stronę domu.
Jęknęłam
głośno wprost w jego usta. Nie wierzyłam w to, co robiłam. Nigdy nawet nie
przypuszczałam, że to się stanie…
Kiedy zaczął pieścić ponownie moje usta wygięłam swoje ciało czując przeszywające mnie podniecenie. Pragnęłam więcej, więcej i więcej. Już nie czułam bólu, tylko zachłanność. Sięgnęłam po lampkę czerwonego wina i upiłam dużego łyka. Po chwili urwał mi się film.
Kiedy zaczął pieścić ponownie moje usta wygięłam swoje ciało czując przeszywające mnie podniecenie. Pragnęłam więcej, więcej i więcej. Już nie czułam bólu, tylko zachłanność. Sięgnęłam po lampkę czerwonego wina i upiłam dużego łyka. Po chwili urwał mi się film.
Może teraz opowiem,
jak do tego doszło.
Dochodziła dziewiętnasta.
Szykowałam się na wyjście z Leonem. Nie wiem, gdzie chce mnie zabrać, ale wiem
na pewno, że muszę mu powiedzieć o mojej chorobie. Postanowiłam jednak
posłuchać Ludmiły.
Poprawiałam właśnie czarną kredką kontur mojego oka, gdy usłyszałam dzwonek. Odłożyłam przedmiot na toaletkę i zbiegłam na dółnie mogąc doczekać się,
aby go zobaczyć.
- Cześć – uśmiechnęłam się szeroko (jednak umiem się uśmiechać), a moje serce zabiło szybciej – Już możemy iść, tylko zabiorę torebkę.
- Okey – skwitował krótko.Boże, jak ja kocham jego zmysłowy głos.
Violetta, uspokój się!
Zabrałam wspomniany wcześniej przedmiot z salonu i wróciłam do przedpokoju. Zamknęłam drzwi i złapałam rękę Verdasa, który prowadził mnie do samochodu.
- Ostatnio jesteś bardzo spięta, więc zabieram Cię do klubu. Dziewczyny także dotrzymają Ci towarzystwa.
Na moją twarz wprowadził się grymas, który próbowałam ukryć sztucznym uśmiechem. Nie wiem czy w moim stanie imprezowanie jest wskazane, ale przecież nie powiem mu o wszystkim w tym momencie. On też ma prawo dzisiaj się dobrze bawić.
- Super – skłamałam.
Głośna muzyka, mnóstwo ludzi i alkohol. Czego jeszcze mogłam się spodziewać? Ah, no tak. Dobrej zabawy...
Postanowiłam zapomnieć na jakiś moment o problemach, więc piłam już piątego drinka. Siedziałam z dziewczynami w loży VIP-owskiej i szukałam zmęczonym wzrokiem Leona. Gdzieś wyparował. Pewnie podrywa jakieś gorące laski.
- Violetta.
- Violetta! – machała mi ręką przed oczami Camila – Francesca coś do Ciebie mówiła.
- Yy.. tak?
- Leon czeka na Ciebie przy barku – oznajmiła.
- A, dzięki – odparłam chwiejąc się lekko przy wstawaniu. Ruszyłam w wyznaczonym kierunku. Przepychałam się pomiędzy tańczącymi ludźmi próbując nie upaść. Niestety musiałam się potknąć, ale nie wylądowałam na podłodze. Tylko w czyichś rękach. Ujrzałam dwa szmaragdy wpatrujące się we mnie.
- Chyba już trochę wypiłaś – zaśmiał się i postawił mnie na nogi.
- Tylko trochę – bełkotałam – Chodźmy po coś mocnego.
- Dwa razy Rocket Fuel – powiedział Leon do barmana i rzucił pieniądze na blat.
Po chwili moczyłam usta w strasznie mocnym alkoholu. Uszczypnęłam się w rękę sprawdzając czy jeszcze żyję. Chyba trochę przesadziłam z tym imprezowaniem.
- Zatańczysz ze mną?
- Pewnie – rzuciłam biorąc wielkiego łyka z mojej szklanki nie panując kompletnie nad sobą. Podążyłam za chłopakiem na środek parkietu. Zarzuciłam ręce na jego szyję i przyparłam się do umięśnionego ciała. Jego dłonie błądziły po moich pośladkach.
Kiedy poczułam wzrastającą erekcję wbijającą się w moje udo, wpiłam się w jego usta. Nie musiałam długo czekać, aby poczuć na podniebieniu język Verdasa. Nie zważając na to, że przyszliśmy tu z dziewczynami wyszliśmy z klubu. Następnie samochodem udaliśmy się do domu Leona.
Poprawiałam właśnie czarną kredką kontur mojego oka, gdy usłyszałam dzwonek. Odłożyłam przedmiot na toaletkę i zbiegłam na dół
- Cześć – uśmiechnęłam się szeroko (jednak umiem się uśmiechać), a moje serce zabiło szybciej – Już możemy iść, tylko zabiorę torebkę.
- Okey – skwitował krótko.
Zabrałam wspomniany wcześniej przedmiot z salonu i wróciłam do przedpokoju. Zamknęłam drzwi i złapałam rękę Verdasa, który prowadził mnie do samochodu.
- Ostatnio jesteś bardzo spięta, więc zabieram Cię do klubu. Dziewczyny także dotrzymają Ci towarzystwa.
Na moją twarz wprowadził się grymas, który próbowałam ukryć sztucznym uśmiechem. Nie wiem czy w moim stanie imprezowanie jest wskazane, ale przecież nie powiem mu o wszystkim w tym momencie. On też ma prawo dzisiaj się dobrze bawić.
- Super – skłamałam.
Głośna muzyka, mnóstwo ludzi i alkohol. Czego jeszcze mogłam się spodziewać? Ah, no tak. Dobrej zabawy...
Postanowiłam zapomnieć na jakiś moment o problemach, więc piłam już piątego drinka. Siedziałam z dziewczynami w loży VIP-owskiej i szukałam zmęczonym wzrokiem Leona. Gdzieś wyparował. Pewnie podrywa jakieś gorące laski.
- Violetta.
- Violetta! – machała mi ręką przed oczami Camila – Francesca coś do Ciebie mówiła.
- Yy.. tak?
- Leon czeka na Ciebie przy barku – oznajmiła.
- A, dzięki – odparłam chwiejąc się lekko przy wstawaniu. Ruszyłam w wyznaczonym kierunku. Przepychałam się pomiędzy tańczącymi ludźmi próbując nie upaść. Niestety musiałam się potknąć, ale nie wylądowałam na podłodze. Tylko w czyichś rękach. Ujrzałam dwa szmaragdy wpatrujące się we mnie.
- Chyba już trochę wypiłaś – zaśmiał się i postawił mnie na nogi.
- Tylko trochę – bełkotałam – Chodźmy po coś mocnego.
- Dwa razy Rocket Fuel – powiedział Leon do barmana i rzucił pieniądze na blat.
Po chwili moczyłam usta w strasznie mocnym alkoholu. Uszczypnęłam się w rękę sprawdzając czy jeszcze żyję. Chyba trochę przesadziłam z tym imprezowaniem.
- Zatańczysz ze mną?
- Pewnie – rzuciłam biorąc wielkiego łyka z mojej szklanki nie panując kompletnie nad sobą. Podążyłam za chłopakiem na środek parkietu. Zarzuciłam ręce na jego szyję i przyparłam się do umięśnionego ciała. Jego dłonie błądziły po moich pośladkach.
Kiedy poczułam wzrastającą erekcję wbijającą się w moje udo, wpiłam się w jego usta. Nie musiałam długo czekać, aby poczuć na podniebieniu język Verdasa. Nie zważając na to, że przyszliśmy tu z dziewczynami wyszliśmy z klubu. Następnie samochodem udaliśmy się do domu Leona.
Niezły scenariusz do
filmu.
Obudziłam
się o szóstej rano z niezłym kacem. Poszłam do kuchni mojego… kochanka?
Mniejsza. Szukałam tabletek na ból głowy, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć.
Wypiłam więc dużą ilość wody niegazowanej, która stała na blacie. Leon chyba
się nie obrazi.
Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem naga i strzeliłam wielkiego facepalm’a. Wróciłam się do sypialni i ubrałam swoją bieliznę i sukienkę. Nie miałam ochoty na noszenie szpilek, więc chwyciłam je w rękę. Chciałam napisać jeszcze karteczkę, ale nie miałam przy sobie długopisu ani kartki! Nie wiem gdzie on trzyma takie rzeczy. Nie będę mu grzebać po pokoju…
Muszę chyba dokładnie pozwiedzać kiedyś jego dom. Wracając… Wyciągnęłam ze swojej torby czerwoną szminkę, a następnie napisałam krótką informacje na lustrze w łazience i opuściłam dom Verdasa.
Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem naga i strzeliłam wielkiego facepalm’a. Wróciłam się do sypialni i ubrałam swoją bieliznę i sukienkę. Nie miałam ochoty na noszenie szpilek, więc chwyciłam je w rękę. Chciałam napisać jeszcze karteczkę, ale nie miałam przy sobie długopisu ani kartki! Nie wiem gdzie on trzyma takie rzeczy. Nie będę mu grzebać po pokoju…
Muszę chyba dokładnie pozwiedzać kiedyś jego dom. Wracając… Wyciągnęłam ze swojej torby czerwoną szminkę, a następnie napisałam krótką informacje na lustrze w łazience i opuściłam dom Verdasa.
12:04 – od: Leon ♥
‘Vilu, musimy się spotkać’
‘Vilu, musimy się spotkać’
12:05 – do: Leon ♥
‘Jasne, kiedy?’
‘Jasne, kiedy?’
12:07 – od: Leon ♥
’Za pół godziny, w parku. Wiesz gdzie dokładnie’
’Za pół godziny, w parku. Wiesz gdzie dokładnie’
Nasza ławka.
Dotarłam
na miejsce lekko zestresowana. Nie mam pojęcia, o co może mnie zapytać. A nie,
jednak wiem. Podobało Ci się to?
Chciałabyś to powtórzyć? Nie żałujesz, że to właśnie ze mną straciłaś
dziewictwo? Odpowiedzi na te pytania są banalne proste: Tak, tak, nie. Ale
niestety nie mogę tego powiedzieć. Leon zasługuję na zdrową i lepszą ode mnie
dziewczynę. Na pewno znajdzie niedługo swój ideał.
Łzy zebrały mi się do oczu. Gdy usłyszałam swoje imię, odwróciłam głowę. Właściciel tego wspaniałego głosu po chwili znalazł się przy mnie. Kiedy zobaczył łzę spływającą po moim policzku otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale miałam przeczucie, że się bał. Ciekawe czego?
- Violetta, przepraszam, że zaciągnąłem Cię do łóżka. Ale byłem pijany, ja naprawdę nie wiedziałem, co robię – drapał się w kark – Lecz nie ukrywam, że mi się to podobało.
- Nie przepraszaj mnie, to nie Twoja wina.. Ja..
- Uważam, że powinniśmy spróbować – złapał moją rękę. Widząc moją pytającą minę, dodał – Być razem.
- Leon, my nie możemy – odpowiedziałam ścierając łzy – Zapomnij o mnie – szepnęłam i uciekłam.
Łzy zebrały mi się do oczu. Gdy usłyszałam swoje imię, odwróciłam głowę. Właściciel tego wspaniałego głosu po chwili znalazł się przy mnie. Kiedy zobaczył łzę spływającą po moim policzku otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale miałam przeczucie, że się bał. Ciekawe czego?
- Violetta, przepraszam, że zaciągnąłem Cię do łóżka. Ale byłem pijany, ja naprawdę nie wiedziałem, co robię – drapał się w kark – Lecz nie ukrywam, że mi się to podobało.
- Nie przepraszaj mnie, to nie Twoja wina.. Ja..
- Uważam, że powinniśmy spróbować – złapał moją rękę. Widząc moją pytającą minę, dodał – Być razem.
- Leon, my nie możemy – odpowiedziałam ścierając łzy – Zapomnij o mnie – szepnęłam i uciekłam.
***
Nareszcie!
Nie wiecie, jak się cieszę, że wreszcie mogłam napisać rozdział.
Przypływ weny i sprawny laptop, o tak! :))
Rozdział zawiera 1 031 słów oraz ma 2 i pół strony.
Mam nadzieję, że uda mi się pisać trochę dłuższe rozdziały, tak jak ten.
Niestety jestem załamana pod jednym względem. Zbliża się koniec roku, mam bardzo dobre oceny i boję się, żeby ich nie pogorszyć, a nauczyciele szaleją z testami i kartkówkami.
Przypływ weny i sprawny laptop, o tak! :))
Rozdział zawiera 1 031 słów oraz ma 2 i pół strony.
Mam nadzieję, że uda mi się pisać trochę dłuższe rozdziały, tak jak ten.
Niestety jestem załamana pod jednym względem. Zbliża się koniec roku, mam bardzo dobre oceny i boję się, żeby ich nie pogorszyć, a nauczyciele szaleją z testami i kartkówkami.
Myślę, że kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Od poniedziałku do piątku w mojej szkole trwają przygotowania do festynu, a we wtorek mam klasówkę i prawdopodobnie kartkówkę.
Łał.. ale się rozpisałam ;D
Łał.. ale się rozpisałam ;D
Już nie zajmuję Wam czasu.
Do następnego! ♥
~ Aleks
~ Aleks
Subskrybuj:
Posty (Atom)










